„Jestem zobowiązany, by współpracować z Chinami, gdzie jest to korzystne dla amerykańskich interesów i świata. Ale niech nikt nie ma złudzeń: jak pokazaliśmy w ubiegłym tygodniu, jeśli Chiny zagrożą naszej suwerenności, podejmiemy działania, by chronić nasz kraj. I to zrobiliśmy”.

Tak Prezydent Joe Biden odniósł się do ostatniego wydarzenia jakim było zestrzelenie chińskiego balonu szpiegowskiego. Co jest istotne w tym przekazie, to kategoryczne zakomunikowanie Pekinowi, że USA będą bronić ładu światowego jaki zbudowały Stany Zjednoczone po 1945 r. i 1989 r. z użyciem siły włącznie. To jest bardzo czytelny komunikat ponadpolityczny wysłany do Pekinu. Nie będzie żadnych ustępstw, podziału stref wpływów tylko obrona amerykańskich interesów, a te są obecnie podważane na Ukrainie oraz Tajwanie.

Stany Zjednoczone mają jednak przed sobą wyzwanie, które może zrujnować ich obecną pozycję skutecznego obrońcy własnego statusu mocarstwa hegemonistycznego. Tym wyzwaniem to rosnące zadłużenie i obowiązujące limity jego dalszego zadłużenia. Bez zgody Kongresu nie będzie możliwe dalsze zadłużanie, a to w konsekwencji grozi technicznym bankructwem całego państwa w czerwcu 2023 r. jeśli do tego czasu Kongres nie podejmie decyzji przerywając w ten sposób polityczny impas. Ponadto, pozycja polityczna administracji Joe Bidena osłabła, gdyż Republikanie zdobyli większość w Izbie Reprezentantów. Doprowadziło to do problemu związanego z brakiem wyboru nowego Przewodniczącego Izby Reprezentantów. Jest to co prawda niewielka przewaga Republikanów nad Demokratami, ale trzeba pamiętać o tym, że w USA nie istnieje dyscyplina partyjna. To jest istotne w kontekście uchwalania aktów normatywnych przez Kongres, gdyż nie wystarczy posiadanie samej większości z tej racji, że każdy Kongresmen głosuje zgodnie z interesem własnych wyborców, przekonań politycznych i poglądów. Dlatego forsowanie ustaw w Izbie Reprezentantów to prawdziwe batalie do których wchodzą także różnego rodzaju grupy lobbingowe działające na zapleczu politycznym.

O tym trzeba pamiętać w kontekście dalszej kontynuacji dotychczasowej polityki Stanów Zjednoczonych wobec trwającej wojny na Ukrainie oraz zaangażowania militarnego na wschodniej flance NATO. Polska dyplomacja oraz całe państwo polskie współpracujące z amerykańską Polonią muszą aktywnie działać poprzez nawiązywanie kontaktów nie tylko z obecną administracją amerykańską, ale również w obu partiach amerykańskich. Nie można powtarzać błędu w postaci kontaktów jedynie z jedną opcją polityczną jak miało to miejsce w czasie prezydentury Donalda Trumpa.

Ponadto, trzeba przekonywać tych kongresmenów i polityków, którzy obecnie w Partii Republikańskiej tworzą grupę opowiadającą się za przerwaniem obecnej polityki USA wobec wojny na Ukrainie. Także dawnymi kanałami relacji należy dotrzeć do Donalda Trumpa np. poprzez amerykańską Polonię i przekonywać do tego, że pomoc Ukrainie to integralny interes nie tylko Ukrainy, ale także Stanów Zjednoczonych. Może to się okazać daremne, ale trzeba to robić, gdyż Donald Trump będzie chciał powrócić do Białego Domu.

W konsekwencji w polityce zagranicznej i relacjach z USA powinniśmy kierować się przede wszystkim pragmatyzmem, a nie idealizmem. To nasz strategiczny sojusznik z którym obecnie mamy wspólny punkt widzenia i interes geopolityczne, ale to się może zmienić w sytuacji, gdy w USA władzę przejmie stronnictwo ukierunkowane na próbę resetu w stosunkach z Moskwą i próbie obrócenia Rosji przeciw Chinom lub stronnictwo izolacjonistyczne, które będzie postulowało porzucenie polityki zaangażowania międzynarodowego. Zwłaszcza na Starym Kontynencie.

Temu należy przeciwdziałać już teraz poprzez aktywną dyplomację i budowanie kontaktów w Stanach Zjednoczonych docierając do najważniejszych polityków w tym kraju. O tym powinien pamiętać nie tylko obecny rząd, ale także obecna opozycja w Polsce.

Rosjanie i Chińczycy są doskonale rozeznani w wewnętrznej sytuacji w USA i będą podejmować próby nie tylko zdestabilizowania wewnętrznej sytuacji politycznej jak miało to miejsce w ostatnich latach, ale przede wszystkim będą próbować ingerować za pomocą prowadzenia działań aktywnych służb specjalnych, w tym agentury i politykę dezinformacji w procesy polityczne. Cel tych operacji będzie prosty: ingerować w sytuację wewnętrzną USA po to, aby doprowadzić do wewnętrznej destabilizacji i w konsekwencji do osłabienia globalnego statusu państwa. Doprowadzjąc do zmiany polityki zewnętrznej Stanów Zjednoczonych.

Na chwilę obecną można powiedzieć, że Joe Biden naprawia własne błędy jakie popełnił na kierunku europejskim w 2021 r. Błędy, których efektem było wykorzystanie sytuacji przez Moskwę (przedłużenie obowiązywania Traktatu New Start bez negocjacji z Moskwą, zdjęcie sankcji na Nord Stream II oraz fatalny koniec amerykańskiej obecności w Afganistanie). Trzeba też powiedzieć, że w ostatnim przypadku Biden odziedziczył ten problem po poprzedniej administracji. Stany Zjednoczone poniosły klęskę w Afganistanie, która kosztowała USA tysiącami poległych żołnierzy i realnym zmarnotrawieniem kapitału jaki został zainwestowany w tę wojnę (ponad 2 bln dolarów).

Joe Biden podczas dorocznego orędzia o stanie państwa wyznaczył Stanom Zjednoczonym dwa zasadnicze cele:

Po pierwsze, obrona obecnie istniejącego ładu światowego, który od dwóch już dekad poprzez strategię „salami” próbują podważać Moskwa, Pekin i Teheran. Joe Biden powiedział prawie wprost, że jeśli będzie tego wymagać sytuacja, to obrona tego porządku będzie przeprowadzona poprzez wojnę.

Po drugie, Joe Biden zapowiedział odbudowę amerykańskiej gospodarki i powrót amerykańskiego kapitału do Stanów Zjednoczonych i przede wszystkim odbudowę amerykańskiego przemysłu.

„Przez zbyt wiele dekad importowaliśmy produkty i eksportowaliśmy miejsca pracy. Teraz, dzięki wszystkiemu, co zrobiliśmy, eksportujemy amerykańskie produkty i tworzymy amerykańskie miejsca pracy – mówił. – Zapewniamy, że łańcuch dostaw dla Ameryki zaczynał się w Ameryce”.

Podsumowując, Stany Zjednoczone mają przed sobą wiele wyzwań i zagrożeń, które mogą w ostatecznym rozrachunku zagrozić przegraną z Pekinem. Jednakże po roku trwającej wojny można powiedzieć, że Stany Zjednoczone tę rywalizację strukturalną zaczynają wygrywać. Trzeba jednak pamiętać, że w historii rywalizacja o hegemonię kończyła się wybuchem wojny między dotychczasowym hegemonem, a pretendentem. W tym przypadku będzie tak samo. To tylko kwestia czasu i determinacji.