Zauważyłem, że w Polsce istnieje ogólne, głębokie przekonanie, że w 2026 roku Polska okazuje jakiegoś bezwarunkowego wsparcia Ukrainie, którego skala jest tak poważna, że trzeba rozważyć zmianę tej polityki… i wtedy Kijów może zrozumie, że nie da się Polski lekceważyć.

W roku 2026 Polska wypadła prawie całkowicie z tej gry o wspieranie wysiłku wojennego Ukrainy, w ramach której miała wagę na początku wojny. Z różnych powodów. Zajęła się swoimi sprawami i też błędy władz ukraińskich zwiększyły cenę polityczną dla tego typu wsparcia. Sama ta gra również kompletnie się zmieniła od początku wojny, czego również po stronie polskiej duża część społeczeństwa po prostu nie zauważyła. Ta gra już nie polega na tym, że Kijów tylko odbiera jakiś sprzęt zachodni przez umowną Jasionkę. Tylko na tym, że finansuje się rozbudowę ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego i zamówienia dla ukraińskiego wojska w ukraińskich fabrykach. Przy czym najbardziej w tym kierunku zaangażowane są te państwa, które traktujemy jako naszych, powiedzmy tak, bardziej pewnych sojuszników i partnerów w NATO. Czyli na przykład państwa skandynawskie. One wydają miliardy euro na wsparcie Ukrainy w takim trybie. To samo dotyczy też Wielkiej Brytanii i Niemiec. To jest główny akcent wsparcia militarnego Ukrainy w piątym roku wojny.

Kiedy słyszycie w mediach, że 90% strat Rosjan spowodowane jest uderzeniami dronów, to to nie jest po prostu ciekawostka, tylko to pokazuje, co jest dla frontu w tym momencie krytycznie ważne. Pod koniec 2023 roku wszyscy eksperci na Zachodzie liczyli, czy uda się dla Ukrainy znaleźć kilka milionów pocisków artyleryjskich i je dostarczyć, dlatego że od tego zależało, czy obrona się rozsypie, czy się utrzyma. Krytyczną kwestią było pytanie, czy będą wystrzeliwać 8000 pocisków dziennie, czy 3000 i czy uda się utrzymać logistykę dla tych dostaw. W 2026 roku krytycznie ważną kwestią jest, czy sami Ukraińcy wyprodukują małych dronów 3 mln, czy 6 mln. Czy dronów poziomu operacyjnego będzie 500 000, czy 100 000. Czy dronów dalekiego zasięgu będzie 100 000, czy 10 000.

Artyleria, sprzęt pancerny, wszystkie typy klasycznego uzbrojenia nadal są ważne, bo wojna to system i są obszary, gdzie po prostu mają one swoją rolę i swoją nieszę, i system nie będzie działał skutecznie, jeżeli nie będą spełniać tych ról. Ale tym niemniej to wszystko już nie ma wagi krytycznej dla frontu.

Oczywiście istnieje kilka obszarów, gdzie utrzymuje się krytyczna zależność Kijowa od Zachodu. Takie jak obrona przeciwrakietowa czy Starlink. Ale to nie są obszary, nad którymi Warszawa ma jakąś kontrolę. Kijów we wszystkich tych obszarach podejmuje próby uniezależnienia się, ale to długotrwały proces z niepewnym skutkiem.

W 2026 roku wsparcie militarne dla Ukrainy już nie jest jednostronne. Dlatego że kraje, które wspierają Ukrainę w ten sposób, w zamian uzyskują dostęp do know-how. Ukraińcy, prowadząc swoją obronę, próbując zmienić bilans sił, szukając asymetrycznej odpowiedzi na rosyjską przewagę… w procesie zmienili też sam sposób prowadzenia wojny. Obecnie każdy, kto za tymi zmianami chce nadążyć, obecny jest na jednym z dwóch poligonów. Chiny, Iran, Korea Północna są obecne na rosyjskim. Państwa zachodnie, które chcą nadążyć za rozwojem wydarzeń, są na ukraińskim. Ukraińcy, wiedząc, że są poligonem, nie użalali się nad tym, tylko uczynili z tego swój atut. Dlatego każde z tych wspierających ich państw buduje spółki joint venture z ukraińskim młodym przemysłem zbrojeniowym. Produkuje, wysyła na front, testuje, modyfikuje. Ma też dostęp do ukraińskich danych dla rozwoju bojowych systemów AI, które w tej chwili są chyba najważniejszą technologią, która to pole walki zmienia. Nie same drony.

To dotyczy i Amerykanów, i Niemców, i Brytyjczyków, i Francuzów, i wielu innych państw. Z Amerykanami Ukraińcy mogą mieć napięte stosunki, wsparcie bezodpłatne Amerykanie ucięli praktycznie do zera, ale współpraca firm amerykańskich i ukraińskich tylko się zacieśnia. I Palantir, i wiele innych amerykańskich firm, których znaczenie w amerykańskiej zbrojeniówce wzrasta, teraz siedzą głęboko w tej wojnie. I dlatego Amerykanie w całości Ukrainy nie odpuszczą z tych powodów, które opisałem wyżej. BO TO JEST ICH WŁASNY INTERES.

Problem, o którym w Polsce praktycznie się nie mówi, polega na tym, że Polski w tej opisanej wyżej układance po prostu nie ma. I to dlatego Ukraińcy uważają, że mogą Polskę zlekceważyć. Nie atakować, jak wielu w Polsce się wydaje, tylko po prostu się nią nie interesować nią. I ja się zgadzam, że w sensie strategicznym to jest wielki błąd. Ale w tej chwili oni mogą myśleć, że to Polska nie jest zainteresowana, by w tym całym procesie brać udział. W szeregach ukraińskich wojskowych na początku wojny proces modernizacji WP wzbudzał szacunek. Teraz sytuacja się odwróciła bo oni uważają, że za zmianami nie nadążamy. Mogą się mylić, ale to tłumaczy, co może słyszeć Zełenski od swoich doradców wojskowych, którymi jest otoczony.

Polska może odciąć wszystkie formy wsparcia Ukrainy, które zostały, zamknąć Jasionkę, wycofać się ze wspólnych unijnych czy natowskich form wsparcia Ukrainy. Czy to na pewno uderzy tylko w Ukrainę? Polska nie jest autarkią, ona oczekuje, że w sytuacji, jeżeli będzie zagrożona, przynajmniej część jej partnerów w NATO przyjdzie z pomocą. Na przykład państwa północy Europy to są te same państwa, które ze względu na powazne traktowanie rosyjskiego zagrożenia w ostatnich latach DRASTYCZNIE ZWIĘKSZYŁY WSPARCIE DLA UKRAINY. Nie dlatego, że są fajne i dobre, tylko dlatego, że uważają, że to jest ważne dla ich bezpieczeństwa. Sama tylko jedna Norwegia w 2026 roku planuje wydać na wsparcie Ukrainy niecałe 9 mld USD. Jeżeli odetniemy swoje wsparcie, to to nie będzie problem samej tylko Ukrainy, nasi właśni sojusznicy w NATO pokryją ten koszt i znajdą z Ukrainą nowe szlaki logistyczne dla dostarczenia tej pomocy, która idzie z zewnątrz.

Z tego powodu Kijów może uważać, że kontekście umownej Jasionki, nie będziemy mieć wyboru. Dobrym lewarem w stosunkach z Kijowem byłoby, gdyby tak jak w wypadku innych europejskich państw, powiedzmy, obrona przeciwlotnicza ukraińska zawieszona była na dostawach z zewnątrz albo produkcja znacznej części pocisków czy dronów dalekiego zasięgu znajdowała się na naszym terytorium, albo cały plan rozwoju ukraińskiego lotnictwa zawieszony był na nas, jak to jest w wypadku Szwecji. Zapewniam Państwa, że gdyby to Szwecja była na miejscu Polski, prezydent Ukrainy zachowywałby się o wiele bardziej ostrożnie.

Niestety w Polsce często polityka gestów, deklaracji i symboli jest mylona z realnym wpływem, siłą, sprawczością, z realnymi zdolnościami. Żeby mieć na kogoś lewar wpływu, trzeba go najpierw zbudować. Żeby go zbudować, trzeba mieć spójną, wieloletnią politykę, trzeba mieć taki cel. Ale przede wszystkim trzeba mieć to, o czym piszę od wielu, wielu lat – trzeba mieć dobre rozeznanie po drugiej stronie, żeby rozumieć, jakie priorytety ona ma i jaką politykę realnie prowadzi. Żeby nie być zaskoczonym. Jeżeli przez lata zachowujesz pozycję pasywną, to nie ma zdziwienia, że w tym samym czasie wszyscy wokół szli do przodu i sytuacja już się zmieniła. Wtedy pozostaje tylko zaskoczenie, szok i zaczyna się chaotyczne fantazjowanie na temat tego, dlaczego druga strona tak się zachowuje.

Jak zmusić Ukraińców, by słuchali i słyszeli? Odpowiedź jest banalna i prosta, ale jej realizacja prosta już nie jest – trzeba się reformować i budować własną siłę w ten sposób, by z pominięciem Polski żadna rozmowa o wojnie czy pokoju fizycznie nie była możliwa. Trzeba być dawcą bezpieczeństwa dla regionu, a nie odbiorcą, który martwi się o to, czy zza oceanu przybędzie 5000 żołnierzy, czy oni odpłyną stąd. Co jest absolutnie w zasięgu ręki dla Polski. To zmieni nie tylko stosunki z Ukrainą ale i USA czy Niemcami. I o obecność wojsk amerykańskich nie trzeba będzie zabiegać.

„Problem z Zełeńskim” dla Polski nie polega na samym Zełeńskim. Na Ukrainie nie trzeba szukać jakiegoś przyjaznego Polsce lidera czy partię. Problem polega na tym, że Polska nie jest dla Zełeńskeigo problemem. Bo gdyby była, wtedy każde ukraińskie środowisko czy partia stała by się „propolską” w sensie szukania porozumienia z Polską. Na tym polega tzw. realpolitik.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->