Na początku zawsze jest to samo kłamstwo:
„To dla waszego bezpieczeństwa”, ,,dla waszego dobra”.Nie zawsze przychodzi z karabinem. Często przychodzi w garniturze, z pieczątką i uśmiechem urzędnika. Dziś wystarczy jedno kliknięcie: „zablokować treść”. I głos człowieka znika. Nie dlatego, że skłamał. Nie dlatego, że skrzywdził. Ale z reguły dlatego, że komuś był niewygodny, że komuś się nie podobał.
Kiedy prezydent Karol Nawrocki ogłosił, że nie podpisze ustawy dającej urzędnikowi prawo blokowania treści w internecie bez decyzji sądu, postawił granicę. Granicę między państwem prawa a państwem cenzury.To nie jest drobna poprawka legislacyjna. To jest pytanie: czy w Polsce wolno jeszcze mówić prawdę?
„Najokrutniejsze tyranie rządzą poprzez strach i ciszę” – pisał Tacyt. Za słowa ludzie płacili życiem. W Związku Sowieckim za krytykę władzy człowiek znikał w łagrach. W hitlerowskich Niemczech palono książki, bo zawierały niewłaściwe myśli. W PRL-u istniał Główny Urząd Kontroli Prasy – cenzor decydował, które słowo może żyć, a które musi umrzeć. A przecież jak mawiał Benjamin Franklin
,,Wolność słowa jest podstawą wszelkich innych wolności”. Nasi przodkowie szeptali prawdę po domach, przewozili bibułę, drukowali nocami, ryzykowali więzienie i życie, by przekazać dalej jedno zdanie: „Nie kłamcie. Mówcie prawdę.”
A dziś… dziś ktoś chce, żeby kolejnym pokoleniom wolno było mówić tylko to, co zatwierdzi urząd.Nie trzeba obozów. Nie trzeba krat. Wystarczy blokada treści.
Człowiek nadal oddycha, ale już… nie istnieje publicznie. A przecież urzędnik z politycznego nadania nie jest sędzią .Tylko sąd – niezależny, niezawisły – może decydować o ograniczeniu wolności. Oddanie tej władzy urzędnikowi jest proste w formie, ale potworne w skutkach.Dzisiaj blokada ma dotyczyć „nielegalnych treści”.
Jutro – „szkodliwych”.
Pojutrze – „niewłaściwych”.
A za tydzień – Twoich.
Dlatego Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich bije na alarm. Bo dziennikarz bez wolności słowa jest tylko sekretarzem władzy. A obywatel bez wolności wypowiedzi staje się niemą własnością systemu, bo wolność słowa nie jest podglądem. Jest tarczą. Jak pisał Voltaire:„Nie zgadzam się z ani jednym Twoim słowem, ale oddałbym życie, abyś mógł je wypowiedzieć”.
To jest istota wolności słowa. Nie chroni tych, z którymi się zgadzamy. Chroni tych, z którymi się nie zgadzamy. Bo dopiero wtedy jest prawdziwa.
Wolność słowa nie jest prezentem od władzy. Jest granicą, której władzy przekraczać nie wolno.
Kiedy ktoś ją zabiera, nie zabiera tylko słów. Zabiera przyszłość, uczciwą debatę, prawdę, sumienie narodu.
Dziś nie trzeba stanów wojennych.
Nie trzeba czołgów na ulicach.
Wystarczy jeden paragraf, jeden podpis i jeden system blokad.Ale skutki będą takie same jak były kiedyś.
Prezydent Karol Nawrocki zapowiada sprzeciw. To ważny sygnał. Ale prawdziwe pytanie brzmi:
czy społeczeństwo tez stanie w obronie własnej wolności przy prezydencie– czy wygodnie ją odda?
Bo wolność słowa nie umiera wtedy, gdy ktoś ją zabrania- takich watażków w historii było wielu..Umiera wtedy, gdy ludzie boją się z niej korzystać.
Zostaw komentarz