Miałem zaszczyt i przyjemność wiele razy z nim rozmawiać – w Polsacie w Prawym do Lewego, potem w podcastach w Storytel, a ostatnio w Onecie w Raporcie Międzynarodowym. Wiele się od niego przy okazji każdej z tych rozmów nauczyłem. Nieraz pisząc artykuły dzwoniłem do generała, żeby się poradzić w sprawach obronności. Za każdym razem służył mi swoją bezinteresowną pomocą.

Kilka razy spotkaliśmy się też prywatnie. W pewnym momencie mieliśmy nawet wspólne plany z których co prawda nic nie wyszło, ale które nas chyba jakoś zbliżyły. Może również dlatego, że czułem, że generał jest autentycznym i szczerym, a przy tym jeszcze i dobrym człowiekiem.

Przede wszystkim jednak generał Skrzypczak był człowiekiem mądrym i kompetentnym – prawdziwym, szczerze przejętym bezpieczeństwem Polski, patriotą. Co istotne, zawsze unikał sensacyjnego tonu i niepotrzebnego, przesadnego straszenia. Był też, co bardzo zawsze ceniłem, zwolennikiem pracy organicznej. Państwowcem i pozytywistą.

Pamiętam jak bodaj w 2014 roku W. Skrzypczak tłumaczył mi, że czołgi mogą powalić pojedyncze drzewo, ale nie mogą przejechać przez las i dlatego należy sadzić we wschodniej Polsce właśnie lasy, które spowodują, że ew. agresor pojedzie wybranymi przez nas, a nie przez siebie, trasami. Jak mówił las, który zatrzymałby Rosjan musi rosnąć mniej więcej, o ile dobrze pamiętam, 15 – 20 lat. Gdybyśmy go posłuchali, te lasy byłby już prawie gotowe.

Waldemar Skrzypczak umiał też wznieść się ponad polsko- polską zimną wojnę domową. Miał też bardzo dziś rzadką cechę, że choć miał wiele powodów, niechętnie mówił o ludziach źle. Myślę, że dobrze zasłużył się Polsce. Nie mam tylko przekonania, że Polska należycie go doceniła. Myślę, że choć starał się to ukrywać, w głębi go to bolało.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).