Czyli ludowa przyśpiewka o prezydencie w gumofilcach.
Była w Polskim Radiu taka audycja etnograficzna „Z Kolbergiem po kraju”. Marszałek Hołownia zaś obiecał w Gdańsku, że jak zostanie prezydentem to będzie raz w miesiącu odwiedzał najmniejsze polskie pipidówy, ale nie by śpiewać ludowe przyśpiewki lecz wsłuchiwać się co w gminach piszczy. Ludzki pan, nieprawdaż?
Genius loci Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku podział też na Hołownię, który podczas inauguracji swej prekampanii zapytał zebranych czy chcą prezydenta pół Polski, a takim miałby być Trzaskowski lub Nawrocki jeśli wygrają?
Tak hamletyzując sam sobie odpowiedział, że nie.
On zaś, jeśli mu laury na głowie położą, będzie całym prezydentem tzn. wszystkich Polaków. Bo – dodał – Polska jest podzielona na dwa zwaśnione plemiona, które co jakiś czas wydzierają sobie władzę dzielą społeczeństwo.
Zapewnił, że on taki nie będzie. Salonowy, warszawski, partyjny i kawiorowy. Ino, przaśny, gminny, w gumiakach jak sołtys będzie odwiedzał polskie pipidówy by wsłuchiwać się w głos ludu, co na tron go wyniósł.
I by dogodzić też Ślązakom, ministra swego ześle do Katowic by był tam jego majestatu przedstawicielem.
By fedrował wraz z górnikami na przodku w kopalni, a po robocie szedł z nimi na halbę piwa.
Zagranicznych zaś gości w Pałacu prezydenckim nie będzie podejmował wymyślnymi frykasami tylko roladą z modro kapustą i kluskami.
A teraz na poważnie choć to trudne zadania bo bajdurzenia Hołowni w mieście Neptuna bardziej przypomniały skecze z programów satyrycznych jak mowę męża stanu.
Najważniejsze, Hołownia nie powiedział zebranym, że prezydent bez wsparcia parlamentu będzie prezydentem malowanym.
Jeśli nie będzie miał poparcia większości sejmowej to jego inicjatywy legislacyjne będą warte tyle ile papier, na których je zapisano. Będzie mógł, co najwyżej, palcem w bucie sobie pogmerać.
Że żadna z obietnic, które złożył i złoży, nie będzie mogła być spełniona. Bo – konstytucyjnie- urząd prezydenta jest częścią władzy wykonawczej. Wraz z rządem. I bez aprobaty władzy ustawodawczej mogą sobie obiecywać gruszki na wierzbie.
Tak czy owak, wystąpienie Hołowni w Gdańsku było najlepszym kabaretem jaki dotąd obejrzałem.
Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz