Gdy latem ub. roku na lipcowym szczycie Rady Europejskiej dotyczącym unijnego budżetu na lata 2021-2027 pojawił się zapis dotyczący powiązania go z kwestiami praworządności Zbigniew Ziobro, był głównym zwolennikiem zastosowania przez Polskę weta.

Takie działanie miało uzasadnienie, bowiem byłoby sprzeciwem wobec likwidacji naszej suwerenność i miało podstawy prawne ponieważ dwa lata wcześniej służby prawne Rady UE orzekły, iż powiązanie budżetu z praworządnością jest bezprawne gdyż łamie zapisy traktatowe.

Premier M. Morawiecki zignorował stanowisko min. Ziobry i zgodził się na kompromis, by do zasady warunkowości została dołączona deklaracja interpretacyjna w formie konkluzji ze szczytu.

Lider Solidarnej Pol­ski stwierdził: „decyzja o przyjęciu rozporządzenia w pakiecie budżetowym bez prawnie wiążących zabezpieczeń jest błędem”.

Europoseł R. Legutko – moje zaufanie do instytucji europejskich jest zerowe. Nie ma czegoś takiego jak dżentelmeńska umowa z nimi. Nie wiadomo z kim miałaby być zawarta ta umowa, grają faul od wielu lat nie wiem dlaczego teraz miałoby być inaczej.

Podczas zatwierdzania przez Parlament Europejski unijnego budżetu na lata 2021-2027 ugrupowania PE niezadowolone z konkluzji szczytu przygotowały projekt krytycznej rezolucji, w której stwierdzili, że „treść konkluzji Rady Europejskiej dotyczących rozporządzenia w sprawie ogólnego systemu warunkowości w celu ochrony budżetu Unii jest zbyteczna”.

Zdaniem autorów projektu rezolucji, zgodnie z unijnym traktatem „Rada Europejska nie pełni funkcji prawodawczej” oraz, że w związku z tym „żadnej deklaracji politycznej Rady Europejskiej nie można uznać za interpretację prawodawstwa, ponieważ wykładnia prawa leży w gestii Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości”.

Premier Mateusz Morawiecki po powrocie ze szczytu przy każdej okazji chwalił się, że Polska jest jednym z jego największych beneficjentów, bowiem wynegocjował dla Polski 750 mld zł.

Na Twitterze pojawiło się mnóstwo wpisów odnoszących się do tego „sukcesu”:

Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej – Zakończony szczyt Rady Europejskiej to ogromny sukces negocjacyjny polskiego rządu i premiera Mateusza Morawieckiego. Wywalczyliśmy największe w historii Unii Europejskiej środki dla Polski. Ponad 750 mld zł to potężny zastrzyk finansowy i impuls rozwojowy dla Polski. Otwieramy nowy rozdział członkostwa w UE” – podkreśla 

M. Horała – Wielki sukces Polski osiągnięty przez Morawieckiego

Łukasz Schreiber – Wielkie fundusze na rozwój i brak zależności przyznawania środków od tzw. „praworządności” Ten szczyt to nie tylko sukces PL w postaci tego, że jesteśmy największym beneficjentem środków, ale też potwierdzenie, iż premier Morawiecki, to dziś jeden z najważniejszych liderów w UE

Dominik Tarczyński – 300 mld to dla PO był szczyt możliwości. My pomimo braku potężnej składki z Wielkiej Brytanii oraz skutków pandemii wynegocjowaliśmy 750 mld! Można? Można!

Patryk Osowski – Platforma przez lata podkreślała, że na 7-letni okres wynegocjowała dla Polski 440 mld zł. Chwalił się tym Donald Tusk, a PO drukowała ulotki i kręciła na ten temat spoty. Premier Morawiecki na taki sam okres wynegocjował dziś 700 mld zł. KURTYNA

R. Czarnecki – Przykładem sukces w postaci uzyskania największych środków finansowych z UE w historii Polski. („Rok wielkich zmian”, GPc”, 04.03.2021),

Jeszcze nie otrzymaliśmy jednego euro, a w prawicowych mediach i publicznych środkach przekazu dziennikarze nieustannie pieją z zachwytu jak te pieniądze wpłyną na odbudowę naszej gospodarki.

J. Lichocka, „Chodzi o ogromne sumy na inwestycje i rozwój regionów – na konkretne re­formy, programy i inwestycje, jak rozbudowa sieci drogowej i kolejowej, zwiększenie innowacyjności przedsiębiorstw czy inwestycje w służbę zdro­wia. Dziesiątki miliardów zło­tych będą musiały być wyko­rzystane do 2026 r”, („Moment przełomu”, „GPc”, 04.03.2021)

Wicepremier J. Gowin – środki z Krajowego Programu Odbudowy (KPO) to ogromy walor, i zostaną przeznaczone na reformy. Wskazał sześć podstawowych obszarów tych reform, które mają podnieść konkurencyjność i odporność polskiej gospodarki.

Nikt nam zwykłym Polakom nie wytłumaczył, dlaczego Polska musiała stać się żyrantem unijnego długu związanego z Funduszem Odbudowy, a nie starała się samodzielnie zaciągnąć zobowiązania na odbudowę kraju po pandemii?

Skoro 37 procent pieniędzy z Funduszu powinno zostać przeznaczonych na ochronę klimatu, 20 procent – na cyfryzację, a reszta – na zreformowanie systemu opieki społecznej lub publiczny system ochrony zdrowia, to jaki jest sens uczestniczenia w przedsięwzięciu w którym inni (Niemcy) będą decydowali na co możemy a na co nie możemy wydawać pożyczone pieniądze?

Do końca kwietnia mamy czas by po konsultacjach sporządzić plan odbudowy który ma trafić do Komisji Eu­ropejskiej. Będzie ona mia­ła dwa miesiące na jego ocenę i decyzję o udzieleniu wspar­cia finansowego.

Jakim trzeba być naiwniakiem, by wierzyć, że wsparcie finansowe otrzymają te programy które podniosą konkurencyjność i odporność polskiej gospodarki w stosunku do starej Unii.

Zapewne wiele osób pamięta jak premier odpowiadając na pytanie – Czy nas nie oszukają? stwierdził – Komisja Europejska jest zobowiązana do realizacji konkluzji Rady Europejskiej. Zakreśliliśmy – wszyscy szefowie rządów i szefowa Komisji Europejskiej – ścisłe granice działania Komisji, która już je oficjalnie potwierdziła. To jednoznaczne, obowiązujące wytyczne, twarde ramy, którym Komisja – niezależnie od swoich sympatii wobec tego czy innego kraju – musi się podporządkować.

Parlament Europejski nie czekając aż fundusz odbudowy zostanie zatwierdzony przez polski Sejm, przedstawił projekt rezolucji, zgodnie z którą cała UE  ma być „Strefą Wolności LGBTIQ”. Znalazł się w niej apel do Komisji Europejskiej, by użyła „wszelkich dostępnych jej środków”, by zapewnić „przestrzeganie zakazu dyskryminacji”.

Dyskryminacją w rozumieniu unijnym jest nierówne traktowanie w związku z prawdziwą bądź domniemaną orientacją seksualną.
W polskim społeczeństwie nie ma zgody na małżeństwa jednopłciowe i adopcję przez nich dzieci, a art. 18. Konstytucji RP stanowi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Możemy się spodziewać, że dopóki nie złamią nam kręgosłupa moralnego opartego na wartościach chrześcijańskich zablokowany zostanie fundusz odbudowy.

Ponieważ na arenie krajowej i międzynarodowej premier Morawiecki przeliczył się rezygnując z groźby weta, nikt nie traktuje poważnie jego słów, że „weto było świadomie użytym twardym środkiem negocjacyjnym. I nadal to prawo utrzymujemy, bo fundusz odbudowy musi zatwierdzić polski Sejm”, możemy się spodziewać w jego wykonaniu karkołomnych łamańców, by z jednej strony nie zniechęcić do siebie wyborców, a z drugiej podporządkować się rezolucji i nie stracić środków na fundusz odbudowy.

Premier Morawiecki musi zdawać sobie sprawę, że jest to preludium tego, co Go czeka w najbliższym czasie. Ością w gardle stoją Unii (Niemcom) nasze plany budowy Centralnego Parku Komunikacyjnego, gazociągu Baltic Pipe, elektrowni atomowych, tworzenie silnej konkurencyjnej gospodarki i silnej armii.

Czas pokazał, że to min. Zbigniew Ziobro miał rację. Trzeba było w lipcu zawetować budżet. Dziś i w przyszłości nie byłoby tych problemów bowiem bojąc się polskiego weta Unia Europejska przed podjęciem kontrowersyjnych decyzji brałaby pod uwagę stanowisko polskiego rządu.

Foto : biblioteka mediów