Wśród wielu braków brakuje nam także aktualnej analizy naszej sytuacji politycznej lub raczej geopolitycznej, aby określić nasze miejsce w świecie. To znaczy mamy analityków takich jak nasze państwo. Dlatego nasze wyobrażenia polityczne wciąż są uwięzione w teoriach sprzed 100 lat. Mamy więc piłsudczyków i narodowców, którzy w formie rekonstrukcji historycznej odtwarzają we współczesnych realiach spory między Piłsudskim i Dmowskim.
Piłsudczycy są oczywiście federalistami, czyli zwolennikami integracji z Ukrainą i budowy Międzymorza przeciwko Rosji. Natomiast narodowcy bardziej obawiają się Niemców niż Rosji, a w koncepcji federacyjnej dopatrują się groźby kupczenia polskim interesem narodowym.
Dla mnie ten sposób myślenia, i jeden, i drugi, jest śmieszny. Ale nie mamy niczego innego.
Niby jest jeszcze myśl „Kultury” paryskiej z wizją wspólnoty ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś) oraz przekonaniem, że musimy wybierać pomiędzy zależnością od Stanów Zjednoczonych lub Związkiem Sowieckim, czyli Rosją. Ale jest to tylko wariacja na bazie koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego, którą stworzono w realiach zimnej wojny! Od tego czasu świat się zmienił. Czyli to jest tak, jakby po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku za główną myśl strategiczną wolnej Polski uznano koncepcję trójlojalizmu wobec trzech zaborców.
Ale poważnie. Stwierdzenie, że świat się zmienia, nie jest żadną geopolityczną analizą. Bo świat się zmieniał zawsze. Przedmiotem analizy powinny być przede wszystkim mechanizmy, a nie mielenie faktów.
Prześledźmy to na przykładzie. W pierwszej połowie średniowiecza europejskie państwa były samowystarczalne. Handel międzynarodowy miał bardzo ograniczone znaczenie. Pozycja polityczna państw wynikała więc z ich własnych zasobów – ziemi uprawnej i ludzi. Dlatego celem rywalizacji politycznej było powiększenie terytorium, a mocarstwami były największe państwa.
Później były wyprawy krzyżowe. Pobocznym skutkiem stało się nawiązanie relacji handlowych z Bliskim Wschodem. Wzrosło znaczenie handlu międzynarodowego. Celem rywalizacji politycznej stała się kontrola nad wodnymi szlakami handlowymi. Wojny o terytorium stały się drugorzędne, a najważniejsze stały się porty i cieśniny.
Wzrost znaczenia handlu to ówczesny motor zmian. Dlatego rosło znaczenie Wenecji, miast niemieckich nad Bałtykiem, a Polska walczyła zajadle z Zakonem Krzyżackim o Gdańsk. Dopiero rozumiejąc ten mechanizm, można było analizować sytuację polityczną ówczesnego świata, gdyż wielkość nie definiowała już mocarstw.
Albo dlaczego Polska osłabła w XVIII w. Samo stwierdzenie tego faktu nie jest analizą polityczną. Tak samo jak uproszczona mądrość, że był to efekt strat poniesionych w wyniku wojen w XVII wieku i niezbyt mądrych władców. Patrząc na naszą historię do dzisiaj – rządy głupków są w Polsce nazbyt stabilne, aby można je uznać za motor zmian.
Zapewne wszystko zaczęło się od merkantylizmu na Zachodzie Europy. Stosując protekcjonizm celny, tamtejsze państwa zaczęły ochraniać własnych producentów przed zagraniczną konkurencją. A przecież gospodarka Rzeczypospolitej i Europy Wschodniej opierała się na eksporcie produktów rolnych na Zachód. Oczywiście bariery celne można było ominąć. Konieczne było jednak obniżenie kosztów produkcji, aby nawet po doliczeniu ceł żywność ze Wschodu nadal była tańsza od żywności produkowanej w państwach zachodnich. Eufemizm „obniżanie kosztów produkcji” oznacza jednak budowanie gospodarki na nędzy społeczeństwa.
Taki model gospodarczy wymagał silnej władzy, aby przełamać opór społeczny. Rzeczypospolita nie miała silnej władzy. Natomiast silną władzę miała Rosja. Ten mechanizm zmian wyjaśnia, dlaczego Europa Wschodnia została uzależniona od Zachodu oraz dlaczego wzrosła potęga Rosja.
Dokonując więc analizy politycznej, nie wystarczy stwierdzić, że świat się zmienia i tworzyć na tej podstawie bezpodstawne fantazje polityczne, w stylu Janka Muzykanta, któremu w duszy coś grało. Analiza polityczna powinna polegać na zdefiniowaniu mechanizmów, które powodują zmiany. Na ich podstawie można też spróbować odpowiedzieć, co będzie dalej.
Niestety w naszej myśli politycznej tak się nie myśli. Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, ja chciałem się dowiedzieć – „po co” ona to zrobiła? Jaki jest teraz mechanizm zmian na świecie? Czy rzeczywiście wróciliśmy do wczesnego średniowiecza, gdy celem konfliktów była ziemia i ludzie? Naprawdę? A może chodzi o surowce? Porty? Szlaki handlowe?
Nie otrzymałem jednak żadnej odpowiedzi. W dyskursie o wojnie dominowały opinie, że Rosja taka jest i dąży do odbudowy Związku Radzieckiego, a Putin jest szalony. To intelektualna kapitulacja polskiej myśli politycznej. Gorzej, bo to mi wygląda na świadome ograniczanie naszych horyzontów, jakbyśmy byli rybkami w akwarium.
W konsekwencji najwybitniejsze nasze analizy polityczne opierają się na mieleniu faktów takich jak wzrost znaczenia Chin. No super. Ale z czego to wynika i jaki mechanizm je napędza? Nie, tego nikt nie wyjaśnia. To jest więc jak czytanie książki bez zrozumienia. Znamy treść, ale jej nie rozumiemy. Dlatego jedni nadal wierzą w Stany Zjednoczone jak w Matkę Boską Częstochowską, a inni na zasadzie jasnowidzenia przepowiadają sukces Chin. I jeszcze do tego szalony Putin pragnie odbudować Związek Radziecki, aby przywrócić czasy swojej młodości.
I tyle w sprawie naszego rozumienia świata.
Zostaw komentarz