Jest taka historia związana z Twierdza Przemyśl — powtarzana od lat przez ludzi, którzy krążą po fortecznych lochach.
Jej początki sięgają lat 20. XX wieku, czasu po oblężeniu z lat 1914–1915, kiedy wojna ucichła.
Wtedy do fortów wrócili robotnicy.
Ich praca była prosta tylko z pozoru — rozebrać to, co zostało, oczyścić przejścia, zabezpieczyć teren. W praktyce oznaczało to schodzenie do miejsc, których nikt nie odwiedzał od lat: wilgotnych, zimnych korytarzy, zawalonych przejść i pomieszczeń odciętych nagle, często rzeczywiście odnajdywano ciała. Żołnierze, którzy nie zdążyli uciec przed eksplozjami w 1915 roku, pozostali tam, gdzie dopadł ich koniec — pod ziemią, w ciszy, której nikt nie przerywał przez lata.
Na tym tle pojawia się historia związana z Fortem XIII „San Rideau”.
Według przekazów robotnicy natrafili tam na ścianę, która wyglądała inaczej niż reszta. Za nią miało znajdować się niewielkie pomieszczenie, odcięte od świata. W środku znaleziono ciało żołnierza oraz ślady dłuższego pobytu ludzi: resztki jedzenia, skrzynie, fragmenty wyposażenia.
I — według najbardziej znanej wersji — drugiego człowieka.
Żywego. Skrajnie wycieńczonego. Obok miał znajdować się zeszyt z zapiskami — od spokojnych notatek o oczekiwaniu na pomoc, aż po chaotyczne, urwane zdania.
Problem w tym, że żadna z tych informacji nie ma potwierdzenia w dokumentach. Nie istnieją raporty, nazwiska ani oryginalny pamiętnik. Historycy są zgodni — to opowieść, która powstała na bazie realnych wydarzeń, ale z czasem została rozbudowana i udramatyzowana.
A jednak jest w niej coś, co sprawia, że trudno ją całkiem odrzucić.
Forty były wysadzane, korytarze zawalały się, ludzie ginęli pod ziemią. Niektóre pomieszczenia mogły zostać odcięte nagle, bez możliwości ucieczki. W takich warunkach wyobraźnia łatwo dopowiada resztę.
Co więcej, forty Twierdzy Przemyśl — w tym Fort XIII — były projektowane jako samowystarczalne obiekty oblężnicze. Posiadały magazyny żywności zdolne wytrzymać długie oblężenie oraz dostęp do wody, często w postaci studni lub systemów zbierania wody. Teoretycznie więc przetrwanie przez pewien czas w odciętym pomieszczeniu było całkowicie możliwe — zwłaszcza jeśli zapasy znajdowały się w pobliżu.
To właśnie ten szczegół sprawia, że opowieść wydaje się jeszcze bardziej prawdopodobna.
Dziś Fort XIII nadal stoi.
Można wejść do jego wnętrza, przejść się korytarzami, zobaczyć miejsca, gdzie beton pęka, a ziemia powoli odzyskuje to, co kiedyś było konstrukcją wojskową. Nie ma tam żadnych śladów tej historii.
Ale są eksploratorzy którzy mówią, że w niektórych częściach fortu można usłyszeć coś dziwnego.
Twierdzą, że kiedy zatrzymasz się na dłużej i przestaniesz się ruszać, zaczynasz słyszeć dźwięk.
Nie brzmi jak kroki.
Raczej jak coś suchego, szorstkiego.
Jakby ktoś bardzo powoli, z drugiej strony ściany, przesuwał paznokciami po betonie.
Oczywiście — można to wytłumaczyć. Pracą konstrukcji, osuwającym się gruzem, akustyką zamkniętych przestrzeni.
Bo nawet jeśli historia ta nigdy się nie wydarzyła dokładnie tak, jak się ją się opowiada — mimo wszystko
sprawia, że wydaje się… że nie jest tylko wytworem fantazji dziennikarskiej.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz