11 lipca 1943 roku. „Krwawa niedziela”. Data, która powinna być wyryta ogniem w narodowej świadomości każdego Polaka. Tego dnia oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dokonały apogeum zaplanowanego ludobójstwa – zaatakowano ponad 90 polskich wsi i osad. Polacy ginęli w kościołach, na progach domów, w polu, przy studni. Dzieci roztrzaskiwano o ściany, ciężarne kobiety rozcinano bagnetami, starców palono żywcem w stodołach. Bestialstwo, którego nie sposób pojąć ludzkim rozumem.
Nie było wojny między Polską a Ukrainą. Była za to metodyczna czystka etniczna – z zimną krwią, z premedytacją, z nieludzkim okrucieństwem. Tylko dlatego, że byli Polakami. Sąsiadami. Często przyjaciółmi. Współmieszkańcami tych samych wiosek, tych samych dróg. Zdradzonymi. Zamordowanymi. Zapomnianymi przez świat.
To nie była „tragedia”, to nie był „konflikt sąsiedzki” – to było ludobójstwo. Ludobójstwo zgotowane przez OUN i UPA – organizacje, które dziś, na naszych oczach, stają się częścią ukraińskiego panteonu narodowego. Mordercy czczeni są jako bohaterowie. Stepan Bandera – ideolog śmierci – wynoszony jest na pomniki. A my, Polacy, mamy milczeć w imię „geopolitycznego interesu”? Mamy zapomnieć w imię poprawności dyplomatycznej?
Nie ma zgody na amnezję narodową. Nie ma zgody na hańbę.
Zginęło ponad 120 tysięcy naszych rodaków – dzieci, kobiet, starców. Całych rodzin. Spalonych, zarąbanych, rozstrzelanych, poćwiartowanych. Do dziś ponad 100 tysięcy ofiar Wołynia i Małopolski Wschodniej nie ma grobów. Nie dane im było spocząć w poświęconej ziemi. Nie odmawiano nad nimi modlitwy. Leżą w jamach, rowach, dołach śmierci. A my, naród, który dał im życie, nie możemy im dać nawet krzyża.
Ukraińskie państwo blokuje ekshumacje, nie zgadza się na godny pochówek. A my – polskie państwo – zginamy kark i udajemy, że nie ma problemu. Że nie widzimy, jak w Ukrainie czci się katów. Jak ulice noszą imię Bandery. Jak w podręcznikach szkolnych gloryfikuje się UPA.
Nie o zemstę wołamy, lecz o PAMIĘĆ i PRAWDĘ.
Bo pojednanie bez prawdy jest zdradą. Bo wybaczenie bez skruchy jest hańbą. Bo naród, który nie grzebie swoich ofiar, który nie broni ich godności, który nie potrafi nazwać zbrodni po imieniu – taki naród traci duszę.
Wołyń nie jest historią minioną. To rana, która wciąż krwawi, bo nie została oczyszczona. Bo nikt nie powiedział „przepraszam”. Bo zbrodniarze nie zostali potępieni. Bo ofiary wciąż leżą w nieoznaczonych dołach.
📌 11 lipca – Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP – niech będzie dniem prawdy, godności i narodowego zobowiązania.
Nie zbudujemy wspólnej przyszłości na kościach niepogrzebanych. Nie postawimy mostu ponad przepaścią, dopóki na jednym brzegu czci się katów, a na drugim wstydzi się swoich ofiar.
Polacy z Wołynia zasługują na pamięć. Na prawdę. Na krzyż.
Nie zapomnimy. Nie wymażemy. Będziemy trwać przy Waszej pamięci. Bo jesteście częścią nas. Częścią Polski.
Wołyń – 11 lipca 1943. Cześć i chwała pomordowanym. Wieczna hańba mordercom.
Pamiętamy.

Zostaw komentarz