Komunizm nie powstał bez przyczyny jako dzieło szatana. Był odpowiedzią na błędy kapitalizmu i liberalizmu. Oczywiście nie był dobrym rozwiązaniem i okazał się gorszy od przyczyny, ale nie jest też tak, że był całkowicie pozbawiony wartości i uroku.
My w Europie Wschodniej, którzy postrzegamy komunizm jako narzędzie rosyjskiego imperializmu, nie potrafimy tego zrozumieć. Jednak nawet dla mieszkańców Europy Zachodniej był on pociągający. Właśnie dlatego świat zachodni zaczął się zmieniać. Złagodzono najbardziej brutalną wersję kapitalizmu, pojawiła się idea państwa opiekuńczego. Nie był to jednak właściwy kierunek rozwoju cywilizacji zachodniej, lecz raczej zapora przed komunizmem.
To zaczęło działać. W ten sposób powstał mit Zachodu, zrodzony w dobie siermiężnego komunizmu, jako miejsca, gdzie każdy uczciwy człowiek żyje w dobrobycie, ma domek i samochód. Gdy zorientowano się, jak atrakcyjna jest ta wizja dla biednych i komunistycznych regionów świata, postanowiono przekształcić ją w broń z pomocą soft power.
Z pomocą filmów, muzyki i kolorowych czasopism Amerykanie zaczęli bombardować świat wizją swojego dobrobytu, do której dołączyli elementy destrukcyjne: promocję rozwiązłości, rozpasanie, „róbta co chceta”, zwalczanie religii oraz negowanie tradycyjnych wartości. Robiono to tak, jakby rozwiązłość i brak wiary wynikały wprost z dobrobytu — albo odwrotnie, jakby dobrobyt z nich wynikał.
Okazało się to skuteczniejsze i bardziej niszczycielskie niż bombardowanie napalmem. Soft power nie jest jednak bronią precyzyjną. Uderzyła nie tylko we wrogów, lecz także w sojuszników, a ostatecznie w samą Amerykę. Jak promieniowanie jądrowe, nad którym nie można zapanować. Ale w przypadku soft power nie przewidziano tego wcześniej i nie powstrzymano się przed bezmyślnym stosowaniem.
Najgorsze jest to, że w sojuszników uderzyło mocniej niż we wrogów. Sojusznicy nie stworzyli żadnego systemu obronnego przed niszczycielską siłą amerykańskiej propagandy. Wrogowie natomiast mogli się bronić, choćby ograniczając dostęp do amerykańskich filmów i muzyki. Właśnie dlatego państwa takie jak Chiny, Korea Pn., Wietnam, Afganistan czy Iran zyskały dziś zupełnie inne perspektywy rozwojowe.
Można o nich opowiadać niestworzone rzeczy, ale gołym okiem widać, że nie upadają. Gdyby upadały, nie stanowiłyby zagrożenia dla świata zachodniego. Obecny kryzys geopolityczny bierze się właśnie stąd, że państwa spoza pax Americana są dziś gotowe rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym, które nie mają się na kim oprzeć, gdyż przemieniły swoich sojuszników w cywilizacyjne zgliszcza.
Z tego wynika nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa: dość wyniszczania zachodniej cywilizacji, bo zginiemy. Okazało się bowiem, że soft power uderzyło z siłą bomby atomowej w Paryż, Londyn i Warszawę, a powstałe promieniowanie „dobrobyt to rozpasanie wyzwolone z cywilizacyjnych ograniczeń” uderzyło również w samą Amerykę. Wrogie obszary pozostały natomiast nietknięte dzięki nieufności wobec amerykańskiego stylu życia.
Nowa strategia opiera się więc na prostym założeniu: najpierw musimy obronić się przed sobą, zanim zaczniemy walczyć z wrogami. Jeżeli nie zatrzymamy destrukcji własnej cywilizacji, walka o światową hegemonię zakończy się naszym walkowerem. Nawet nie trzeba z nami walczyć — wystarczy trochę poczekać, aż sami się wykończymy.
Nie wiem, czy ten świat da się jeszcze uratować. Za chwilę w Ameryce będą nowe wybory i nie jest oczywiste, kto je wygra. Z tego powinni zdawać sobie sprawę wszyscy ci, którzy całą nadzieję pokładają w Ameryce. A po drugie destrukcja Zachodu zaszła bowiem już tak daleko, że wcale nie ma gwarancji, iż można ją zatrzymać.
Zostaw komentarz