Za kilka dni w Lutowiskach odbędą się uroczyste obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej. To chwila zadumy, modlitwy i oddania hołdu tym, którzy przez dziesięciolecia nie doczekali się należnego miejsca w zbiorowej pamięci. Dla wielu osób takie uroczystości są dziś niewygodne. Jednak wspomnienie niewinnych ofiar nie może zależeć od politycznej koniunktury ani od tego, co w danej chwili jest na topie.
Bieszczady zachwycają swoim pięknem. Ale ta ziemia ma również drugie oblicze. Jest okupiona krwią niewinnych ofiar. To tu rozegrały się ludzkie dramaty. Dziś ich męczeństwo woła o godność dla tych, którzy zginęli na tej ziemi. O zapalony znicz. O pamięć przekazywaną kolejnym pokoleniom, i o to aby ich imiona i ich cierpienie nigdy nie zostały wymazane z historii.
Co takiego wydarzyło się w tej niewielkiej bieszczadzkiej miejscowości, że historia przez tyle lat zdawała się o niej milczeć? Dlaczego o tragedii mieszkańców Lutowisk mówi się tak niewiele, choć dla wielu rodzin był to koniec życia na tym padole ? To właśnie te pytania nie dawały mi spokoju. Przez wiele miesięcy próbowałem odtworzyć to co rozegrało się tutaj podczas II wojny światowej. Przeglądałem książki, rozmawiałem z ludźmi. Szukałem jakichkolwiek śladów. Miejscowy ksiądz, był bardzo życzliwy i chciał pomóc, jednak sam przyznawał, że na wiele pytań nie potrafi już odpowiedzieć. Czas zrobił swoje. Mimo to udało mi się odnaleźć i choć w małym ulamku ocalić od zapomnienia historię tamtych dni.
Lutowiska były miejscem, gdzie obok siebie żyli Polacy, Żydzi, Ukraińcy . Razem pracowali, wychowywali dzieci. Katolicy obchodzili Boże Narodzenie, a dwa tygodnie później grekokatolicy zabierali od swoich sąsiadów choinki i zapraszali ich do wspólnego świętowania. Były mieszane małżeństwa, sąsiedzka pomoc i wzajemny szacunek. Nikt nie przypuszczał, że nadejdzie dzień, w którym sąsiad zapuka do drzwi nie z pomocą, lecz ze śmiercią.
W marcową niedzielę 1944 roku, podczas mszy świętej,do świątyni nacjonaliści ukraińscy wrzucili granaty. Zginęło piętnaście osób. Ilu zostało rannych? Ilu do końca życia było kalekami? Tego już nigdy się nie dowiemy.
Kilka tygodni później podstępnie zamordowano polskiego lekarza, który pojechał ratować chorego. Ten sam los spotkał żonę miejscowego leśniczego Maciejewskiego. Polacy bronili się, jak tylko potrafili. Nocowali w kościele, barykadowali drzwi, ustawili karabin maszynowy na wieży i dwukrotnie odparli ataki banderowców.
Ginęły całe rodziny Raszowskich zamordowano wraz z sześciorgiem dzieci, trzech synów Góralewskich, Federeszczaka, dwóch braci Samborskich z żonami i dziećmi, utopiono w studni, śmierć Kurowskich i Żółkowskich, była drogą przez mękę… To tylko kilka rodzin których nazwiska udało mi się poznać. Ofiar było dużo więcej. Ich tożsamości już nikt dziś nie ustali.
Jeżeli będziecie 22 lipca w Lutowiskach,. Poświęćcie kilkanaście minut ludziom, którzy mieli swoje rodziny, marzenia i plany, a odebrano im wszystko tylko dlatego, że byli Polakami. To my jesteśmy dziś ich głosem. Dopóki będziemy o nich pamiętać, dopóty naprawdę będą żyli w pamięci narodu.
Program uroczystości – 22 lipca 2026 r. (Lutowiska)
17:00 – Msza Święta w Kościele Parafialnym w Lutowiskach w intencji pomordowanych.
17:30 – Złożenie wiązanek przy pomniku pamięci „W hołdzie pomordowanym Polakom na Kresach Wschodnich i w Bieszczadach przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939–1947”.
18:00 – Kino „Otryt” – projekcja trzeciego odcinka (EXODUS) serialu dokumentalnego Jacka Międlara „Sąsiedzi. Ostatni świadkowie ukraińskiego ludobójstwa na Polakach”. Po seansie odbędzie się prelekcja oraz dyskusja z reżyserem i producentem filmu.

Autor: : Jędrus Ciupaga
Zostaw komentarz