Największym wygranym wojny w Iranie zdaje się być na ten moment Ali Chamenei, który zamiast umierać ze starości, przykuty do łóżka, w wieku blisko 87 lat został męczennikiem, a do tego jego następcą został jego syn, a przy tym sukcesja przebiegała w sposób płynny, co wcale nie było takie oczywiste, gdyby nie ta wojna. Gdyby nie ona, byłoby bowiem wielce prawdopodobne, że po śmierci Najwyższego Przywódcy jego dotychczasowi współpracownicy skoczyliby sobie do gardeł, jak się to często dzieje w reżimach autorytarnych. Jeśli Mojtaba Chamenei przeżyje i utrzyma się przy władzy, jeszcze bardziej dokręci śrubę i będzie to jedyny realny skutek całej tej awantury. Oczywiście, wiele jeszcze może się zdarzyć, ale…
Sytuacja, jaka obecnie ma miejsce, jest też korzystna dla Izraela, który pokazał się jako jedyny sojusznik USA gotowy pójść z Amerykanami na wojnę. Wbrew propagandowym wrzaskom, Iran nie stanowił i nie stanowi egzystencjalnego zagrożenia dla Izraela, podobnie Izrael nie stanowił i nie stanowi egzystencjalnego zagrożenia dla Iranu – jedni i drudzy mogą boleśnie ukąsić, ale nie są w stanie zadać śmiertelnego ciosu. Natomiast utrzymywanie społeczeństwa w stanie permanentnego zagrożenia jest korzystne dla sprawujących władzę w takich krajach jak Iran czy Izrael. Tak więc Iran i Izrael są sobie bardzo potrzebni.
Wielkim przegranym jest natomiast na ten moment Donald Trump, który prawdopodobnie ostatecznie pogrzebał szanse Republikanów na wygraną w listopadowych wyborach do Kongresu. Gdyby zaatakował pod koniec pierwszej dekady stycznia, gdy ulicami irańskich miast krew zabitych demonstrantów płynęła strumieniami, a do tego uczynił to bez udziału wojsk izraelskich, przez wielu byłby postrzegany jako ten, któremu leży na sercu los zwykłych Irańczyków.
Ale podjął działania w najgorszym możliwym momencie, a przy tym doprowadził do tego, iż cała ta awantura jest postrzegana jako prowadzona w interesie Netanjahu, który dzięki temu chce uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w Strefie Gazy, ale też by odwrócić uwagę od sprawy Epsteina. Jeśli nawet uda mu się doprowadzić do upadku reżimu irańskiego, to nie zatrze już to tego fatalnego wrażenia. Jeśli tak się stanie, w Iranie zapanuje chaos, a Trump będzie postrzegany nie jako wyzwoliciel uciskanych Irańczyków, ale destabilizator, który do tego chaosu doprowadził.
Tak więc Mojtaba Chamenei jeszcze ostatecznie nie wygrał, ale Donald Trump już przegrał…
Autor: Wojciech Kempa
Polski historyk, dziennikarz. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem licznych publikacji historycznych, w tym pięciotomowego opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej”, a także prac: „Co przed Mieszkiem?”, „Na przedpolu Warszawy” czy „Śląscy Czwartacy”. Był kierownikiem produkcji cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”.
Zostaw komentarz