Dzisiaj – ponieważ w kalendarzu 16 dzień miesiąca – zgodnie z przyjętym zwyczajem chciałbym wspomnieć nauczanie papieża Jana Pawła II. Tym razem – w nawiązaniu trochę do mojego wpisu z 1 maja – coś w sprawach społecznych.

Jest to jedno z mniej znanych nagrań, upamiętniające kazanie z papieskiej pielgrzymki do Polski w 1999 r. Pielgrzymki stosunkowo rzadko dziś wspominanej, a zasługującej może na szczególną uwagę.
Nagranie pochodzi z Płocka, z 7 czerwca 1999 roku.

Podczas tamtej wizyty w ojczyźnie papież wziął „na warsztat” Dekalog. 10 Przykazań Bożych posłużyło mu jako podstawa do rozważań na tematy w tamtym czasie w Polsce szczególnie aktualne. I były to słowa nierzadko dla Polaków trudne do przyjęcia, a pielgrzymka ta wywołała nieco inne reakcje w społeczeństwie niż wcześniejsze. Wzbudziła więcej krytyki. Z nowych kierunków.

Wcześniejsze przyjazdy papieskie do Polski miały miejsce w czasach „Polski Ludowej”. Ich przesłanie było niewątpliwie związane z położeniem Polaków (jak i wszystkich narodów żyjących w krajach „ludowej demokracji”) w realiach ustrojowych upadającego komunizmu. Wszystko było jasne. Dobro i zło. Po jednej stronie reżimowa „ludowa” władza, po drugiej papież z milionami zwykłych ludzi.
System komunistyczny upadł. Nasz kraj i kraje sąsiednie odzyskały wolność. Lecz… pojawiły się nowe problemy.
„Wolność jest trudna” – mówił Papież w 1991 r. I przy każdym kolejnym przykazaniu zwraca uwagę na trudności, jakie przyniósł ów powiew zachodniej wolności. Ludziom nie zawsze się to podoba.

– Jak to? Wreszcie możemy żyć swobodnie, to nam znów papież czegoś zabrania?!
Nasz papież, który nam – między innymi – dał tę wolność!

Od trudnych tematów jednak ojciec święty nie chce uciekać. W kazaniu wygłoszonym w Płocku odnosi się do 10. przykazania. Mówi o sytuacji jednostki w nowej kapitalistycznej sytuacji ekonomicznej. Przestrzega Polaków, by nie próbowali bogacić się kosztem drugiego człowieka.

Nie znaczy to aby papież ganił jako taki ustrój wolnorynkowy czy ludzką przedsiębiorczość, która jest podstawą zdrowego społeczeństwa od wieków. Mówi: „Prawidłowo rozwijająca się gospodarka prowadzi zarówno do wzbogacania się poszczególnych ludzi, jak do ogólnego podniesienia społecznego dostatku. Wiele biedy można w ten sposób usunąć, również w wymiarze społecznym”. Jednak padają też słowa: „pieniądz, bogactwo i różne wygody tego świata przemijają, a zatem nie mogą być naszym celem ostatecznym. Osoba ludzka jest ważniejsza niż rzeczy, a dusza jest ważniejsza niż ciało, toteż nigdy i nikomu nie wolno dążyć do dóbr materialnych z pogwałceniem prawa moralnego, z pogwałceniem praw drugiego człowieka”.
Wtedy i nie tylko wtedy papież mówił w duchu – stanowiącej zawsze istotną dla niego płaszczyznę nauczania – społecznej nauki Kościoła.

Dziś, nawet w innych czasach, gdy troski materialne Polaków okresu transformacji ustrojowej są już (miejmy nadzieję) historią, słowa papieża nie straciły na aktualności. Świat się zmienił, ale są to nauki ponadczasowe. A w pewnym zakresie są dziś nawet bardziej aktualne niż były wtedy. Bo czyż przede wszystkim w naszym dzisiejszym świecie – wprost przepełnionym coraz bardziej szaleńczym konsumpcjonizmem – nie zasługują na szczególną uwagę słowa ostrzeżenia przed sytuacją, w której chęć posiadania i bogacenia się zajmuje szczyt naszej hierarchii wartości?

Papież ostrzega: „Pożądanie rzeczy opanowuje tak serce ludzkie, że nie ma w nim już niejako miejsca na dobra wyższe, duchowe. Człowiek staje się poniekąd niewolnikiem posiadania i używania, nie bacząc nawet na własną godność, nie bacząc na bliźniego, na dobro społeczeństwa…”

A w innym miejscu jeszcze zauważa: „Ta sprawa bardzo ciąży nad dziedziną światowej ekonomii”.

Czyż nie jest to wszystko wciąż prawdą naszego współczesnego świata? Czyż nie trafne to słowa?

Fot. Krzysztof Sitko / Pressmania.pl