Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy dyskusja o bezpieczeństwie Polski nie jest źle postawiona. Wciąż mówimy o wyborze między NATO a regionalnymi sojuszami, podczas gdy prawdziwym wyzwaniem powinno być stworzenie silnego regionalnego filaru NATO, a nie jego alternatywy.

Europa Środkowo-Wschodnia stała się główną linią styku z rosyjskim imperializmem. To tutaj w przypadku kryzysu rozstrzygałoby się bezpieczeństwo całego kontynentu. Paradoks polega na tym, że państwa naszego regionu nadal współpracują głównie dwustronnie lub w niewielkich formatach, mimo że zagrożenia mają wspólne.

Wyobrażam sobie powstanie Inicjatywy Bałtyk–Morze Czarne – regionalnej platformy współpracy całkowicie zgodnej z NATO i wzmacniającej jego zdolności. Nie posiadałaby własnego art. 5 ani konkurencyjnego dowództwa. Jej zadaniem byłoby wspólne planowanie, rozwój przemysłu obronnego, produkcja amunicji, systemów bezzałogowych, obrony przeciwlotniczej, logistyki, cyberbezpieczeństwa i ochrony infrastruktury krytycznej. Innymi słowy – budowanie zdolności, których NATO oczekuje od swoich członków.

Naturalnym rdzeniem takiej inicjatywy mogłyby zostać Polska, Rumunia i Turcja.

Polska odpowiadałaby za bezpieczeństwo północnego odcinka wschodniej flanki, którego najbardziej wrażliwym punktem pozostaje przesmyk suwalski – kluczowy korytarz łączący państwa bałtyckie z resztą NATO.

Rumunia byłaby filarem południowo-wschodniej flanki. Jej znaczenie nie wynika wyłącznie z położenia nad Morzem Czarnym. To również państwo graniczące z obszarem mołdawskim, gdzie znajduje się kontrolowane przez Rosję Naddniestrze. W razie eskalacji właśnie kierunek mołdawski może stać się dla Rumunii tym, czym dla Polski jest przesmyk suwalski – potencjalnym punktem nacisku i destabilizacji wymagającym stałej gotowości.

Turcja wnosiłaby natomiast potencjał jednego z największych wojsk NATO, rozwinięty przemysł obronny, doświadczenie operacyjne oraz kontrolę nad cieśninami prowadzącymi na Morze Czarne. Dzięki temu oba najbardziej zagrożone kierunki – bałtycki i czarnomorski – zostałyby połączone wspólną architekturą bezpieczeństwa.

Wielka Brytania i Stany Zjednoczone stanowiłyby strategiczne zakotwiczenie całego projektu w NATO, gwarantując jego pełną zgodność z interesami Sojuszu.

W takim modelu również miejsce Ukrainy staje się bardziej przejrzyste. Ukraina byłaby niezwykle ważnym partnerem wojskowym i przemysłowym, dysponującym bezcennym doświadczeniem współczesnej wojny z Rosją. Jej kompetencje w zakresie wykorzystania dronów, walki elektronicznej czy adaptacji przemysłu zbrojeniowego byłyby ogromnym atutem całego regionu.

Nie oznaczałoby to jednak automatycznie politycznego przywództwa. Rdzeń decyzyjny tworzyłyby państwa NATO odpowiedzialne za bezpieczeństwo poszczególnych odcinków flanki. Ukraina uczestniczyłaby jako strategiczny partner, ale funkcjonowałaby w ramach wspólnie ustalonych zasad. Taki model wzmacniałby zarówno Polskę, jak i samą Ukrainę, ograniczając ryzyko, że spory historyczne czy napięcia dwustronne będą wpływały na współpracę w zakresie bezpieczeństwa.

Rosja od lat próbuje rozgrywać państwa naszego regionu osobno. Odpowiedzią nie powinny być kolejne deklaracje polityczne, lecz budowa trwałej architektury współpracy opartej na wspólnych interesach i realnych zdolnościach wojskowych. Im silniejszy będzie pas państw od Bałtyku po Morze Czarne, tym trudniej będzie komukolwiek testować wiarygodność NATO.

Może więc zamiast zastanawiać się, kto ma być liderem Europy Środkowo-Wschodniej, powinniśmy zacząć budować system, w którym każde państwo odpowiada za ten odcinek bezpieczeństwa, na którym ma największe kompetencje i ponosi największą odpowiedzialność. Polska za Bałtyk i przesmyk suwalski. Rumunia za Morze Czarne i kierunek mołdawski. Turcja za południową flankę i dostęp do Morza Czarnego. Ukraina jako strategiczny partner wojskowy. Wszystko pod parasolem NATO i przy ścisłym zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.

Być może właśnie tak powinna wyglądać kolejna ewolucja wschodniej flanki Sojuszu – nie poprzez tworzenie nowego NATO, lecz poprzez zbudowanie jego najsilniejszego regionalnego filaru.

Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.