Bardzo ciekawą uwagę o życiu politycznym w Niemczech wrzucił dziś na Twitterze dr Ulrich Speck z German Marschall Fund:

————-
W Niemczech nie ma pojęcia interesów narodowych. W ogóle, z dużą dezaprobatą mówi się o niemieckich interesach, zaprzeczając ich istnieniu. W rezultacie ludzie w Niemczech nie są do końca pewni, co tak naprawdę Niemcy chcą osiągnąć w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.

W normalnych demokracjach interesy narodowe są zwykle identyfikowane publicznie w ramach debaty narodowej i kształtują dyskurs o polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Z odczytania tych interesów wypływają dokumenty strategiczne i kluczowe decyzje polityczne.

Dyskusja na ten temat w Niemczech nieomal nie istnieje. W Niemczech rozmawia się wyłącznie w kategoriach uniwersalistycznych, odrzucając pojęcie interesu narodowego. W rezultacie praktyka określania i realizacji interesów narodowych odbywa się nieomal całkowicie poza dyskursem publicznym w zaciszu Kancelarii Państwa.

Widać to szczególnie dobrze właśnie teraz, kiedy Kanclerz Scholz zapewnia, że z całych sił dba o strategiczne interesy Niemiec (chociaż chyba głównie poprzez swoją bezczynność), ale tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, jakie właściwe są te interesy, na czym polegają i czemu służą. Kompletna czarna skrzynka!

Brakuje kryteriów, standardów eksperckich i dziennikarskich, które mogłyby posłużyć do oceny działań rządu. To sprawia, że Kancelaria odrzuca wszelką krytykę jako „pochopną” czy „emocjonalną” a sama siebie uważa za wzór rozumu.

Strategia narodowa jest rodzajem tajemnej nauki, którą można opanować tylko w Kancelarii i pod żadnym pozorem nie wolno jej udostępniać ogółowi społeczeństwa. Zamiast tego społeczeństwu podsuwa się napchane wartościami banały.

W takich okolicznościach systemowego niedopowiedzenia interes narodowy jest de facto określany na poziomie niepublicznych rozmów Kanclerza z grupami wpływu, przede wszystkim lobby biznesowego, które ma nieograniczony dostęp do kanclerskiego ucha.
————-

Zwracam na to uwagę, gdyż przecież nasza liberalno-lewicowa Opozycja systematycznie przedstawiała nam Niemcy jako swego rodzaju wzorzec idealnie funkcjonującej demokracji zachodniej, który Polacy powinni starać się naśladować, próbując poprawiać nasze, nieudolnie sklecone z dykty i paździerza państwo. Tymczasem, kryzys wywołany wojną w Ukrainie pokazuje nam coraz wyraźniej, jak bardzo fałszywy był ten obraz! Owszem, Polska jest państwem z ogromnymi problemami, niemniej jednak nie ma powodu do nieustannego pogardzania naszą państwowością! Inne kraje też mają swoje za uszami, tylko potrafią lepiej ukrywać własne niedoskonałości oraz nie cierpią aż tak bardzo z powodu nienawidzącej go do szpiku kości części klasy politycznej.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.