Teraz trochę w rejestrach współczesnej mitologii.

Lewica bardzo skutecznie, przez kilka dekad wypracowała ramy własnej mitologii emancypacyjnej, która zdominowała dyskurs publiczny na Zachodzie. To właśnie ta mitologia i jej uwodzący masy urok stały za sukcesami wyborczymi lewicy liberalnej w USA i Unii Europejskiej. Praktyka gospodarcza wahała się – było raz lepiej, raz gorzej, ale siła mitu emancypacyjnego decydowała o narracyjnej przewadze lewicy, wobec czego prawica była właściwie bezradna.

Była bezradna, gdyż:

– Odwoływała się do coraz mniej inspirującej w zsekularyzowanym świecie Zachodu mitologii ugruntowanej w religii chrześcijańskiej,

– Brakowało jej bohaterów na miarę pindarowskich „Ód zwycięskich”. Zachód jawił się jako byt wykastrowany, pozbawiony pasjonarności, byt bezideowy.

Pojawienie się Donalda Trumpa i Elona Muska jest czymś więcej niż wydarzeniem politycznym. Donald Trump i Elon Musk są fenomenami mitologicznymi.

Zostanę wyśmiany, ale ośmielę się powiedzieć, że w rejestrach mitologicznych ich pojawienie się jest fenomenem tej samej miary, co objawienie się Joanny d’Arc w najmroczniejszych czasach wojny stuletniej we Francji.

Posłuchajcie Elona Muska:

„Kuszą mnie pieniędzmi, kuszą mnie władzą – nie zważam na to. Mówię co chcę i jeśli w skutek tego stracę i jedno i drugie, to niech i tak będzie.”

Można się cynicznie śmiać z tych słów, ale za Elonem Muskiem stoi jego bezkompromisowa historia. W tym sensie jest współczesną wersją Rolanda ze słynnego eposu rycerskiego. Niezależnie, czy podziela się jego poglądy czy nie – urasta do rangi postaci przywracającej HONOR jako czynnik kształtujący politykę.

To zmienia jej paradygmat. Z prostej walki o władzę i pieniądze, co lewica zawsze zarzucała prawicy – walka Elona Muska i Donalda Trumpa staje się walką o SPRAWĘ. I w duchu tysiącletniej historii Zachodu – walka o sprawę przyciąga miliony. Zawsze tak było.

Dlatego lewica jest przerażona, bo nagle objawił się godny przeciwnik, który podsunął ludowi sprawę, za którą warto walczyć.

I stąd przerażenie liberałów, bo „sprawa” tak postawiona, to coś więcej niż zwykły zimny pragmatyzm władzy, który jest jedynym sensem liberalizmu odżegnującego się programowo od jakiejkolwiek celowości.

Hasło „Make America Great Again”, to cel zwycięski a nie pragmatyczny. Ma powab antyczny, odwołujący się do duchowego dziedzictwa starożytnych Greków i Rzymian. Dlatego jest stygmatyzowany jako „faszystkowski”, bo zwycięstwo tak rozumiane nie jest celem chrześciajńskim – celem jakiegoś „uniwersalnego dobra”, ale celem wspólnoty złączonej na bardziej pierwotnej zasadzie wspólnoty losu.

Lewica i liberałowie zrobią wszystko, żeby tak zarysowaną ideę obrzydzić właśnie dlatego, że ten antyczny, przedchrześcijański duch walki i woli jest ich największym wrogiem.

Dla lewicy wolność wyrażająca się inaczej niż pełna równość jest czymś potwornym, jest skandalem i źródłem wszelkiego nieszczęścia.

Dla liberałów skandalem jest wolność nieprzekupna. Skoro ktoś jest nieprzekupny, to jest nieracjonalny, gdyż wszystko ma swoją cenę.

Donald Trump został okrzyczany politykiem transakcyjnym: takim, który „robi interesy”. Ale jego wiek i jego historia pokazują, że interes jaki ma na myśli nie jest jego interesem prywatnym. Pokazał to gestem po próbie zamachu. To był gest na miarę Temistoklesa, na miarę Lukullusa – wielkich starożytnych wodzów zwycięskich armii.

Trump i Musk zbudowali wokół siebie taką właśnie aurę i to właśnie ona stanowi o ich niezwykłej sile. Jest to siła mitu przekraczająca prosty wymiar polityczny. Obudzili ducha, który wydawał się już martwy. Ducha Achajów! Ducha, którego postmodernistyczna współczesność starała się ze wszystkich sił zabić.

———————-

Lecz skoro ludziom trzeba umrzeć,
To po co starość wybierać niesławną
I siedzieć próżno w ukryciu,
z dala od piękna wszelkiego?
Mnie więc czekają te zapasy,
Ty, Fortuno, pożądany daj wynik.
Tak rzekł, i nie na darmo jął się tej modlitwy.
I dali mu bogowie na chwałę wóz złoty,
I nieznużone skrzydlate rumaki.

Zobacz tutaj.