Wahania przedwyborcze nie tylko z perspektywy mojego okręgu. W odniesieniu do mojego okręgu śledzę lokalne debaty i choćby to nasuwa określone refleksje.

Na początek o PiS-ie, bo ten dylemat może mieć też wielu w kraju. Mimo wiadomych wad, jakie ma PiS jako taki u mnie na szczęście jest potencjalny kandydat brany przeze mnie pod uwagę, czyli Jan Krzysztof Ardanowski, który zresztą bardzo dobrze wypadł w wysłuchanej przeze mnie pierwszej debacie na antenie Polskiego Radia Pomorza i Kujaw w poniedziałek na równi z przedstawicielem Konfederacji Tomaszem Sikorowskim.

Mimo wad PiS-u akurat wybór kandydata nr 5 w moim okręgu nie uważam za głosowanie przeciw czemuś z pobudek negatywnych.
Jak wcześniej pisałem uważam, że Jan Krzysztof Ardanowski długofalowo mógłby zdziałać więcej kandydując samodzielnie z własnego komitetu do senatu zyskałby wtedy większe poparcie, a idąc z PiS-em oczywiście życzę jak najlepiej, ale kto wie, czy będąc tak dobrym merytorycznie kandydatem mającym własne zdanie nie zostanie kiedyś wypluty przez PiS.

Co do senatu u mnie jest tylko dwóch kandydatów PO i PiS, więc jeśli zagłosuję, to na Marię Mazurkiewicz. Jedno należy powiedzieć tak, czy tak nikt nie odbierze PiS-owi tego, co zrobił dla niepełnosprawnych i ich rodzin.

Kolejna lista, czyli Konfederacja. Tu uwagi są raczej ogólnej natury, a pierwsza sprawa, to istniejąca w mediach ogromna manipulacja na ich temat, bo niezależnie, co z nimi będzie, a wiemy, że różnie może być, to takie chwyty stosowane względem Konfederacji przez wiele mediów są nieuczciwe.
Tak np. można ubolewać, że nie promuje się tego, co fundacja Kobiety Wolności i Niepodległości czyni na rzecz niepełnosprawnych i ich matek, a promowanie tych działań jest w interesie publicznym i nie ma znaczenia, że ta fundacja nie ma struktur we wszystkich regionach.

Uwzględniając wszystkie słabe punkty PiS-u zastanawiam się, czy może jednak warto zagłosować na wybranego kandydata Konfederacji i nie chodzi tylko o mnie. Przykładowo jeśli komuś nie podoba się Przemysław Wipler, bo może tak być, to niech wybierze kogoś z pozostałych.

Czytając listy Konfederacji w skali kraju niektórych ludzi pamiętam np. z prawicy.net, a innych z później powstałych mediów po naszej stronie.

To jest tak, że choćby ja zastanawiam się, czy PiS nawet jeśli ma rządzić nie powinien mieć jako koalicjanta, czyli obok siebie tego dobrego ducha swoistego anioła stróża w postaci Konfederacji, by nie robił złych rzeczy lub by Konfederacja była tą opozycją konstruktywną.

Kolejny komitet też mogący być brany pod uwagę przez niektórych w skali kraju, czyli Bezpartyjni Samorządowcy. U mnie ten ruch budzi mieszane uczucia jest to środowisko pełne paradoksów tak je osobiście odbieram. Mówię jednak choćby wokół siebie może to też być pewna myśl dla innych w pozostałych okręgach, że kto nie chce na PiS, czy Konfederację, niech od biedy idzie na Bezpartyjnych Samorządowców.

Pewnym dosyć sporym zaskoczeniem ogólnej natury dla wielu w Polsce może być to, że dr Włodzimierz Bodnar otrzymał miejsce jako kandydat do senatu w swoim okręgu właśnie z listy Bezpartyjnych Samorządowców, a nie z Konfederacji.

Stronnictwo, które wywaliło się już na starcie, czyli ruch Polska Jest Jedna Rafała Piecha.
Dlaczego uważam, że ten ruch mimo dobrego lidera i całkiem dobrego programu nie rozwinie skrzydeł?

Można się spierać, na ile sam Rafał Piech to zaniedbał, a na ile media od początku ich zamilczały, ale widać jedno i to zapewne w większości przypadków we wszystkich okręgach, gdzie udało im się zarejestrować. Otóż na debatach nie było i nie ma większości pretendentów z tej listy, więc nie ma możliwości bliżej poznać pozostałych kandydatów zobaczyć, kto jak się prezentuje, więc głosowanie na nich jest niestety głosowaniem w ciemno, a szkoda i bynajmniej ja tego nie zrobię.

Dobrze chociaż, że na stronie ruchu są podane charakterystyki wszystkich kandydatów, ale jednak zabrakło choćby wysłuchania w jakiejś debacie kogoś innego, niż sam lider. Ich sytuacja trochę przypomina mi to, jak było u Kukizowców u ich zarania, z tym, że w wypadku PJJ medialne zamilczanie jest o wiele większe.

Kolejna kwestia, o której pułkownik Piotr Wroński mówił w swoich audycjach w tym tygodniu jak najbardziej w odniesieniu do wyborów, czyli odpowiedzialność za koronapierdolca i wszystko, co z tym związane. Jasne, że uprawnienia władcze w postaci określonych decyzji i działań miał PiS i to na nich spoczywa odpowiedzialność bezpośrednia, ale nie można pomijać tego, jak reszta karuzeli wraz z celebrytami i mediami gromko dziarsko maszerowała w ten sam rytm i chciała jeszcze bardziej i jeszcze więcej tego samego, ale jest to odpowiedzialność pośrednia. Gdyby tamta strona naprawdę chciała rozliczyć PiS w tym temacie musiałaby całkowicie zaprzeczyć sama sobie.

Zarówno w tym tygodniu, jak i wcześniej pan Wroński mówił też o nastrojach na Zachodzie, w tym, że choć powoli i nie wszędzie to widać, ale UE może zmienić się we właściwym kierunku, bo takie tendencje zaczynają się pojawiać. Cóż jak sam autor podkreśla w swoich audycjach ja też to wcześniej sygnalizowałem tego w ogóle nie ma w naszej publicystyce i debacie w przeciwieństwie do szeroko pojętego Zachodu, bo nie tylko do Europy kontynentalnej, ale też Wielkiej Brytanii i Ameryki.

Po drugie o ile te głosy rozsądku są w zachodniej publicystyce, tak nie widać tego w polityce tu póki co widać przeciwne tendencje. Ja też jestem zdania, że polexit to nie jest opcja na teraz i najbliższą przyszłość, że unię trzeba zreformować przywracając jej właściwe źródła właściwe korzenie, czyli dokonać tej przysłowiowej demerkelizacji, pytanie tylko, kto miałby to zrobić?

Miejmy nadzieję, że znajdą się odpowiednie środowiska polityczne będące w stanie temu sprostać, ale stały bilans członkostwa i wszystko, co wiązałoby się z polexitem musi stać się częścią debaty w Polsce. Poruszyłem również ten temat, albowiem te wybory w istocie stanowią początek maratonu, gdyż w przyszłym roku eurowybory, a za 2 lata wybory prezydenckie.