Rocznice Grunwaldu mnie nie pasjonują. Uważam, że co najciekawsze działo się w tle, a o tym mówimy mało.
– Skoro ziemie krzyżackie zostały przez nich siłą zagrabione, to należy je zwrócić prawowitym właścicielom, gdyż „co się dzieje wbrew prawu winno zostać uznane za niebyłe” – twierdził Włodkowic na Soborze w Konstancji. (1415)
I domaga się rozwiązania Zakonu, którego potrójną tożsamość demaskuje jako potrójnie fałszywą.
Bezprawna jest sama nazwa „Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie” ponieważ krzyżacy nigdy nie mieli w Jerozolimie szpitala. Te, które posiadają w Inflantach i Prusach obsługiwane są przez konwersów, (wolontariuszy lub pracowników najemnych) przez co rycerze teutońscy „czynią się panami a nie sługami szpitali”. Tymczasem delegowanie cnoty na osoby spoza Zakonu zaprzecza jego istocie. Krzyżacy „przejęli nazwę szpitalników, usunęli jednak znaczenie i skutek nazwy, przeto między nimi a tamtymi nie ma żadnej tożsamości i w konsekwencji fałszywie zwą się braćmi szpitala jerozolimskiego”.
I wymienia argumenty wskazujące na bezzasadność wszystkich nadanych im przywilejów.
a) Po pierwsze: reguła Zakonu nie mieści się w żadnej prawowitej regule katolickiej.
b) Po wtóre: Krzyżaków nie sposób zreformować jako że: „re-formowanie przywraca poprzednią właściwą formę lub stan” a oni „nigdy nie dochowali jakiegoś zakonnego porządku, jak tylko zawsze okrucieństwo zamiast wojowania, obłuda zamiast szpitalnictwa…”
c) Bo trzecie wreszcie: sam cel Zakonu – niszczenie pogan – jest: „sprzeczny z miłością Boga i bliźniego.” „Zakon został ufundowany na samowolnym zabójstwie, rabunku i rozboju […] jest to sekta błędna i w żaden sposób nie może być tolerowana w Kościele Bożym.”
Włodkowica słuchano z uwagą. Jego rozprawy budowały sławę Akademii Krakowskiej, jednak Sobór Zakonu nie rozwiązał. Jak wtedy tak i dziś, perswazja w stosunkach międzynarodowych jest nieskuteczna, jeśli nie wspiera jej siła.
Ważnie było coś innego. Mowy Włodkowica ilustrowały fakt, że peryferie zaczęły bez kompleksów rozpychać się w centrum. Reprezentant polskiej racji okazał się świetnie przygotowany do swej roli. Fragmenty teorii wojny sprawiedliwej Włodkowic czerpał z rozpraw Stanisława ze Skarbimierza, również profesora Akademii Krakowskiej.
Nastąpiła zatem w Krakowie swoista kumulacja wiedzy; mówi się o krakowskiej szkole prawa międzynarodowego.
Od chwili gdy Kazimierz Wielki pisał do papieża, że potrzebujemy uniwersytetu, ponieważ „nauka w tych krajach wygnanie cierpi” upłynęło zaledwie pół wieku. Nie marnowano czasu.
Sformułowana przez Włodkowica propozycja uznania podmiotowości prawnej państw innowierczych była zakotwiczona w pismach doktorów Kościoła i prawa oraz w Ewangeliach. Nowością była spójna forma prawnego dyskursu domagająca się zastosowania praktycznego. Propozycja ta wyszła z peryferii bo bazowała na żywym doświadczeniu peryferii. Dyskurs wzbudził podziw jednych i wściekłość drugich ale z biegiem czasu zawładnął centrum i zdominował umysły. Dziś tezy te wydają się banalne. Kiedyś oczywiste wcale nie były.
W ciągu kilku dekad państwo konsekwentnie realizowało emancypacyjny zamysł polityczny. Tworzono Akademię Krakowską i polską myśl prawną.
Trzy lata po Grunwaldzie Litwa i Korona ustaliły, że zwoływać będą wspólne sejmy. Równocześnie rodom katolickich bojarów nadano przywileje jakie miała polska szlachta, co wiązało ich z Koroną. Pozyskane przestrzenie organizowano w oparciu o wspólne prawo, które zmieniało chwilowych sojuszników w zaangażowanych partnerów i współobywateli. Litwini mogli od tej pory dysponować ziemią i decydować o małżeństwach, co wcześniej było wyłączną prerogatywą księcia. Bez wątpienia Unia horodelska była aktem par excellence politycznym, fundowanym jednak na interesującej koncepcji. Pierwszy z trzech stanowiących ją dokumentów zawiera następujące uzasadnienie: „ Miłość tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczypospolitej ku najlepszemu końcowi, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci…”
****
„JESTEŚMY WASZYM PRAWEM”
W roku 1428 w liście do wielkiego mistrza komtur Ostródy relacjonował negocjacje jakie prowadził z miejscowym rycerstwem. Rycerze skarżyli się na łamanie praw i jeden krzyknął rozgoryczony „czymże zatem jest prawo chełmińskie?” Odpowiedź komtura była jednoznaczna: „My jesteśmy waszym prawem!”
Trudno powiedzieć czy kanonik Włodkowic słyszał o tym zdarzeniu lecz można być pewnym, że znał wiele podobnych opowieści. A przecież do ostatnich swych dni wierzył, że spory z Krzyżakami należy rozstrzygać w sądach. Tę drogę wskazywał jeszcze w roku 1432 w liście do biskupa Oleśnickiego. Naiwność uczonego duchownego, czy może tajemnica sukcesu Korony?
fot. rycina przedstawiająca dyskusję w Konstancji.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz