Nie podam nazwisk ani firm, ale opowiem Wam o dywersji energetycznej w Polsce. Pewien polski miliarder (nazwijmy go Gracz), były agent SB, przez wiele lat rozwijał swoje interesy w Polsce dokonując m.in. masowych oszustw giełdowych przy procesie prywatyzacyjnym. W tym samym czasie rozwijał swoje przyjaźnie w Rosji, wspólnie z Wiktorem Orbanem i przedsiębiorcami węgierskimi (tymi, którzy przyznali, że byli szkoleni około 2010 roku na Łubiance przez FSB) miał budować nową elektrownię atomową na Węgrzech przy pomocy kredytu udzielonego przez bank kremlowski.
Wskutek serii oszustw Gracz zdołał przejąć część polskiej infrastruktury krytycznej kluczowej dla sektora energetycznego. Dziwnym zbiegiem okoliczności, te nowoczesne, wyremontowane i zmodernizowane aktywa stały się bardzo awaryjne w czasie, w którym wstrzymano dostawy rosyjskiego gazu do Polski. Gdy dochodzi do tajemniczych eksplozji i aktów sabotażu, on – biedaczek – ma pecha, bo zamiast zarabiać krocie na załataniu dziury energetycznej zostawionej przez Rosjan wciąż boryka się z awariami… Oczywiście to tylko zbiegi okoliczności, a nie zorganizowana dywersja rosyjskiego wywiadu. Bo jeśli ktoś jest tylko zaprzyjaźniony z kremlowskimi pieniędzmi i kolaborantami Putina, to wcale nie znaczy, że gra w drużynie Moskwy, prawda? Po prostu ma człowiek pecha… Tak jak ukraińskie elektrownie masowo ostrzeliwane przez rosyjską armię.
Autor: Kazimierz Turaliński
Zostaw komentarz