Prolog

Podczas jednego z wykładów poświęconych muzyce elektronicznej profesor-kompozytor, specjalista od nowych technologii i komputerowych eksperymentów dźwiękowych, zadał studentom pozornie proste pytanie:

– Jak powstaje muzyka elektroniczna?

Odpowiedzi pojawiały się natychmiast:

Syntezatory. Komputery. Procesory. Elektronika. Oprogramowanie. Nowoczesne urządzenia.

Profesor wysłuchał wszystkiego z uśmiechem i zapytał:

– Czy coś jeszcze przychodzi wam do głowy?

Na sali zapadła chwila ciszy. W końcu ktoś odpowiedział:

– Moim zdaniem rodzi się pod palcami i w wyobraźni grającego.

Profesor uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Właśnie tak. Najczęściej zaczyna się od improwizacji. Od grania dla przyjemności. Od przypadkowo odnalezionego dźwięku. Od pobrzękiwania przy instrumencie. Pomysły przychodzą najpierw. Studio i elektronika pojawiają się później.

To była jedna z tych chwil, które pozostają w pamięci na całe życie. Bo nagle wszystko ustawia się we właściwej kolejności: Najpierw jest dźwięk. Potem praca nad nim.

Pierwszy dźwięk

Jest pewien moment, o którym w rozmowach o technologii muzycznej mówi się zaskakująco rzadko. Moment, w którym nie istnieje jeszcze projekt. Nie ma aranżacji. Nie ma miksu. Nie ma masteringu. Nie ma syntezatorów programowych ani efektów. Jest tylko człowiek i instrument. Palce odnajdują kolejne dźwięki bez planu. Bez celu i dla przyjemności. Dla samego słuchania. To właśnie wtedy najczęściej pojawiają się pomysły.

Nie podczas programowania, edycji czy analizowania. Podczas grania.

Improwizacja jest pierwszą formą dialogu między wyobraźnią a dźwiękiem. To tutaj rodzi się muzyka.

Kreatywna wyobraźnia

Sam dźwięk jednak nie wystarcza. Potrzebna jest jeszcze zdolność dostrzeżenia w nim czegoś więcej – kreatywna wyobraźnia.

To ona pozwala usłyszeć orkiestrę w syntezatorze, łączy fortepian z elektroniką i dostrzega relacje tam, gdzie inni słyszą jedynie zbiór przypadkowych zdarzeń.

Wyobraźnia jest pierwszym architektem muzyki ponieważ okazuje jej kierunek. Sugeruje możliwości. Otwiera przestrzenie, które wcześniej nie istniały.

Struktura

Ale nawet najpiękniejszy pomysł nie staje się jeszcze dziełem. Potrzebuje formy, relacji i porządku. I tutaj pojawia się element, który współcześnie bywa niedoceniany – struktura.

Wbrew popularnym wyobrażeniom twórczość nie jest przeciwieństwem porządku. Największe dzieła muzyczne nie powstają z chaosu. Powstają z odkrywania ukrytych zależności.

Podobnie jak Johannes Kepler nie stworzył harmonii ruchu planet, lecz ją odkrył, tak kompozytor nie tworzy muzyki z przypadkowych dźwięków. On odnajduje relacje, buduje napięcia, porządkuje materiał i nadaje mu sens.

To właśnie tutaj kreatywna wyobraźnia spotyka się ze strukturalnym umysłem. I dopiero ich współpraca pozwala stworzyć dzieło.

Komputer jako słuch i porządkujący umysł

Dopiero teraz pojawia się technologia. To ważna kolejność. Przez ostatnie ćwierć wieku wydarzyła się bowiem największa rewolucja w historii produkcji muzycznej.

Nie przyszła w postaci kolejnego syntezatora lecz na biurko. Komputer przestał być dodatkiem do studia a stał się jego centrum. Współczesne środowiska pracy integrują kompozycję, aranżację, syntezę, nagrania, miks, mastering i występy sceniczne w jedną całość. Dzisiejsza moc obliczeniowa przekracza możliwości profesjonalnych studiów sprzed zaledwie dwóch dekad. Ale najważniejsze nie są procesory. Najważniejsza jest funkcja.

Komputer stał się współczesnym słuchem: Słucha, analizuje, porównuje, zapamiętuje, klasyfikuje, porządkuje, integruje. Ale nie zastępuje muzyka ani instrumentu. Pomaga jednak nadać formę ogromnej liczbie pomysłów i możliwości. Jest przedłużeniem porządkującego umysłu.

Instrumenty po rewolucji

Paradoksalnie właśnie wtedy zmieniła się rola instrumentów. Jeszcze dwadzieścia lat temu nowy syntezator oznaczał nowe możliwości. Dzisiaj możliwości są praktycznie nieograniczone.

Dlatego sprzęt musi uzasadnić swoje istnienie czymś więcej niż tylko specyfikacją. Nie wystarczy już powiedzieć, że brzmi dobrze. Dobrze brzmi również oprogramowanie, niezliczone symulacje i emulacje flagowych instrumentów prawie każdej marki.

Nie wystarczy powiedzieć, że ma więcej funkcji. Komputer niemal zawsze będzie miał ich więcej. Pozostaje więc pytanie: Czego komputer nie potrafi?

Nie potrafi być instrumentem.

Nie potrafi zastąpić chwili, w której muzyk siada przy klawiaturze, fortepianie lub syntezatorze i zaczyna po prostu grać. Dlatego najlepsze współczesne instrumenty nie konkurują z komputerem. Uzupełniają go. Dają coś, czego nie da się zmierzyć liczbą funkcji. Dają doświadczenie tworzenia.

Pięć procent

I pozostaje jeszcze jeden element. Najbardziej tajemniczy: Natchnienie.

Może stanowi zaledwie pięć procent całego procesu twórczego. Pięć procent wobec lat nauki, ćwiczeń, doświadczenia, technologii i warsztatu. Ale bez tych pięciu procent pozostałe dziewięćdziesiąt pięć nie miałoby dokąd prowadzić.

To właśnie wtedy pojawia się iskra – pierwszy pomysł, pierwsza możliwość.

Pierwszy przebłysk nowej drogi. Żaden procesor nie potrafi go przewidzieć i żaden  algorytm nie potrafi go wygenerować. Żadna technologia nie potrafi go zastąpić.

Epilog

Być może właśnie to jest najważniejsza lekcja ostatnich dekad rozwoju technologii muzycznej. Nie chodzi o to, by posiadać najwięcej sprzętu. Nie chodzi nawet o to, by posiadać najlepszy sprzęt.

Chodzi o to, by odnaleźć takie środowisko pracy, które przez lata pozostaje partnerem procesu twórczego. Bo muzyka nie zaczyna się od technologii. Nie zaczyna się od komputera. Nie zaczyna się od studia.

Zaczyna się od pierwszego dźwięku.

Od chwili, gdy człowiek pozwala sobie grać bez żadnego celu poza radością odkrywania. To instrumenty są ciałem dźwięku a komputer jest jego słuchem i porządkującym umysłem. Kreatywna wyobraźnia nadaje mu sens.

A natchnienie zapala iskrę, od której wszystko się zaczyna. Reszta jest już tylko drogą od wyobraźni do dźwięku.

I właśnie tę drogę nazywamy muzyką.

PS:

Studentem, który jako jedyny wyraził wówczas odmienne zdanie od pozostałych, był autor tego felietonu.

Muzyka, którą tworzy od tamtego czasu, pozostaje świadectwem jego przekonania, że do dzieła muzycznego prowadzi wiele dróg.

Opisana tutaj jest tylko jedna z nich. Ale jest to jego własna droga.

PS2: Moja Prof. Lidia Grychtołówna mawiała:

„Nauczysz się grać na Bösendorferze, poradzisz sobie z każdym instrumentem.”

Dziś dodałbym do tego tylko jedno zdanie:

Kiedy nauczymy się słyszeć muzykę niezależnie od instrumentu, każdy instrument może stać się muzyką.

Tomasz Trzciński: Infinite Spaces – Przestrzenie nieskończone