Dużo osób dzisiaj wspomina naszego Ojca Świętego Jana Pawła II. Ja natomiast napisze kilka słów nieco odmiennych od tych, które dotąd miałem okazję przeczytać. Celowo przyjąłem formę listu wspomnieniowego.
19 lat temu odszedłeś do Domu Ojca Boga Wszechmogącego. Twoj pontyfikat był naznaczony miłością względem Boga i miłością względem człowieka bez względu na przynależność narodową, zajmowaną pozycję społeczną, czy też kolor skóry. Twój pontyfikatu przyniósł pokoleniu naszych dziadków I rodziców nadzieję na to, że rzeczywistość w Polsce i na świecie ulegnie zmianom. Twoje słowa wygłoszonego pamiętnego czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa pchnęły nadzieję, radość i większość narodu do działania. To dzięki tobie rok po twojej historycznej pielgrzymce na Wybrzeżu w Trójmieście rozpoczęły się strajki, które narodziły następnie Solidarność.
Aktywnie działałeś na rzecz doprowadzenia do zmian na Świecie wespół z Prezydentem USA Ronaldem Reaganem. To z twoim współudziałem komunizm ostatecznie przegrał bo przegrać musiał że względu na fałszywe podstawy na jakich powstał.
Wprowadziłeś Kościół Katolicki w Trzecie Tysiąclecie naznaczone nowymi wyzwaniami, którym Kościół musi sprostać jako wspólnota i instytucja, lecz bywa z tym różnie. Wszyscy widzimy zmiany, problemy, grzechy Kościoła I jego pasterzy, błędy. Dostrzegamy również pozytywne elementy i zdarzenia, które przyniosły zmiany w kościele. To właśnie Twój Pontyfikat otworzył się na młodzież bo kochałeś rozmawiać z młodzieżą, polemizować, dyskutować, a także bawić się, gdy była ku temu okazja. Ponieważ dla ciebie przyszłość Kościoła będą tworzyć właśnie kolejne pokolenia. Dziś niestety Kościół w Europie, a także w Polsce przegrywa walkę o rząd dusz kolejnych pokoleń.
Otwarcie na młodych i rozmowy z nimi to powinien być fundament działalności każdego duchownego tak jak ty to robiłeś jako młody duszpasterz podczas wakacyjnych wyjazdów ze swoimi studentami.
Twój pontyfikat to tysiące stron encyklik, które skupiają się na osobie ludzkiej z z różnych stron, filozofii i wierze.
Tak jak każdy z nas byłeś zwykłym człowiekiem, któremu Bóg powierzył misję specjalną do zrealizowania. Nie byłeś wolny od błędów, nie byłeś pozbawiony wad ludzkich, które posiada każdy z nas, nie byłeś w pełni wolny od grzechu bo żaden człowiek nie jest od tego wolny, nie zawsze miałeś rację, ale w spokoju broniłeś jej szanując poglądy drugiej strony. Dzisiaj, gdy cię już z nami nie ma i nie możesz się bronić przed różnymi zarzutami ta realna rzeczywistość na temat twojej osoby powinna wybrzmieć podwójnie niż wszystkie te obrazy, pomniki i obiekty nazwane twoim imieniem bo one nie wiele mówią o tobie. Myślę, że nie czułbyś się Ojcze Święty komfortowo widząc to co zrobiono z twoją osobą na przestrzeni tych lat.
Wszystko to, co stworzyłeś ginie w otoczeniu symboliki jaką została stworzona. Kultu, który zapomina o tej fundamentalnej prawdziwe, że świętość nie polega na nieomylności i życia bez grzechu, lecz na całkowitym umiłowaniu Boga i człowieka. To jest kwintesencja świętości.
Różnie będziesz oceniany im będzie dalej od twojego odejścia. Lecz ważne dla mnie jest to, że jako dziecko kilkuletnie mogłem cię słuchać I oglądać wtedy, gdy sprawowałeś swoją posługę papieską. Jedni będą cię oskarżać o różne kwestie. Inni będą wychwalać cię pod niebiosa nie zauważając tej prawdy, którą wcześniej przedstawiłem. Ja natomiast będę pośród tych, którzy będą o tobie pamiętać do końca twych dni i będę dziękował w szczególności za słowa, które są moim mottem życiowym:
„Musicie od siebie wymagać nawet jakby inni od was nie wymagali”
Pamiętając o rocznicy jaka ma dziś miejsce chcę na koniec powiedzieć tylko jedno: Dziękuję za wszystko co dzięki twojemu wstawiennictwu zawdzięczam!
Zostaw komentarz