Pojechałem rowerykom nakosić pokrzywy. Ktoś mi powiedział, gdzie rośnie jej dużo, że można kosą kosić. Faktycznie było tego sporo ale trzeba było przejechać sporo kilometrów. Pani Nadia udostępniła mi stodołę do suszenia. Kiedy skosiłem pokrzywę i zwiozłem do stodoły, był już zmrok. Pani Nadia zaproponowała mi, bym został u niej na noc. Miała jeszcze jednego gościa, dawnego znajomego z „Solidarności”. Zaczęli wspominać stare czasy. U nas we wiosce i w okolicy, wymyślali różne straszne rzeczy o tym jak niby ludzie z „Solidarności” zaczęli prześladować prawosławnych w roku 1980. Z kolei katolicy twierdzą, że w stanie wojennym prawosławni prześladowali katolików.
Pani Nadia pokiwała przecząco głową.

– To różne naciągane historie! A sama byłam atakowana, ale przez swoich, prawosławnych, jak wstąpiłam do „Solidarności” jako nauczycielka. Nawet mój własny mąż się przyłączył do tego prześladowania mnie. Mąż, też prawosławny był dyrektorem szkoły i członkiem partii i bardzo się mu to nie podobało. Narzekał, że może mieć przez to problemy. I jeszcze paru prawosławnych znajomych uznało mnie za „zdrajczynię” i przestało że mną gadać. Mąż próbował nawet napuścić na mnie moich rodziców, ale oni się nie dali. Powiedzieli, że wychowali córkę na dobrego i wolnego człowieka. Ja twardo stałam przy swoim i skończyło się to rozwodem.
Odezwał się Mietek, jej kolega z „Solidarności”.

– Ja katolik, ale pamiętam jak zakładałem związek w zakładach meblarskich, to początkowo większość się zapisała ale potem zaczęli się wykruszać. Rezygnowali głównie prawosławni pod wpływem własnych prawosławnych rodzin. Bo ktoś z rodziny na stanowisku i może mieć problemy…bo to nie wypada prawosławnym do związku, założonego przez katolików itp. I zostało tylko kilku prawosławnych. Był to jednak dobry przesiew. Prawosławni, którzy zostali, mimo tej całej presji, byli twardymi ludźmi i zawsze można było na nich liczyć.
Z rana pojechałem do domu, myśląc jak tę pokrzywę zwieźć. Na roweryku trochę ciężko a jeśli nająć kogoś, to zapłacić trzeba z tej niewielkiej zapłaty w skupie. Chociaż nakosiłem sporo tej pokrzywy, to biznesu nie zrobię. Ot, będzie na „kieliszek chleba”. No i fajnie, że panią Nadię odwiedziłem.