Przy okazji wizyty Trumpa w Chinach miało miejsce wiele godnych uwagi, ale mniej zauważonych, wydarzeń; w tym to, czego doświadczyły amerykańskie media w Pekinie:
– brutalnych działań chińskich służb wobec dziennikarzy,
– szoku na widok skali inwigilacji – wszechobecnych kamer śledzących każdy krok.

Czasem podsuwa się nam Chiny jako alternatywę dla Zachodu. Tyle że to alternatywa fałszywa.

Możemy zachwycać się robotem, który sprzedaje nam w sklepie kiełbaskę – ale umyka nam fakt, że w tym samym sklepie, na tej samej ulicy i w naszym własnym telefonie partia patrzy nam na ręce non stop.

Technologiczny blichtr nie zastąpi wolności. A bez wolności reszta jest tylko dobrze urządzoną klatką.

Xi Jinping znowu wyciąga „pułapkę Tukidydesa”, czyli narrację o Chinach jako nowym wschodzącym supermocarstwie. Problem w tym, że Pekin sprzedaje obraz swojej potęgi większej niż jego realna przewaga.

Chiny są potęgą gospodarczą i technologiczną, ale jednocześnie borykają się z ogromnymi problemami gospodarczymi: kryzysem nieruchomości, zadłużeniem lokalnych władz, starzeniem się społeczeństwa i słabnącą konsumpcją. Do tego technologicznie nadal mocno zależą od Zachodu – szczególnie w najbardziej zaawansowanych półprzewodnikach, sprzęcie do produkcji chipów i części kluczowych technologii.

Ta narracja będzie teraz mocniej rezonować także u nas, bo KPCh bardzo świadomie buduje przekaz, że „epoka amerykańskiej dominacji się kończy”, a świat musi zaakceptować Chiny jako równorzędne centrum siły. To nie tyle geopolityka, co operacja psychologiczna.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw