Więc w Rosji mobilizacja rezerwistów. Szojgu mówi o 300 tys. osób, nazywając tę liczbę „1% potencjału mobilizacyjnego kraju”. Cóż, skoro 300 tys. to 1%, to 100% oznacza 30 milionów, a zatem minister Szojgu za „podstawę mobilizacyjną” uważa po prostu wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni w Rosji, i to nawet jednonogich.
Chociaż Rosjanie wprowadzili srogie kary za uchylanie się od służby wojskowej, mobilizacja tych 300 tys. z pewnością nie będzie łatwa, gdyż mieszkańcy Federacji Rosyjskiej już wiedzą, że wojna na Ukrainie, to nie przelewki i że bardzo łatwo wrócić stamtąd w urnie. Ogłoszenie mobilizacji świadczy wręcz, że Rosja wyczerpała możliwości rekrutacji opartej na zachęcie materialnej, czyli nawet tam, gdzie rekrut otrzymuje pieniądze za służbę, brakuje do niej chętnych. Z tego powodu wynikają przypominające zasadę działania niesławnych oddziałów Oskara Dirlewangera rekrutacje do Grupy Wagnera prowadzone w rosyjskich więzieniach. Jewgienij Prigożin był w stanie zwerbować tak nieco ponad 5000 osób najgorszego autoramentu.
Tak czy inaczej – rekrutacja ta z pewnością doprowadzi do kolejnej rosyjskiej ofensywy prowadzonej na kilku frontach, co oznaczać będzie ogromną presję na oddziały ukraińskie. Mam nadzieję, że kraje Zachodu nie ugną się przed groźbami Rosji i wzmogą dostawy broni na Ukrainę. Zauważam, że od 1 października wchodzi w życie ustawa „Land Lease” w Stanach Zjednoczonych, która uwalnia prezydenta Bidena od konieczności uzyskiwania zgody Kongresu na te dostawy. Rekrutacja w Rosji wydaje się w znacznej mierze próbą odpowiedzi na to wyzwanie.
Tak czy inaczej – od października wojna na Ukrainie wchodzi w nową fazę, stając się już dla obu krajów konfliktem typu „być albo nie być”.
Oznacza to, że władze rosyjskie uznały, że nie mogą sobie pozwolić na porażkę i są gotowe do eskalacji. Co będzie to oznaczać w praktyce – wkrótce się dowiemy, ale dla Ukrainy, Polski i Zachodu oznacza to, że do końca tej wojny jeszcze daleko a jej intensywność może znacząco wzrosnąć, obejmując ostrzałem rakietowym i bombardowaniami obszary dotychczas przez Rosję jeszcze nieatakowane.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz