Zawiedziony afekt to gorsza trucizna dla serca niż zwykła niechęć, nienawiść, gniew.

Mówią, wróg to wróg, jak cię dopadnie pierwszy to ci wpierdoli, ty jego dopadniesz pierwszego, w rozpiętych spodniach w sytuacji defekacji pod drzewem – to masz szansę, że ty jemu wpierdolisz pierwszy. Normalna gra sił, póki się przestrzega jakichś reguł.

Ale kiedy na kogoś liczyłeś, widziałeś w nim nadzieję dla siebie, dla innych i nagle ten ktoś odwraca się i mówi, kiedy osiłek napierdala twojego znajomego –

wszyscy jesteśmy winni

– to jednak czujesz się inaczej, niż gdyby sytuacja zakończyła się jedynie na tym, że osiłek napierdala twojego brata, przyjaciela, a reszta milczy.

Czujesz, że ktoś cię zdradził, wsadził nóż w plecy.

I afekt jest mocniejszy, zajadły. Z plus dziesięć sytuacja obraca się na minus dziesięć. Nie na zero. Zero to obojętność.

Nie, pojawia się zaciekłość, zajadłość i to wszystko ma tendencję do umacniania się w czasie a nie wygasania. Bo z czasem coraz wyraźniej widzisz co ten ktoś, na kogo chciałeś liczyć tak naprawdę ci zrobił.

Tak, myślę cały dzień o kolejnym popisie pana papieża.
Tak, już z małej litery.

W końcu to tylko funkcja taka administracyjna jak inspektor inspekcji weterynaryjnej, albo inkasent z gazowni, albo kasjerodysponent w banku, albo konduktor, kanar, rewizor, windykator, komornik, cieć. Dlaczego niby funkcja ciecia, dozorcy budynku, do którego obowiązków należy na przykład dbałość o czystość w częściach wspólnych miałaby budzić politowanie (a budzi),a funkcja papieża już nie?

Przypomnę co się dzieje.

The illegal and unprovoked invasion of Ukraine is continuing.

Tysiące cywilów jest deportowanych, więzionych, ostrzeliwane są dzielnice mieszkalne, szpitale, domy seniorów, szkoły, dworce. Zabijane są dzieci, gwałcone są kobiety.

Tylko jednej strony tego konfliktu.

Nawet w języku objawia się starcie wartości.

Pamiętacie? Jakiś czas temu – obrońcom Mariupola jakiś chan wykopany na jakimś mongolskim cmentarzysku, połatany ze zginłego mięsa i losowo dobranych kości zaproponował kapitulację, a wtedy będzie im darowane życie.

Daruje im życie.

Tak napisali.

Nie ma zatem Konwencji Haskich, Konwencji Genewskiej, że o obyczaju wojennym nie wspomnę.

Jest jakiś wytwór nekromanserów z Moskwy, jakieś mongolskie truchło, któremu się wydaje, że jest wszechwładne, więc jak obrońcy Mariupola się poddadzą to d a r u j e im życie.

Nie można darować czegoś, do czego nie miało się nigdy prawa.

Ale nawet w tych warunkach pan papież mówi, wszyscy jesteśmy winni a potem pisze do patriarchy cyryla, herbu droga cebula per „bracie”.

To zabawne, że ten papież, po którym się spodziewałem wiosny koniec końców sprawia, że czuję się już poza tą wspólnotą.

Nie sądzę żebym ja się jakoś zmienił. Nadal mam swoje małe potrzeby wiary, modlitwy, wspólnoty.

No ale kurwa nie za wszelką cenę.

I ja jestem tam gdzie byłem, a pociąg, peron, tory

– wszystko odjechało.

Tak, Ukraina jak się okazało jest jedną z ostatnich moich stacji.

Może ostatnią.

Sam się nie spodziewałem tego po sobie.

Tym bardziej, że zaraz potem pan papież coś zabrąchał, że niemoralne jest sprzedawanie broni krwawiącej i broniącej się nadludzkim wysiłkiem Ukrainie.

Czyli najlepiej by było jakby Ukraina była uprzejma i miła i nie broniła się za skutecznie dała się zgwałcić, zarżnąć, spalić w mobilnym krematorium i wysypać do rzeki.

Ale ani razu papież z końca świata nie powiedział, że mamy do czynienia z agresją rosji na niepodległe państwo w którym mieszkają wolni ludzie, którzy mają prawo zechcieć zdecydować o swoim kraju.

I postanowić na przykład, że przystąpią do Unii Europejskiej, NATO albo Zrzeszenia Producentów Mango na Księżycu.

Pan papież z końca świata czyli ze światłej jednak, oczytanej na tle innych państw kontynentu – Argentyny tego nie widzi, nie rozumie.

Tak jak inny papież nic nie wiedział o pedofilii wśród najbliższych podwładnych.

Acha.

Potem pan papież z Argentyny ma pomysł, żeby na drodze krzyżowej krzyż niosły wspólnie Rosjanka i Ukrainka.

Pomysł równie dobry jak ten, żeby w roku 1943 na drodze krzyżowej krzyż niosły Polka wyciągnięta z Pawiaka albo Żydówka z getta z dobrze odżywioną Niemką z Konigsbergu albo Breslau.

No i na koniec dzisiaj wywiad w którym mowa o tym, że pan papież nie pojedzie do Kijowa bo chciałby najpierw do Moskwy z pogadać ze zbrodniarzem.

Opowieści zgwałconych ukraińskich kobiet z Buczy, Irpienia, Hostomela, Borodzianki jakoś go nie poruszyły.

Martwi go pewnie czy aby donoszą płody do porodu – o ile są w ciąży. To dużo ważniejsze od wszystkiego innego. W końcu jak śpiewali Monty Pythoni – every sperm is sacred, every sperm is good.

I dalej mówi pan papież

„Orbán, kiedy go spotkałem, powiedział mi, że Rosjanie mają plan, że 9 maja wszystko się skończy. Mam nadzieję, że tak właśnie jest.”

Serio. Głowa kościoła mówi, że jest spoko bo rosjanie mają plan zakończyć wojnę za kilka dni. Podmiotowość Ukrainy i Ukraińców, ich sprawczość nie jest przedmiotem troski pana papieża. Nie rozważa co o tym myślą ludzie na okupowanych nielegalnie i przemocą terytoriach wolnego państwa. Ważne, że już nie będzie brzydkiej wojny. Niech ona się skończy bo tak strasznie razi czułe serduszko pana papieża. Niech się skończy jakkolwiek. Byle się skończyła.

Może być wyniszczenie napadniętego. Ostatecznie mordy na cywilach w czasie pokoju to już nie brzydka wojna.

I jeszcze potem to zdanie, że „szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO” sprowokowało zbrodniarza do zbrodni.

„To złość; nie wiem, czy została sprowokowana, ale może tak ułatwiona”

To też nic nowego w tej teologii zwalania winy na ofiary. Czego to już nie było w tej kulturze wartości krześcijańskich. Małe miki, że kobiety oczywiście prowokują facetów do gwałtu, na pokuszenie wodzą. To stały element gry.

Ale pamiętacie cytat z nie jakiegoś proboszcza – ale samego arcybiskupa Michalika?

„Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.”

To było o ofiarach pedofilii w kościele. Pedofilia to jest wtedy, kiedy dorosły gwałci seksualnie dziecko.

Widzicie wzór rozumowania?

Ofiara ma nadstawiać policzek.

Albo i coś więcej niż policzek.

Może szyję do poderżnięcia gardła?

Wtedy będzie cacy i papież, arcybiskup pomodli się za ofiarę.

I rozumiem wrażliwych moralistów, którzy wywodzą że papież nie może publicznie pochwalić handlu bronią, nie może publicznie wezwać do walki, czyli pochwalać zabijania jednych przez drugich.

To znaczy teraz nie może, bo przez wieki było mniej lub więcej od tego wyjątków.

Ostatecznie na wieść o uchwaleniu w Rzeczypospolitej Konstytucji 3 Maja papież Pius VI wysłał na ręce rosyjskiej carycy Katarzyny II list dziękczynny, w którym sławił jej dokonania, między innymi I rozbiór Rzeczypospolitej.

Jego nuncjusz namawiał ostatniego króla Rzeczypospolitej do przystąpienia do konfederacji targowickiej,

a biskupi – Sierakowski, Kossakowski, Skarszewski, Naruszewicz, Okęcki i Massalski aktywnie współdziałali z konfederacją na rzecz obalenia tej Konstytucji, koniec końców razem z obaleniem państwa.

Ops. Znowu jakiś wzorzec się nam układa?

Ojej, oni tak zawsze mieli słabość do silnych łap?

Lubili to. Uhm.

Ale wracam do wątku – rozumiem, że zdaniem subtelnych teologów i moralistów rzymskich papież nie może tego i tamtego powiedzieć.

Dlaczego jednak w takim razie nie skorzysta z szansy, żeby nic nie mówić?

Kiedy na szczycie państw ibero-amerykańskich w Santiago de Chile, dokładnie 10 listopada 2007 roku, niejaki Hugo Chavez chamsko przerywał premierowi Hiszpanii, niejakiemu Zapatero, w końcu wychylił się ze swojego krzesła król Hiszpanii Juan Carlos, który chyba sympatii do Zapatero miał tyle ile ja pokładam nadziei we papieżu franku, czyli nic, i warknął na Chaveza:

– ¿Por qué no te callas?

W wolnym tłumaczeniu – a może byś się tak zamknął?

W strefie hiszpańskojęzycznej ta fraza przez jakiś czas robiła taką karierę jak „russkij wajennyj karabl’ – idi nachuj”.

Bo wreszcie ktoś krótko i treściwie osadził kolesia. I był to król, który miał luz, bo był królem. I chociaż ja w ogóle monarchię słabo we współczesnym świecie rozumiem, to za ten gest Juan Carlos miał u mnie plusa (obok wielu minusów).

I tak myślę, pan papież jest z kraju gdzie mówi się po hiszpańsku. To by może zrozumiał jakby mu ktoś szepnął do ucha, cicho, ale dobitnie i wyraźnie:

– ¿Por qué no te callas?

Jeśli uważasz, że to co robie zasługuje na wsparcie, to proszę postaw mi kawę klikając tutaj, link: buycoffee.to/radek_wisniewski

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”. 

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74