Tak, jak zapowiadałem – administracja Bidena jest rozrywana wewnętrznymi sporami w ramach politycznych frakcji USA, które sprawiają, że wobec trudności gospodarczych i problemów społecznych trapiących współczesną Amerykę jest jej trudno wyjaśnić amerykańskiej opinii publicznej konieczność udziału Stanów Zjednoczonych w kolejnej „odległej wojnie”.

Dlatego Amerykanie też stosują półśrodki i zachowują się dwuznacznie. Ukraina z jednej strony otrzymuje od nich wsparcie, ale z drugiej – znacznie poniżej oczekiwań (czytaj więcej).

Kiedy niektórzy już witali się z gąską i liczyli na to, że Amerykanie dostarczą Ukrainie systemy rakietowe o donośności 300 km, wszystko wskazuje, że Amerykanie przekażą Kijowowi rakiety o zasięgu ok. 50 km, co oczywiście wzmacnia ich obronę, ale nie stanowi żadnego przełomu. Takimi rakietami Ukraińcy nie są w stanie przerwać rosyjskich linii logistycznych zaopatrujących front.

Nic dziwnego, że doradca prezydenta Żełenskiego, Ołeksij Arestowycz, stwierdził, że w takiej sytuacji zwycięstwo Ukrainy nad Rosją jest po prostu mało prawdopodobne.

Myślę, że wojna na Ukrainie czarno na białym pokazuje, ile są warte te wszystkie nabrzmiałe od patosu deklaracje „wolnego świata” a jak bardzo prawdziwą walutą są samoloty, czołgi i rakiety, którymi dany kraj może realnie dysponować wg własnego uznania.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.