W 2024 roku byłam na stażu naukowym w Wilnie. Poznałam wtedy osobiście s. Michaelę Rak, założycielkę pierwszego na Litwie Hospicjum (najpierw dla dorosłych, potem także dla dzieci). Wcześniej przez wiele lat służyła chorym w Polsce.
To charyzmatyczna postać, od pierwszej minuty czułam, że mam do czynienia z kimś wybitnym, pozytywnie szalonym. Choć na ogół energii mi nie brakuje, przy Michaeli czułam się skończonym leniem.
Byłam w hospicjum, rozmawiałam z chorymi. Tam jest prawdziwy dom. Miejsce skumulowanego dobra i miłości, otwarte dla każdego, bez względu na narodowość czy wiarę. Dla chorych siostra gotowa jest poruszyć niebo i ziemię. To pierwsze zresztą niezwykle skutecznie.
Bo w hospicjum i w otoczeniu Michaeli dzieją się zdarzenia niewytłumaczalne naukowo – i piszę to z pełną odpowiedzialnością.
Na własne oczy widziałam, jakim szacunkiem otaczana jest Michaela. Mówiono mi o niej z podziwem na Uniwersytecie Wileńskim i w Sądzie Najwyższym Litwy, otwierają się przed nią każde drzwi. Litewscy prezydenci odwiedzają hospicjum i przyznali Michaelu najwyższe odznaczenia państwowe. Litewscy Tatarzy złożyli rytualną przysięgę, że w razie potrzeby przeleją w jej obronie krew. Spędziłyśmy razem kilka dni i nigdzie ale to nigdzie nie przyjęto od niej pieniędzy: w muzeum, w kawiarni, na kolacji u Karaimów w Trokach.
Niestety, hospicjum zmaga się z problemami finansowymi. Aby mogło działać, Michaela co miesiąc musi wyżebrać ogromną kwotę. Czytaj link do kolejnego nietuzinkowego pomysłu. Jest okazja poznać siostrę osobiście.
A może ktoś zechce również podarować kilka groszy? Jeśli możesz to pomóż link tutaj.
Zostaw komentarz