Szpital Południowy nie spadł z nieba. Młody aparatczyk, stary układ. 28 lat. Lekarz. Zarobki liczone w milionach. Salonik VIP. Młodzieżówka Platformy. Radny Koalicji Obywatelskiej.
Dla wielu to szok. Dla mnie nie.
Bo to nie jest historia jednego człowieka. To jest historia systemu, który od trzydziestu lat produkuje takie kariery jak taśma produkcyjna. Jedni widzą błyskotliwy sukces. Inni widzą znajomy schemat: odpowiednie legitymacje, odpowiednie znajomości i odpowiednie drzwi, które zawsze otwierają się przed właściwymi ludźmi.
Klub studencki jako szkoła III RP
Pamiętam PRL. Pamiętam środowiska studenckie, które oficjalnie miały integrować młodzież, a nieoficjalnie były laboratoriami układów, kombinowania i załatwiania spraw poza kolejką.
Tam uczono nie przedsiębiorczości, lecz sztuki poruszania się między przepisami. Nie tworzenia wartości, lecz budowania wpływów. Nie konkurencji, lecz selekcji swoich.
Po 1989 roku zmieniły się szyldy, ale ludzie zostali ci sami. Z tych środowisk wyrastały później kadry III RP, postkomunistycznej lewicy, a następnie liberalnych elit Platformy. Zmieniał się język, zmieniały hasła, lecz mechanizm pozostawał zadziwiająco podobny.
Państwo jako łup
W normalnym państwie polityka ma służyć obywatelom.
W państwie układów polityka staje się inwestycją. Najpierw młodzieżówka. Potem stanowisko. Następnie rada nadzorcza, spółka, fundacja, kontrakt, rekomendacja. Wszystko zgodnie z procedurami, a jednak w sposób, który zwykłemu człowiekowi pozostaje całkowicie niedostępny.
I dlatego tak wielu Polaków nie wierzy już w opowieści o równych szansach. Widzą bowiem, że dla jednych istnieją schody, a dla innych winda.
Szpital Południowy jako symbol
Szpital Południowy nie jest przypadkiem.
To symbol sposobu myślenia, który przez lata dominował w części elit samorządowych i politycznych. Gigantyczne wydatki, spektakularne wpadki, rozmyta odpowiedzialność i niekończące się tłumaczenia.
Kiedy zawodzi system, zawsze słyszymy o błędach proceduralnych. Nigdy o kulturze politycznej, która takie błędy produkuje seryjnie.
A przecież problemem nie jest jedna decyzja. Problemem jest środowisko, które od lat nagradza lojalność bardziej niż kompetencje, a przynależność bardziej niż wyniki.
Republika kolesiów
Największym osiągnięciem III RP nie była modernizacja kraju. Największym osiągnięciem elit było stworzenie republiki wzajemnych rekomendacji. Państwa, w którym nazwiska krążą między gabinetami, spółkami, urzędami i samorządami, podczas gdy zwykły obywatel ma uwierzyć, że wszystko jest wyłącznie efektem talentu i ciężkiej pracy.
Polacy nie są głupi. Widzą różnicę między sukcesem a sukcesem z protekcją.
I właśnie dlatego kolejne takie historie budzą nie zazdrość, lecz irytację.
Bo coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku, że problemem nie jest jeden młody milioner z politycznym zapleczem.
Problemem jest system, który takich ludzi produkuje.
Zostaw komentarz