Krótkie post scriptum do mojego komentarza nt. Afganistanu. W mojej ocenie jakkolwiek to, co się dzieje wygląda źle to równocześnie oznacza wzmocnienie Stanów Zjednoczonych. Rezygnacja z de facto osłabiającego USA i Zachód idealistycznego, ale zarazem naiwnego projektu promowania demokracji wszędzie na świecie jest dokładnie otóż tym, czego obawiają się Rosja i Chiny. Zimną Wojnę wygrały Stany Zjednoczone, które były owszem po dobrej stronie mocy, ale które równocześnie – śmiem przypomnieć co bardziej naiwnym w Polsce – w ramach walki z sowieckim komunizmem nieraz współpracowały z bardzo niesympatycznymi dyktatorami.

Kilka miesięcy temu, przy okazji pielgrzymki Papieża do Iraku, napisałem w Onet tekst poświęcony tej historycznej wizycie (link poniżej). Znalazł się w nim taki oto fragment.

„Wiele lat temu, na przełomie lat 80. i 90., nuncjuszem apostolskim w Iraku był Polak – wybitny watykański dyplomata ś.p. arcybiskup Marian Oleś. Arcybiskup Oleś zapytany w 2004 r., czego autor tego tekstu był świadkiem, jak ocenia amerykańską interwencję w Iraku odparł, że to najgorsza z możliwych, fatalna decyzja.

Na uwagę, iż obalony przez Stany Zjednoczone Saddam Husejn znany był z drastycznego łamania praw człowieka odparł, że jego troską nie są prawa człowieka, a prawa chrześcijan, po czym dodał, że chrześcijanie przetrwali w Iraku 2 tys. lat, a nie ma pewności czy przetrwają następne 20. Ta na pozór cyniczna uwaga zawierała jednak głęboką mądrość. Arcybiskup miał po prostu rację. Chrześcijanie ledwie przetrwali ostatnie 20 lat w Iraku.

Odróżnienie praw chrześcijan od praw człowieka może oczywiście na pierwszy rzut oka razić, ale z drugiej strony jeśli pomyśleć, że George Bush m.in. prawami człowieka uzasadniał wojnę z Irakiem, a skutkiem tego są setki tysięcy ofiar, to być może o prawa człowieka trzeba walczyć, ale rozważnie, a nie romantycznie”.

Tym, czego nie napisałem wprost było to, że arcybiskup Oleś będąc zwolennikiem demokracji we Włoszech, których był obywatelem i w Polsce, którą kochał najzwyczajniej na świecie nie wierzył i nie był zwolennikiem demokracji w Iraku. Mówiąc brutalnie był zwolennikiem dyktatury, gdyż twierdził, że demokrację, owszem, należy promować również na Bliskim Wschodzie, ale w perspektywie raczej dziesięcioleci, gdyż póki co w irackich warunkach prawa człowieka i demokracja się wzajemnie nie wzmacniają, a przeciwnie – wykluczają.

Mój Ojciec pod koniec lat 80 był ambasadorem w Iraku (wówczas skądinąd poznałem arcybiskupa Olesia, który stał się moim „przyszywanym wujkiem”). Gdy pod koniec 2002 r., zbliżała się amerykańska inwazja na Irak mój Ojciec był już starszym panem. W Polsce, jak to w Polsce, jego wiedza i opinie nie miały już oczywiście dla nikogo żadnego znaczenia. Równocześnie jednak tym, co miał do powiedzenia zainteresowani byli Amerykanie i Tata kilka razy latał na rozmowy do Waszyngtonu (inna sprawa, że jego rekomendacji, podobnie skądinąd jak rekomendacji weteranów Departamentu Stanu, nie wysłuchano). Tak się składa, że memoranda Ojca nt. Iraku mam do dziś w komputerze, bo na prośbę Taty przepisywałem jego odręczne notatki.

Główna teza sprowadzała się do tego, że po obaleniu Saddama Husejna należy wprowadzić z początku twardą (ale nie krwawą) wojskową dyktaturę, która po ustabilizowaniu sytuacji powinna ewoluować w kierunku normalnej dyktatury wojskowej. Ojciec był zdania, że należy zlikwidować policję polityczną (Muhabarrat) oraz rozwiązać partię Baas, ale nie wolno ruszać armii i administracji państwowej. Przeciwny scenariusz oznaczał w jego ocenie gwarancję wybuchu konfliktu pomiędzy szyitami, a sunnitami, a w efekcie wojnę domową. W notatce Ojciec pisał też, że demokracja oznaczać będzie otwarcie drzwi do Iraku dla Iranu.

Gdy czytam notatki Ojca i wspominam to, co mówił arcybiskup Oleś myślę, że wszystko to, co dziś widzimy w Afganistanie to wynik tego, że taka szkoła myślenia jaką obydwaj reprezentowali w swoim czasie przegrała. Tylko twarda wojskowa dyktatura mogła otóż nie przegrać z talibami. Oczywiście, powie jakiś idealista, taka dyktatura łamałaby prawa człowieka. No i owszem – łamałaby. Tyle, że w znacznie mniejszym stopniu niż będą je teraz łamać talibowie.

P.S. swoją drogą tak jak mój Tata przegrał dyskusję o Iraku, tak ja przegrałem tę o Białorusi. Na ugrzęźnięciu Amerykanów w Iraku wygrywali Rosjanie i Chińczycy. Na naszym promowaniu demokracji na Białorusi też wygrała Rosja.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/papiez-franciszek-w-iraku-analiza-witolda-jurasza/vcf7mjz?utm_source=l.facebook.com_viasg_wiadomosci&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)