Sędzia Komarzewska – oprawca z miłym uśmiechem.

O sprawie Ciełuszeckiego od dłuższego czasu zrobiło się cicho. Niektórym może się wydawać, że wszystko jest już w porządku. Mirkowi nie grozi więzienie. Został uniewinniony od prawie wszystkich zarzutów, oprócz jednego, za co dostał karę w zawieszeniu. Można powiedzieć, że ponad dwudziestoletnie „grillowanie” Mirosława Ciełuszeckiego się skończyło. Czy jednak wszystko jest w porządku? Nic nie jest w porządku! Żaden sędzia ani prokurator nie został ukarany za przestępstwa sądowe, związane ze sprawą Mirka. Mirek nie otrzymał odszkodowania za zniszczenie firmy ani zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Skazanie za jeden z zarzucanych czynów na karę w zawieszeniu, jest swoistym „listkiem figowym” dla białostockiego „wymiaru sprawiedliwości” bo Mirek pozostaje skazanym a w dodatku nie może złożyć kasacji.
Skończyło się co prawda to, co nazwaliśmy „grillowaniem” ale po dwudziestu latach zaczęło się coś w rodzaju drobnego chłostania Mirka. Mirek musi płacić za „zabezpieczenie serwera i komputera”, choć wszyscy interesujący się tą sprawą, wiedzą, że komputer i serwer zaginęły w czasie śledztwa.
Mirek postanowił więc, jak gdyby nigdy nic, zwrócić się do Sądu Okręgowego w Białymstoku o zwrot dowodów rzeczowych, w tym komputera i serwera. Na posiedzenie pojechałem razem z Mirkiem. Na salę weszła sędzia – starsza pani z bardzo miłym uśmiechem. Mirek szepnął do mnie „to sędzia Izabela Komarzewska, która mnie skazała a potem nie chciała dać odroczenia więzienia, chociaż byłem ciężko chory. A wtedy prezentowała się jako niezła laska jeszcze…”

Sędzia przykryła twarz oprawcy całkiem miłą, wręcz empatycznie wyglądającą maską. Starała się być bardzo miła. Moja Babcia powiedziałaby o niej pewnie z kresową ironią „taka dobra aż się kładzie”. Z miłym uśmieszkiem powiedziała „ponieważ postępowanie się zakończyło, sąd nie ma nic przeciwko zwrotowi dowodów”. Jednak w postanowieniu o zwrocie dowodów, nawet słowem nie wspomniała o komputerze i serwerze. Wytknął jej to sąd apelacyjny, uchylając postanowienie i zwracając sprawę do ponownego rozpatrzenia. Co będzie dalej – zobaczymy.

Sędzia Komarzewska kilkakrotnie pojawiała się w tej sprawie na różnych etapach postępowania. Mirka prześladowała jeszcze wcześniej, wysyłając mu nakazy zapłaty z tytułu grzywny w postępowaniu karno-skarbowym jako prezes Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim. Później sądziła Mirka w sprawie karnej przed Sądem Okręgowym w Białymstoku za kilkanaście zarzutów, ogółem sprowadzających się do działania na szkodę własnej spółki. Jakoś nie zauważyła sprzeczności z wyrokiem karno-skarbowym, stwierdzającym ukrycie faktycznego zysku i skazała go za działania, które miały przynieść straty. Przez pewien czas w obiegu prawnym były więc dwa sprzeczne prawomocne wyroki. Ale kto w podlaskich sądach by się tym przejmował!
Ale to nie wszystko, co można zarzucić Izabeli Komarzewskiej. To ona przeszła do porządku dziennego nad tym, że zaginęły dowody na rzeczowe w postaci serwera i komputera. Nie przeszkadzało jej też to, że Janusz Maksymiuk, występujący w sprawie jako „biegły”, okazał się być wcześniej skreślony z listy biegłych. Przyczyniła się też w znacznym stopniu do przewlekłości tego postępowania, trwającego ponad dwadzieścia lat i tak naprawdę, jeszcze nie zakończonego.