–21–

Niedzielny pochmurny poranek w Bejrucie, kropi deszcz. Mamy zamówioną wycieczkę do Damaszku. Brzmi to doniośle, pojedzie tylko nas dwoje, więc brzmi jeszcze lepiej. A jeśli powiem, że o ósmej rano przyślą po nas samochód pod hotel….Nie ma to jak być milionerem!
Przyjechał biały elegancki SUV i zawiózł nas na peryferia do jakiegoś samochodowego komisu, albo parkingu. Na filmach w takich miejscach zwykle ogłuszają klientów, krępują i wrzucają do bagażnika. Ale akurat tu nic takiego nie zrobili, więc pomyślałem , że maja szansę gdzieś na odludziu.
Wpakowali nas do białego Hyundaia Azera i rozpoczęła się wspinaczka. O ile część Bejrutu leży na poziomie morza, to te peryferia już na wzgórzach. Przed nami 130 km i od zera do 1500 m. nad poziomem morza. Widoki nieszczególne z samochodu, siedzimy nisko, betonowe obrzeża drogi zasłaniają widok, a mgła i deszcz swoje robią. Ale gdyby tak gdzieś wyskoczyć na pobocze, albo wspiąć się na murek byłoby co podziwiać.
Zostaw komentarz