Przeczytajcie, zanim mnie osądzicie za głosowanie nad „Hersztem”.
Trybunał Konstytucyjny przestał być sądem nad prawem, a stał się politycznym wentylem bezpieczeństwa Prawa i Sprawiedliwości, zepsutą maszynką do obrony ich partyjnych interesów. Nie ma tam krzty dbałości o zwykłego człowieka, jest tylko budowanie kłamliwej narracji i chronienie własnych układów. Wczorajsze wydarzenia są tego najbardziej brutalnym i bolesnym dowodem. Piszę to do Was nie tylko jako poseł czy przewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości, ale przede wszystkim jako adwokat i człowiek, któremu po ludzku pęka serce, gdy widzi, jak po ośmiu latach totalnej destrukcji wymiaru sprawiedliwości politycy PiS dalej z uśmiechem na ustach podpalają Polskę. Przez lata upolityczniali sądy, sprawiając, że obywatele całkowicie stracili zaufanie do państwa, a my od pierwszego dnia próbujemy te zgliszcza posprzątać.
Chcieliśmy naprawić Krajową Radę Sądownictwa, organ absolutnie kluczowy dla stania na straży niezawisłości sędziowskiej. Próbowaliśmy nową ustawą, ale napotkaliśmy opór, więc postanowiliśmy uszanować głos samych sędziów, aby to oni wskazali kandydatów o najwyższym autorytecie. I co zrobiło Prawo i Sprawiedliwość? Zgłosili Łukasza Piebiaka. Sędziego, który miał ksywę „Herszt”, na którym wiszą zarzuty za udział w obrzydliwej aferze hejterskiej wymierzonej w niezależnych sędziów. Sędzia musi być wzorem nieskazitelnego charakteru, a oni na ołtarzu swoich gierek postawili kogoś, kto jest wręcz definicją tego, jak sędzia nigdy nie powinien się zachowywać.
I tu chcę podzielić się z Wami czymś bardzo osobistym. Stanąłem przed najtrudniejszym wyborem w moim życiu. Aby zrobić miejsce na liście dla m.in. Piebiaka, musieliśmy skreślić dwójkę wspaniałych sędziów, którzy mieli ogromne poparcie środowiska. To było całkowicie wbrew mnie. Moje sumienie, moje adwokackie zasady i całe wnętrze krzyczały, żeby tego nie robić. Była to decyzja sprzeczna z moimi ideałami, bolesna, ale jedyna możliwa. Zrobiłem to z poczucia potężnej odpowiedzialności za wymiar sprawiedliwości i za to, by odbudować to, co zniszczyła poprzednia władza.
Wytłumaczę Wam w najprostszych słowach, dlaczego musiałem tak postąpić. Obecna, obowiązująca ustawa o KRS, napisana zresztą przez PiS, bezwzględnie nakazuje, by na ostatecznej liście znalazł się co najmniej jeden przedstawiciel zgłoszony przez każdy klub poselski. Gdybym poszedł za głosem serca i zablokował tę kandydaturę, złamałbym ustawę. Dałbym prezydentowi Nawrockiemu na tacy idealny pretekst do prowadzenia całkowitej obstrukcji działań nowej KRS. Prezydent nie uznałby tej Rady, argumentując, że wybór był nielegalny, a my znów mielibyśmy paraliż. Koalicja pomyślała propaństwowo. Wybraliśmy mniejsze zło dla ratowania instytucji i zapewnienia spokoju obywatelom.
A co zrobili politycy PiS? Mieli to wszystko w głębokim poważaniu. Widząc, że nie daliśmy się złapać w ich pułapkę, na ostatniej prostej pobiegli do swojego Trybunału Konstytucyjnego. I w dniu obrad naszej komisji ten upolityczniony organ wydał postanowienie, którym chce zablokować Sejmowi wybór konstytucyjnego organu. Orzeczenie to wydali wprost nominaci PiS: Bogdan Święczkowski, Stanisław Piotrowicz, Bartłomiej Sochański i sędzia dubler Justyn Piskorski. Załatwili sobie polityczny wyrok na zamówienie, udowadniając, że dążą tylko do dalszej destrukcji i niszczenia.
Czuję dziś potworny smutek i bezsilność. Schowałem swój sprzeciw głęboko do kieszeni, zachowałem się odpowiedzialnie, myśląc o tym, jak zadbać o Was, o obywateli i o państwo. A oni i tak zdetonowali kolejną bombę, bo psucie i chaos mają po prostu we krwi. Nie powstrzymają się przed niczym. Najbardziej boli to, że na tej ich brutalnej wojnie o wpływy znowu cierpi zwykły człowiek, który idzie do sądu po sprawiedliwość, a zastaje tylko ruiny.
#PawełŚliz #KRS #TK #sądownictwo
Autor: Paweł Marek Śliz Polski prawnik i polityk, adwokat, poseł na Sejm RP X kadencji.
Zostaw komentarz