15 lat temu przestałem pracować. W wieku 67 lat przeszedłem na emeryturę, to znaczy przez dwa lata, po uzyskaniu uprawnień jeszcze kierowałem Zakładem Aktywnościi Zawodowej Osób Niepełnosprawnych, zajęcie w sam raz dla mnie wymarzone, bo jakbym cofnął się w czasie i powrócił do dawnego z młodzieńczych lat miejsca, bo – zakład mieścił się w szpitalu , w którym do marca 1982 roku kierowałem Pracownią Ekspresji Sztuki Psychopatologicznej i funkcji- inspiratora aktywności u ludzi ciężko przez los dotkniętych. Przez cały wcześniejszy okres z zapałem i oddaniem służyłem Najjaśniejszej R.P. Pisałem wtedy –
bywało, że wycierałem się po większych, albo i mniejszych , mniej wpływowych kanapach politycznych , ale zawsze … jak przystało na prowincjonalnego dysydenta – prawicowych . Współzakładałem w Opolskim Porozumienie Centrum , PSL-Porozumienie Ludowe , współtworzyłem AWS w regionie, budowałem struktury PIS w województwie i powiecie głubczyckim . Wyprowadzałem na ulice Opola i Warszawy , protestujących przeciwko polityce agencji własności rolnej chłopów. Wygrywałem wybory do samorządu, przegrywałem regularnie wybory do Sejmu, ale był prze dwie kadencje społecznym asystentem posła.
Byłem wójtem i przez dwie kadencje jako członek zarządu powiatu – podstarościm głubczyckim . Bywałem w tym czasie parokrotnie bezrobotnym, ale też bywało że podlegali mi ważni dyrektorzy . Kręcono o mnie filmy, opisywano w gazetach . Byłem wydawcą własnego czasopisma, prezesem kilku stowarzyszeń . Podróżowałem bez ograniczeń po Europie , zwłaszcza po Bałkanach rowerem, kajakiem , samochodem .
Byłem na wszystkich pielgrzymkach św. Jana Pawła II do Ojczyzny . W Wadowicach spotkałem się z papieżem Benedyktem XVI .
W końcu dożyłem tego, że prezydentem USA został Murzyn . A do Sejmu Polskiego wybrano Grodzką i Biedronia. A Jaruzelski przyjął Komunię Św.
Mogę więc śmiało powiedzieć ,że żyłem w ciekawych i szczęśliwych czasach . Jak we śnie!

Po opublikowaniu przed 15 laty tego wyznania, spotkałem się z taka ripostą, która miała na celu – zbudzić mnie z tego snu.
Czyste brednie gościa, który kompletnie nie pojmował, jak nim manipulowano, by w „pokojowy” sposób przedłużyć rządy komunistów., Przedstawia swoja pookrąglosołową historie jako bohaterstwo. W tamtych czasach jawna działalność była dawno zaprogramowana przez Kiszczaka jako prolog do rzekomego porozumienia. W opowieści tej przewijają się tacy „bohaterowie” jak Kuroń, który wraz z oficerem bezpieki Lesiakiem ustalali, jak postępować na wypadek dezaprobaty społeczeństwa wobec dawnych komunistów, czy J. Sanocki, który pchał się do władzy za wszelka cenę, nie bacząc na to z kim podaje sobie ręce. Nie wzruszają mnie wspomnienia tych, którzy wyprzedawali ideały „Solidarności” dla własnej korzyści i pozycji w porozumieniu z komunistami, mając za nic resztę społeczeństwa i jego wieloletnia walkę o pełną wolność i niepodległość. Hipokryzją i bezczelnością jest przedstawianie historii zdrady, zasługującej na infamię, jak barwnej batalii o wolność Ojczyzny. Wstyd mi za fałsz albo czystą głupotę ludzi pana pokroju panie Wodyński.