–23–
Ziemia niczyja, granica w Masnaa i w końcu witamy w Syrii.
………………………………..———————————–………………………….
Zdjęcia mniej istotne, bo tych najważniejszych nie odważyłem się pstrykać, ale coś z YT wrzuciłem na początku. Ostrzegają, aby nie fotografować wojska, posterunków i budynków strefy nadgranicznej. Tym razem muszę wszystko przekazać za pomocą treści.
Pomiędzy Bejrutem, a Damaszkiem jest około 130 km i wspinaczka samochodu na 1500 m nad poziom morza. Pogoda znów nieco skisła, obszar górski z rzadka zabudowany. Zauważam czasem sztuczne kamienne kopczyki wtapiające się w krajobraz. To zapewne aparatura śledząca ruch i zachowanie na drodze. Kilka kilometrów przed granicą zaczynają się checkpoint-y, punkty kontrolne. Betonowe bariery, jazda zygzakiem pomiędzy beczkami zalanymi betonem, wojsko z długą bronią, czasem budki żelazne, albo betonowe budynki klasy waga do traktorów w opuszczonym Pe Gie eRze. Wszystko tak ułożone, aby z rozpędu się nie przebić. Teraz zaglądanie do bagażnika, na nasze twarze, czapka z głowy, paszport w dłoni, ale całkiem to przyjazne. A najważniejsze w tym wszystkim to ruch ręką naszego kierowcy. Paczuszka zwiniętych banknotów wsuwana z dłoń wojskowego. Trzy, albo cztery takie punkty po libańskiej stronie i wreszcie cel ostateczny – budynek odprawy.
Kierowca nam pomaga, ma za to zapłacone, jest elementem układanki całej tej wycieczki. Wewnątrz tłum i harmider. Długa z 20 metrów lada z szybą i celnikami po drugiej stronie. Panowie o ciemnych zaczesanych do tyłu włosach, często w ciemnych okularach, palą papierosy, zagadani pomiędzy sobą. Trzy strefy okienek i barierek; 1) sami swoi, 2) sami swoi – rodziny. 3) Araby i cudzoziemcy. Pierwsze dwie strefy oblężone, dużo tam kobiet z dziećmi, wielu ubranych na czarno. Takich jak my raczej znikomo. Jakaś młoda blondynka z plecakiem obok i sobie radzi.
Za szybami mają komputery, ale stosy papierowych akt walają się makabrycznie. Układane na podłodze, sięgają wyżej parapetów, mam wrażenie, że jak to ruszyć to wszystko runie.
Tu zaczyna nie najciekawszy wątek. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wstrzymało wydawanie wiz wjazdowych do Syrii dla obywateli Polski i odradza wszelkich prób, nakazuje niezwłocznie wycofać się z tego kraju i oświadcza, że w razie problemów nie będzie miało możliwości udzielania pomocy. Nawet strona syryjska nie pozwala na samodzielny wjazd do ich kraju. W naszym przypadku jest to możliwe ponieważ mamy wyjazd zorganizowany i przewodnika ze sobą, a wizę załatwiamy bezpośrednio na granicy co kosztuje dodatkowe 60 Euro.
Do wypełnienia papiery w języku angielskim i arabskim, ale poszło gładko w jakieś pół godziny.
Teraz odbiera nas Rami, przewodnik syryjski, już ten właściwy. Zmieniamy samochód, jeszcze kilometr do budynku syryjskiej kontroli pieczątka syryjska na dzień dobry i witamy. Jeszcze mnie tu nie widzieli….
To wcale nie koniec. Tym razem punkty kontrolne syryjskie, zupełnie to podobne jak te za nami. Znowu zaglądanie, oglądanie, pytania…
Co klika kilometrów jakiś żołnierz, lub dwóch z plecakami, czy aktówkami usiłują zatrzymać okazję. Jak widać chcą wrócić do Damaszku, ale skąd? Wokół pustkowia, czasem wieża wartownicza na wzgórzu. Chyba zeszli z patrolu, skończyli gdzieś swoją zmianę na posterunkach ukrytych wśród wzgórz?
Uff! Dalej będzie Damaszek.



























Zostaw komentarz