Brawo Karol Nawrocki!!!
Możemy być dumni z Prezydenta kolejny raz.
MASKI OPADŁY: TU JUŻ NIE MA NAWET POZORÓW. CZY URSULA VON DER LEYEN POPEŁNIŁA FATALNY BŁĄD?
Dzisiejsze wydarzenia na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w słowackim Trenczynie powinny ostatecznie otworzyć oczy każdemu, kto wciąż jeszcze łudził się co do „bezstronności” i „obiektywizmu” brukselskich elit.
Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wzięła udział w zamkniętych obradach roboczych z przywódcami państw V4, ale gdy przyszło do otwartej konfrontacji z mediami – stało się coś bezprecedensowego. W ostatniej chwili demonstracyjnie odmówiła udziału we WSPÓLNEJ konferencji prasowej, uciekając przed stanięciem przed kamerami u boku Prezydenta Karola Nawrockiego i organizując dopiero później swój własny, odseparowany briefing.
Jak bez ogródek ujawniła zaledwie kilka godzin temu renomowana agencja Bloomberg: nie był to żaden przypadek ani problem w kalendarzu. To była zaplanowana, polityczna demonstracja mająca wesprzeć Donalda Tuska w jego siłowej wojnie o Trybunał Konstytucyjny i wysłać sygnał, że Bruksela nie zamierza „legitymizować” polskiego Prezydenta na wspólnym zdjęciu.
Niemiecka polityk chciała zapewne w ten sposób upokorzyć niepokornego przywódcę z Warszawy. Pytanie brzmi: CZY URSULA VON DER LEYEN POPEŁNIŁA KARDYNALNY BŁĄD?
Odpowiedź brzmi: TAK. I to błąd na każdym możliwym poziomie politycznym, wizerunkowym i strategicznym.
Oto dlaczego ten dyplomatyczny foch obrócił się przeciwko samej Brukseli:
1. WIZERUNKOWY BUMERANG W NIEZALEŻNYCH MEDIACH
Wystarczy przejrzeć relacje w mediach zagranicznych i regionalnych, które nie są podpięte pod brukselski kroplownik poprawności politycznej. Efekt tej ucieczki okazał się dla von der Leyen druzgocący. Zamiast uderzyć w Karola Nawrockiego, cios trafił rykoszetem w samą szefową KE!
Niezależni komentatorzy odebrali jej zachowanie nie jako demonstrację siły, lecz jako małostkowość, arogancję i zwykłe stchórzenie przed otwartymi pytaniami dziennikarzy. Próba zrobienia z polskiego Prezydenta „trędowatego” spaliła na panewce – to von der Leyen wyszła na przestraszoną biurokratkę, która boi się stanąć na jednej scenie z przywódcą wybranym przez miliony obywateli.
2. OSTATECZNA ŚMIERĆ MITU „NEUTRALNEGO ARBITRA”
Przez lata wmawiano Polakom, że Komisja Europejska to bezstronny, technokratyczny strażnik unijnych traktatów. Dziś te pozory runęły z hukiem. Przewodnicząca KE zachowała się nie jak lider unijnej wspólnoty, lecz jak partyjna aparatczyczka Europejskiej Partii Ludowej (EPP), która w świetle jupiterów bezczelnie wspiera partyjny interes Donalda Tuska.
3. PORAŻAJĄCA HIPOKRYZJA WOKÓŁ „PRAWORZĄDNOŚCI”
Zauważcie ten skrajny cynizm. Kobieta, która od lat poucza Europę Środkową o praworządności, demonstracyjnie odwraca wzrok od tego, co naprawdę dzieje się w Warszawie. Jak celnie podsumował to dziś na Słowacji minister Marcin Przydacz: czy unijni komisarze naprawdę nie widzą policyjnych kordonów, łamania zamków w sądzie konstytucyjnym po nocy i rzucania ludzi na bruk pod cmentarzami?
Odmowa wspólnego wystąpienia to ciche rozgrzeszenie dla bezprawia Tuska. Von der Leyen dała jasny sygnał: jeśli premier jest „nasz”, to może łamać ustrój państwa łomem, a Bruksela będzie go za to nagradzać dyplomatyczną osłoną.
4. SUKCES PREZYDENTA NAWROCKIEGO NA FORUM V4
Szefowa KE uciekła z konferencji, a Karol Nawrocki zdominował szczyt. Stanął przed kamerami ramię w ramię z prezydentami Słowacji, Czech i Węgier jako pełnoprawny, silny lider regionu. Wygłosił twarde, bezkompromisowe przemówienie o tym, że Europa Środkowa nie będzie podnóżkiem dla zachodnich dyrektyw, oraz bezpardonowo wypunktował drenujący nasze kieszenie Zielony Ład i podatki ETS. To była demonstracja podmiotowości, która w Trenczynie wybrzmiała tym mocniej, że po ucieczce von der Leyen nikt z Brukseli nie był w stanie jej na żywo skontrować.
5. ZLEKCEWAŻENIE CAŁEGO REGIONU
Dyplomacja nie wybacza takich zachowań. Odmawiając wyjścia na wspólną konferencję, von der Leyen obraziła nie tylko Polskę – obraziła słowackiego gospodarza Petera Pellegriniego oraz prezydentów Czech i Węgier. Pokazała arogancję zachodnioeuropejskiego centrum, które format wyszehradzki traktuje jak krnąbrną prowincję. Taki gest nie osłabi współpracy w regionie – on tylko utwierdzi przywódców V4 w przekonaniu, że w obliczu unijnego dyktatu muszą trzymać się razem.
Dzisiejszy dzień przejdzie do historii jako moment, w którym kurtyna opadła całkowicie.
Gdy szefowa Komisji Europejskiej musi uciekać przed wspólną konferencją z legalnie wybranym Prezydentem Rzeczypospolitej, to nie jest to dowód jej potęgi. To jest krzyk bezsilności Brukseli wobec faktu, że w Warszawie pojawił się przywódca z twardym charakterem, którego nie da się złamać ani zredukować do roli petenta.
Polska to nie jest unijny land. A ten wizerunkowy strzał w stopę Ursula von der Leyen zapamięta na bardzo długo.
Foto: obraz wygenerowany przez AI, wykorzystano zdjęcie wykonane przez -Grzegorz Jakubowski / KPRP
Autor: Arkadiusz Seweryn Sadowski
Przedstawiciel Pokolenia X (rocznik 1970), na co dzień patrzący na Polskę ze śląskiej perspektywy Bytomia (Szombierek). W dorosłość wchodził wraz z narodzinami Trzeciej Rzeczypospolitej i do dziś ma nieodparte wrażenie, że do tych narodzin nigdy w pełni nie doszło. Z przekonania państwowiec o poglądach centroprawicowo-wolnościowych. Od lat konsekwentny krytyk partyjnego duopolu i postkolonialnego systemu wyborczego, zwolennik ordynacji większościowej (JOW) oraz pełnej odpowiedzialności urzędniczej. Nie uważa się za działacza ani wyrocznię – po prostu nie potrafi otaczającej rzeczywistości zostawić bez wnikliwej analizy i chłodnego komentarza. Z zamiłowania pisze wiersze, choć z wrodzonej pokory nie śmie nazywać siebie poetą.
Zostaw komentarz