Losy ludzkie bywają niezwykle pokręcone. Czasem prowadzą przez wojenną zawieruchę, przez ból rozstań, przez ciszę, która zapada na długie lata. Wielu z nas próbuje po latach odnaleźć swoje korzenie — odtworzyć losy przodków, poznać ich historie, odnaleźć miejsce pochówku, przywrócić pamięć tym, których zabrał czas i historia.
Ta opowieść jest jednak inna.
Waldek nie szuka kogoś z najbliższej rodziny. Szuka śladów po człowieku, który przynajmniej przez moment był serdecznym przyjacielem jego dziadka. Kimś ważnym. Kimś, o kim w dziadek opowiadał z szacunkiem i wzruszeniem. Dziś po tamtym człowieku pozostały jedynie urywki wspomnień i kilka przekazanych historii.
Publikuję to, co zostało mi powierzone. Z nadzieją, że może ktoś z was posiada jakiekolwiek informacje. Może ktoś ma dostęp do archiwów obozu we Flossenbürgu. Może w rodzinnych dokumentach, w zapomnianej teczce, w pamięci starszych osób zachował się ślad, który pozwoli dopisać ostatni rozdział tej historii.
Każda wskazówka, każde wspomnienie, każdy najmniejszy trop jest na wagę złota.
Bo pamięć to coś więcej niż przeszłość. To dowód, że ktoś był. Że żył. Że miał imię, twarz i swoje miejsce w czyimś sercu.

Bezimienny żołnierz

Było lato 1944, nie wiem gdzie zaczyna się ta historia, nie znam miejsca.
Armia Czerwona wyzwala Ukrainę oraz wschodnią Polskę, rozpoczyna pobór.
Wtedy w jej szeregi trafia Wasia. Młody chłopak – około 20 lat. Szybkie przeszkolenie -i trafia na front. Ma pecha, podczas operacji dukielsko -preszowskiej zostaje kontuzjowany i wzięty do niewoli. Trafia do KL Flosenburg. Dostaje przydział do baukomando.
Tam poznaje chłopaka -podobnego do siebie wiekiem, dziecko pogranicza, narodowość polska, numer obozowy 26946 . Szybko znajdują wspólny język, pracują razem. W obliczu szybko pogarszających się warunków w obozie (przełom 1944/1945) podejmują decyzję o ucieczce.
Pewnego dnia obydwaj uciekają. Ukryli się na terenie budowy w bunkrze który budowali.
Kiedy uciekli – dokumenty są niejednoznaczne. Dokumentacja obozowa wskazuje że 21.01.1945 dziadka przeniesiono do komanda kamieniarskiego, podczas gdy inne – mówią że od stycznia był już w partyzantce, adnotacja o ucieczce dziadka nie ma daty…
Jak wspomniał mi dziadek – to nie była ucieczka do wolności- po prostu postanowili że umrą na swoich warunkach. Takie to były czasy.
Przedzierają się 400km, beznadziejna pogoda, pościg, atmosfera zaszczucia.
W końcu w lesie na Morawach trafiają na dziwny oddział leśny. Kadra tam mówi po rosyjsku. Przygarniają zbiegów, włączają do oddziału. Są zabierani na patrole, z jednego z nich Wasia nie wraca…. . Niby normalna rzecz w partyzantce, mój dziadek też podczas jednego wypadu zostaje ranny. Tylko że z czasem dziadek dostrzega ciekawą prawidłowość – przygarnięci przez oddział obywatele ZSRR lub też byli żołnierze Armii Czerwonej bardzo często nie wracają z patroli. Generalnie kadra oddziału wraca w komplecie natomiast dziwnie często „nowi” giną.
Dziadek do końca życia wspomniał Wasie, było mu go bardzo szkoda. Zrozumiałem że byli zżyci, zastanawiam się czy połączyły ich tylko przeżycia obozowe czy też może przed wojną mieszkali blisko siebie? Może mieli wspólnych znajomych? Może obydwaj byli dwujęzyczni?
Zastanawiam się kim był Wasia, gdzie się urodził, wychowywał, jak się się nazywał?
Dukielszczyzna i ziemia krośnieńska po II Wojnie światowej całkowicie zmieniła swoje oblicze, ciężko znaleźć pojedynczego chłopaka mając tylko imię. Ale może jakaś rodzina przechowuje pamięć wujka którego zmobilizowano wiosną-latem 1944 i który zniknął gdzieś w bojach pod Duklą.
Jedyne co po nim pozostało to imię… WASIA i informacja że był Rusinem, młodym. Wg mnie -data urodzenia po 1920roku. …może mieszkał na terenie obecnej Polski, może na terenach które przed 1939 należały do Państwa Polskiego, a może pochodził ze wschodniej Ukrainy – tego nie wiem.
Może ktoś wie jak dotrzeć do archiwów KL Flosenburg? Tam może jest informacja kto uciekł razem z numerem 26946?
Ostatni znany mi więzień tego obozu -p.Leon Weintraub (niech żyje 1000 lat!!!) niestety – przebywał wtedy w obozie lecz był chory (nieprzytomny) i nie pamięta czy ucieczka dziadka i Wasi jakoś odbiła się na współwięźniach.
To był ostatni trop jaki podjąłem,,,,

Od siebie dodam, że na Dolnym Śląsku, w jednym z poniemieckich pałaców po 1945 istniał obóz dla żołnierzy powracających z niewoli. Nie witano ich jak bohaterów. W oczach Sowietów byli zdrajcami. Nocą wyczytywano nazwiska. Ci, których wyprowadzano, nie wracali już do miejsca kwaterunku.

Ciężarówka odjeżdżała w stronę lasu. Robiono to zawsze nocą. Rano na drodze do folwarku krew znaczyła ostatnią drogę..

Ciała palono w ogromnym piecu centralnego ogrzewania, który dostarczał ciepło do pałacu.. Dla systemu byli zdrajcami. Dla kogoś – synami, braćmi, przyjaciółmi.
Być może rozkaz zapadł dużo wcześniej. Być może dlatego młody Wasia musiał zniknąć.
Takie historie to nie fikcja literacka. Nie zawsze da się je udowodnić dokumentem, ale trudno też całkowicie wymazać je z pamięci. Są częścią krajobrazu – jak stare mury, które widzały wiele ale nie mogą nic powiedzieć.

Autor: Jędruś Ciupaga