Felieton wspomnieniowo-satyryczny z przymrużeniem oka i sercem na dłoni
🤔 Być może to nie wypada. Być może nie wypada, żeby człowiek z dyplomami Uniwersytetu Jagiellońskiego, który z dumą wspomina sesje, egzaminy, indeksy i nawet te przysłowiowe „drzwi od szafy” z katedry prawa konstytucyjnego — śmiał się dziś jak dzieciak z trzeciej klasy podstawówki. Ale cóż poradzić. Są takie chwile, kiedy skróty nie skracają dystansu do wiedzy, tylko do żartu.
🤭 Bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy przez media przetacza się wieść, że niektórym zaczęło przeszkadzać (po latach!), że Uniwersytet Jagielloński — ta Alma Mater Jagiellonica, najstarsza uczelnia w Polsce, perła renesansu i ostoja nauki — ma na swoich wydziałach jednostki o skrótach takich jak:
WCh UJ – Wydział Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego
WH UJ – Wydział Historyczny UJ
IH UJ – Instytut Historii UJ
🐓 Gdyby to była loteria, ktoś już dawno by powiedział: „trafione trzy razy!” — tylko że w dziesiątkę wulgarności, nie w punkt dumy akademickiej. Przez lata nikt nie zwracał na to uwagi, chyba że żacy przekomarzając się w dyskusjach międzywydziałowych, zwłaszcza w czasie Juwenaliów. A teraz? To przecież nie chemia miała wybuchnąć — tylko prestiż.
🧪 Fakt! Chemia jest trudna. Ale skrót — jeszcze trudniejszy. Wychodzi na to, że najwięcej medialnej uwagi przyciąga nie noblista z chemii organicznej, nie nowy grant na badania strukturalne białek, tylko fakt, że ktoś z uczelni chciał dobrze, a wyszło… no, wyszło jak wyszło.
I teraz ci biedni studenci i doktoranci, zamiast dumnie prezentować swój wydział, muszą tłumaczyć się jak uczniowie złapani na pisaniu niecenzuralnych słów w zeszycie: „to nie my, to skrót!”. Tak samo historycy, którzy zawsze mają na WH UJ dużo nauki. A co mają powiedzieć ci z IH UJ?
📚 Kiedyś żak to był zawadiaka, dziś to użytkownik platformy edukacyjnej. Za moich czasów — jak mawiają ci z siwym włosem i brodą mędrca (albo tylko brodą) — skróty służyły do skracania, a nie do rozpalania debat publicznych. Można się było co najwyżej uśmiechnąć, że „UJ” brzmi, jak brzmi, ale nikt nie pisał do rektora z żądaniem deeskalacji skrótów.
Dziś? Jest petycja. Serio. Wpłynęła do władz UJ, by przemyśleć i zmienić te niefortunne literki. Bo — cytuję — „skróty są powszechnie wyśmiewane w internecie”. Jakby nie było większych problemów — na przykład indeksów, które same się nie zalogują do USOSa.
😇 A może jednak… więcej luzu? Bo jak ktoś chce się śmiać, to znajdzie powód nawet w skrócie UJ. A jak ktoś chce się obrazić — też znajdzie. Ale przecież to nie wina nauki — to skróty się nie zgrały.
🎓 A jednak — jestem dumny. Zresztą, jakby nie patrzeć, w tym wszystkim widać, że UJ żyje. Że budzi emocje. Że nawet jego skróty potrafią wywołać debatę, śmiech, petycję, interpelację i całą galę memów.
A ja, jako jego absolwent, patrzę na to wszystko z czułością. Bo wiem jedno: UJ przetrwał rozbiory, wojnę, komunę i reformę szkolnictwa wyższego — to i skróty przetrzyma. A jak się nie uda, to zawsze można uczyć się z powrotem pisać pełnymi nazwami. Trochę kaligrafii jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
💬 A na koniec przypomnę anegdotę… Kiedyś profesor podczas wykładu powiedział: „Uczelnia to nie fabryka. Tu się nie produkuje ludzi z dyplomami. Tu się ich wychowuje.” Niech to będzie morał z tej całej skrótowej afery: liczy się nie to, co na pieczątce, ale to, co w głowie i w sercu.
A jeśli po latach ktoś zapyta mnie: „Z jakiego jesteś uniwersytetu?” — To z uśmiechem odpowiem: „Z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bez skrótów, bez skrętu w stronę memów. Z czasów, gdy wiedza była pełna — jak jej nazwa.”
Zbigniew Grzyb
P.S. Do tego felietonu zainspirował mnie artykuł Marcina Banasika z „Dziennika Polskiego”: „Wulgarny problem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie powraca. Wpłynęła petycja w sprawie zmiany skrótów. Co na to władze UJ?”
Z cyklu: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄
i Historyczny Upadek Japonii z tym!