Należę do tych irytująco w sobie zadufanych typów, którzy mimo przeżycia tylu lat — mało czegoś żałują. Nie rozpaczają nad niewykorzystanymi okazjami, w zasadzie nie widzą w swojej biografii żadnych, większych błędów. Jednego jednak sobie nie mogę wybaczyć, kiedy to na początku, jak to teraz zgrabnie się określa: transformacji ustrojowej – okazałem się być absolutnym frajerem. Naiwnym, zadufanym w rację historyczną frajerem! W zasadzie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Poza oczywiście wiarą w ludzi w tkwiące w płacie czołowym każdego człowieka pokłady dobra. Wszyscy byliśmy wtedy szczęśliwi, padł znienawidzony ustrój, pozwolono nam urządzać sobie życie, jak chcemy. Byłem wtedy wójtem, jeszcze przed tym jak L.Wałęsa zaczął pielęgnować. lewą nogę W lipcu 1990 r. zgłosił się do mnie miejscowy policjant, który notabene był również przewodniczącym rady parafialnej… z pytaniem, czy zgodzę sie na rozmowę z byłym szefem powiatowej Służby Bezpieczeństwa majorem Zwiechem. Major nie major pomyślałem, niech przyjdzie. I przyszedł …łysiejący blondyn średniego wzrostu z prośbą, żebym mu pozwolił prowadzić biznes, polegający na pośrednictwie w składaniu wniosków paszportowych. Dla dobra oczywiście mieszkańców… żarliwie przekonywał. Zaoszczędzi się zainteresowanym konieczność wyjazdu, do oddalonego o prawie 100 km. wojewódzkiego miasta, w którym było biuro paszportowe . Hm, zastanowiłem się nad tą propozycją… rzeczywiście – ułatwiająca życie ludziom. Opłatę za tę usługę major służby bezpieczeństwa miał kasować niższą niż bilety autobusowe w obie strony. Chciałby gdzieś w kącie urzędu dwa razy w tygodniu wnioski przyjmować. Dodał przy tym, że dużo dobrego o mnie słyszał. I jak myślicie Państwo? Zamiast poszczuć majora psem i zrzucić z urzędowych schodów — zgodziłem się. I w ten sposób major służby bezpieczeństwa, niczym lis w kurniku, gromadził sobie wrażliwe dane mieszkańców gminy, tylko dlatego, że frajer wójt na to mu pozwolił. I mogę się założyć o swoją emeryturę, nawet o dwie, że nie poszedł z tą wiedzą do Pra i Sprawiedliwości.. Mea Culpa!
Mea Culpa. Jak wpuściłem byłego esbeka do urzędu
O autorze: Stanisław Wodyński
Urodzony w 1943 r. w Złoczowie działacz opozycji antykomunistycznej. Kawaler Krzyża Wolności i Solidarności, Samorządowiec, wieloletni radny, pierwszy wójt Branic, przez dwie kadencje członek zarządu powiatu głubczyckiego. Rolnik, działacz NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych, figurant w aktach "SB" pod nazwą "tandeciarz". Absolwent Państwowej Szkoły Medycznej ITZ. Założyciel pracowni ekspresji sztuki psychopatologicznej w szpitalu psychiatrycznym w Branicach. Odkrywca talentu twórcy art brut Mariana Henela. Autor licznych publikacji wspomnieniowych. Pasjonat genealogii rodzinnej. Odznaczony honorową odznaką "Za zasługi dla Województwa opolskiego" oraz honorową odznaką "Działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych" (2019).
Podobne wpisy
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
Zostaw komentarz