4 czerwca miał być symbolem zwycięstwa nad komunizmem. Miał oznaczać początek Polski wolnej, sprawiedliwej i opartej na jasnym rozliczeniu z systemem, który przez dziesięciolecia prześladował własnych obywateli. Dziś jednak wielu Polaków patrzy na tę datę z coraz większym sceptycyzmem.
Po blisko czterdziestu latach od rozpoczęcia przemian trudno oprzeć się wrażeniu, że komunistyczne dziedzictwo nigdy nie zostało w Polsce do końca rozliczone. Okrągły Stół przyniósł pokojową transformację, ale był również porozumieniem części skundlonej opozycji z ludźmi dawnego systemu. Ceną było pozostawienie wielu wpływów, przywilejów i nierozwiązanych problemów.
Symbolem tej sytuacji jest fakt, że dzisiaj w najwyższych władzach państwa znajdują się politycy, których życiorysy sięgają czasów PRL i organizacji związanych z dawnym komunistycznym systemem. Trudno pogodzić opowieść o ostatecznym zwycięstwie nad komunizmem, kiedy z ław sejmowych straszy marszałek sejmu, były komunista Włodzimierz Czarzasty. A jaki jest
stosunek państwa za rządów Tuska, do ludzi, którzy walczyli o wolność? Obojętny. Przez ostatnie dwa lata niewiele dla nich zrobiono. Natomiast dla tych, którzy służyli aparatowi represji i owszem. Wiele się mówi o sprawiedliwości dziejowej, ale kombatanci, działacze opozycji antykomunistycznej i osoby represjonowane nadal nie doczekały się przełomowych rozwiązań poprawiających ich sytuację. Tymczasem byli funkcjonariusze objęci ustawą dezubekizacyjną odzyskali już ponad 2,5 miliarda złotych z publicznych pieniędzy, a według szacunków będą jeszcze kolejne miliardy wypłacone.
I właśnie dlatego dla wielu Polaków 4 czerwca nie jest już wyłącznie świętem wolności. Jest także przypomnieniem, że III Rzeczpospolita została zbudowana na zgniłym kompromisie, który pozostawił wiele pytań bez odpowiedzi. Czy rzeczywiście zerwano z dawnym systemem? Czy jego kadry i wpływy zostały odsunięte od życia publicznego? Czy państwo w wystarczającym stopniu upomniało się o tych, którzy za wolną Polskę płacili więzieniem, pobiciami, szykanami i zniszczonym życiem?
To są pytania, które wracają każdego 4 czerwca. I im więcej czasu mija, tym wyraźniej widać, że spór nie dotyczy już samej historii. Dotyczy tego, jaką Polskę zbudowano po 1989 roku i kto okazał się największym beneficjentem tamtych przemian.
Dlatego dla wielu obywateli 4 czerwca nie jest dniem triumfu. Jest dniem refleksji nad tym, czy wolność została w pełni wykorzystana, a sprawiedliwość naprawdę wymierzona. Bo państwo można zmienić ustawami, ale znacznie trudniej zmienić układy, które potrafią przetrwać całe pokolenia.

Zostaw komentarz