Nie przebija się na czołówki, ale Koalicja 15 Października krok po kroku demontuje wszystkie elementy składające się na potencjalne kierunki wzrostu polskiej gospodarki.
Jakbym miał jakoś nazwać „strategię” rządu Tuska, to jest to „FLAT BEAT”. Liberałowie nie wierzą w żadną możliwość kierowanego przez państwo wykreowania w Polsce lokalnych „czempionów”, nie wierzą w żadne polskie „czebole”. Są głęboko przekonani, że powinniśmy raczej postawić na powolny, organiczny wzrost odtwarzający w kraju coś na wzór niemieckiego „Mittelstand” – historycznego fundamentu sukcesu niemieckiej gospodarki, czyli po naszemu – „małych i średnich firm rodzinnych” będących jej odwiecznym kołem zamachowym.
W Niemczech termin „Mittelstand” odnosi się jednak nie tyle rozmiaru przedsiębiorstwa, ale do jego genealogii. Wielka firma „Bosch” mieści się w tej kategorii, gdyż rozwinęła się właśnie z małego rodzinnego warsztatu i z pokolenia na pokolenie znajduje się w rękach rodziny założyciela – Roberta Boscha.
Jednak ta romantyczna wizja – moim zdaniem – słabo wpisuje się w rytm współczesnej gospodarki.
Niemieckie „Mittelstand” zaostniało dzięki splotowi okoliczności historycznych związanych z powolnym wyłanianiem się współczesnej gospodarki przemysłowo-handlowej z wcześniejszej tradycji manufaktur, kiedy konkurencja rynkowa była niewielka a świat był pełen wielkich możliwości związanych z postępem naukowo-technicznym możliwym do osiągnięcia stosunkowo niewiekimi nakładami.
Ten czas mamy jednak za sobą. Oczywiście – wielkie kariery firm rodzinnych są wciąż możliwe, ale raczej nie setkami czy tysiącami. Raczej tylko pojednyncze przedsiębiorstwa, które wyjątkowo dobrze wstrzeliły się w jakąś umykającą gigantom niszę mają szansę na taki rozwój. Inne dobrze rokujące, powiedzielibyśmy dziś „startupy” zostaną prędzej wykupione przez liderów rynku niż pozwoli im się na długi swobodny rozwój. Samodzielne zostaną tylko te faktycznie – małe i średnie, niezagrażające w niczym potentatom.
W Polsce mamy np. InPost – firmę Rafała Brzoski – której kapitalizacja jest dziś większa niż niemieckiej Lufthansy. Kto by pomyślał?
Niemniej – umówmy się – są to wciąż małe pieniądze w porównaniu do liderów rynku nadających kształt gospodarce choćby w wymiarze regionalnym. Tutaj dla wyrównania dystansu dzielącego nas od „starej Europy” nie wystarczy powolny organiczny rozwój. Tutaj otwiera się przestrzeń dla strategii rozwojowej państwa.
W sytuacji naszego kraju tylko państwo ma siły i środki na inwestycje w coś, co jest „top-edge”, w coś, co wymaga nakładów badawczo-rozwojowych przekraczających rozsądną działalność inwestycyjną naszego sektora małych i średnich przesiębiorstw.
Mówiąc wprost – nawet p. Rafał Brzoska nie zainwestuje u nas w badania nad inteligentnymi, autonomicznymi pojazdami, które mogłyby rozwozić te jego paczki. On takie pojazdy co najwyżej kupi, jak już będą odpowiednie rozwiązania na rynku.
W warunkach polskich mamy kilka możliwiwości zainwestowania w tzw. „nową gospodarkę”: pewne kierunki w biotechnologii, technologie cyfrowe, rozwiązania w obszarze transformacji energetycznej, technika wojskowa no i właśnie rozwój sztucznej inteligencji.
Może nie tam, gdzie na badania potrzebne są grube miliardy, ale tam, gdzie można coś ugrać za miliony. Mamy zdolnych naukowców a tym, co nas ogranicza jest raczej brak know-how w zakresie partnerstwa prywatno-publicznego i brak konsekwencji. Ale przykład firmy WB-Electronics, która w ciągu kilku lat stała się liderem w zakresie konstrukcji małych i średnich dronów czy systemów pola walki pokazuje, że możliwości są. Potrzebna jest tylko odwaga i wsparcie państwa tam, gdzie potencjał wciąż przecież niewielkiej firmy sam w sobie nie wystarcza. Temu miało służyć Narodowe Centrum Badań i Rozwoju
Rozkład NCBR mnie przygnębia. Tak – słyszałem już, że były tam przewały, że „znajomi królika” odcinali niemałe kupony. Niemniej – próbowano coś zrobić. Były grube błędy, ale były też sensowne posunięcia.
Problemem są jednak ewidentne mataczenia – bo tylko tak można nazwać np. wyłudzanie państwowych pieniędzy na budowę polskiego reaktora badawczego typu HTGR „Pola”, który miał jakoby zastąpić wysłużoną „Marię” w Świerku a okazał się kompletnym humbugiem. Ale co mają niby zrobić urzędnicy państwowi, skoro rzut na grubą kasę wykonuje tu bezwstydnie śmietanka Polskiej Akademii Nauk, konkretnie profesorowie Narodowego Centrum Badań Jądrowych od lat opowiadący kolejnym ministrom zupełne farmazony?
Po to tworzy się zespoły, w którch skład wchodzą ludzie spoza zamkniętego układu. Takim zespołem był IDEAS, który miał zajmować się rozwijaniem polskich systemów sztucznej inteligencji. Jak widać – nasza profesorsko-polityczna koteria skutecznie się niewygodnych ludzi pozbyła.


Zostaw komentarz