Zastanawiam się, co stało się z USA przez ostatnie 20 lat.
Już wcześniej musiały kruszeć fundamenty tego kraju, ale zapewne przez ostatnie 20 lat ten budynek zaczął się chwiać.

O ile Europę pozamiatają i zniszczą takie sprawy jak: demografia czyli gigantyczna roszczeniowa geriatria i mało młodych chętnych do ciężkiej pracy „białych” europejczyków, utrata fundamentu chrześcijańskiego, który ten cały burdel może utrzymać jeszcze w porządku i bezkonfliktowo oraz napływ ogromnych mas ludzi, którzy statystycznie nie nadają się do żadnego wyścigu z Azją (ich kultura, umiejętności, … będą ciężarem a nie żadnym pozytywnym czynnikiem dla reszty).

USA? To jest dla mnie zagadka.
Ten kraj ma tylko jednego boga (celowo z małej) i jest nim dolar.
Wraz z jego słabością a może i upadkiem, USA nie znaczy nic.
Wojsku trzeba płacić a słaba waluta i brak możliwości zakupu za nią materiałów do produkcji samolotów, amunicji, … osłabi też „tę” wielką armię.
USA budowane było od zakońćzenia II wojny światowej na przekonaniu, że zawsze będą najlepsi, najwięksi na świecie.
Każde imperium w którym brak pokory zaczyna gnić od wewnątrz a kupy się trzyma tylko dlatego, że reszta świata nie ma na razie alternatywy na coś innego. Nie miało, bo właśnie się to zmienia i w USA to czują już.

Dolar to bóg bez którego to społeczeństwo rzuci się sobie wzajemnie do gardła.
Wartości wspólne w USA? To fikcja i medialne kłamstwo wciskane ludziom.

To przykre.
Sam robiłem „wszystko” w 2005 roku aby dostać się legalnie, pracować i zostać na zawsze w USA.
Jestem przekonany, że z tą energią i zapałem jaki wówczas miałem szybko poukładałbym sobe dobrze tam życie.

Zachód się kończy wraz z przyspieszoną chorobą jaka dotyka USA.

Nie wierzę, że nie skończy się to wojną światową. Składa się na nią coraz więcej czynników (aby miała miejsce).

Autor: Diario