Uczniowsko, a zatem już w latach obejmujących w szkole podstawowej program opanowywania fizyki, a konkretnie optyki mieliśmy możliwość w ramach zajęć „laboranckich” doświadczyć zjawiska rozczepienia światła białego przeprowadzonego za pomocą pryzmatu.

Pierwszym fizykiem udowodniającym, że światło białe jest mieszaniną różnych barw był słynny odkrywca prawa powszechnego ciążenia, angielski fizyk i filozof Isaac Newton. Newton w swoim eksperymencie odnoszącym się do dokonania rozszczepienia światła białego (inaczej dyspersji) wykorzystał szklany pryzmat.

Pryzmat to wykonana z materiału optycznie przezroczystego bryła; najczęściej ze szkła, stanowiąca geometryczną postać graniastosłupa o podstawie trójkąta. Światło przechodząc przez pryzmat ulega podwójnemu załamaniu, po raz pierwszy na granicy ośrodków powietrze–szkło; przy wejściu do pryzmatu, a po raz drugi na granicy szkło–powietrze przy jego wyjściu z pryzmatu.

Od najmłodszych lat bywaliśmy i nadal jesteśmy ( w odniesieniu do naszych następców także ma to również miejsce) ewidentnie zafascynowani z uwagi na możność dojrzenia niezwykłej wyrazistości barw w postaci łuku tęczy po zakończonych opadach deszczu. Także dokonując za pomocą węża gumowego operacji zraszania ogrodowych grządek możemy samorzutnie takie zjawisko „tęczowatości” przez dłuższy czas wywołać.

Warunkiem sine qua non możności wywołania tegoż zjawiska tęczowatości jest fakt posiadania i użytkowania stosownego pryzmatu. W przypadku występowania opadów deszczu czy też zraszania grządek ogrodowych rolę szklanego, względnie przeźroczystego plastiku pełnią zamiennie specyficznie ukształtowane w postaci stożka najzwyklejsze krople wody.

Inwokacyjnie problematykę pryzmatu w jego fizykalnym odniesieniu mamy zatem wprawdzie w sposób nieco skrótowy omówiony i nie wymagający dalszego zbędnego uszczegółowienia.

Infinitywnie zatem zostawiamy kwestie fizycznego pryzmatu poza sferą naszego dalszego rozważania, natomiast koniecznym jest w tym miejscu odniesienie się felietonowego tytułu, a konkretnie do kategorii społeczno-politycznych pełniących jakże ważką rolę w życiu każdej populacji.

Częstokroć w tymże znaczeniu słowo pryzmat jest używane (a nawet nadużywane) w różnorakim kontekście mającym na celu przybliżenie określonej tematyki. Pryzmat jest także skorelowany z pojęciem relatywizmu, czyli poglądem głoszącym za swoim najwybitniejszym przedstawicielem, Heraklitem z Efezu, że wszystko w istocie rzeczy jest naprawdę względne i zmienne.

Relatywizm pozostaje w opozycji do dogmatyzmu, czyli stanowiska bezkrytycznego przyjmowania danych twierdzeń jako niepodważalnej prawdy oraz sceptycyzmu oznaczającego uznawanie za wiarygodne jedynie tych teorii i wyników badań, które spełniają elementarne zasady metody naukowej.

Relatywizm odnosi się do wielu dziedzin np. do kategorii odczuwania piękna. Sztuka to pojęcie względne, a oglądając różnorodne wystawy, dzieła czy rzeźby, musimy się z powyższą konstatacją w pełni zgodzić. Relatywizm zasadnie zatem odpowiada na pytanie odnoszące się do kategorii ocennych wywodząc, że identyczne dzieło może znaleźć swoich najżarliwszych orędowników jak i zdecydowanych przeciwników. Podobnie jak i tendencje modowe np. słynne minispódniczki, związane z ukształtowaniem koafiury, aprobatą względnie dezaprobatą „rubensowskich kształtów”, gastronomicznych gustów, pojęciem patriotyzmu, czy też postaw wobec różnorakich opcji politycznych.

Stare ludowe porzekadło zasadnie odnosi się do tzw. punktu widzenia skorelowanego z punktem siedzenia. Okazuje się bowiem, że w istocie rzeczy tenże punkt siedzenia w sposób bezdyskusyjny determinuje pojmowanie i akceptację, alboć brak akceptacji; otaczającej nas rzeczywistości. Za określony towar względnie usługę należy w sposób oczywistej ekwiwalentności uiścić adekwatną należność. Praktyka i doświadczenia codziennego ludzkiego żywota pozwalają dostrzec ewidentną różnicę w wysokości należnej kwoty zapłaty w zależności od podmiotu, który ma tę należność uiścić oraz na tę personę, która ma tę należność otrzymać.

Przykładowo: hydraulik może ulec daleko idącemu zdziwieniu za konieczność uregulowania znaczącej kwotowo należności za wizytę w lekarskim (bez znaczenia jakiej specjalności) gabinecie i vice versa; tenże sam lekarz za „hydrauliczną” usługę swojego pacjenta. Psychofizyczna struktura człowiecza jest bowiem ukierunkowana w tenże sposób, że zdecydowanie bardziej akceptuje przyjmowanie z różnych tytułów pieniężnych profitów niż konieczność regulowania należności wobec innych podmiotów. Tak było, jest i rzecz jasna będzie. Powyższej stwierdziliśmy, że zaprzestajemy tematyki fizycznej formuły pryzmatu.

Nie oznacza to jednak, że zjawisko związane z pryzmatem porzucamy, jednakże odnosić się będziemy do tej kwestii w kategoriach społeczno-politycznych sensu largo. Poziom edukacji, jego zachowanie, sposób wysławiania się, umiejętności kojarzenia różnych faktów, zdolności manualne czy też predyspozycje ruchowe umożliwiające osiąganie znaczących wyników sportowych będą w sposób zdecydowanie częstokroć odmienny artykułowane przez konkretnego ucznia, jego nauczyciela oraz rodzica ucznia. To po prostu kwestia albo daleko posuniętego egotyzmu ze strony ucznia uznającego się wybitną w każdym zakresie jednostkę, występowania obiektywizmu zarówno po stronie nauczyciela oraz rodzica, względnie rażący subiektywizm. Ten poruszany element to po prostu pryzmat w „krystalicznej” postaci.

Kolejna wersja „pryzmatu” odnosi się do kwestii materialnych związanych z powszechnie znanym powiedzonkiem: syty głodnego nie zrozumie względnie; bogaty biednego także nie jest absolutnie w stanie pojąć jego spozycjonowania. Apriorycznie takie pojęcia jak głód czy bieda w percepcji osób tych niedogodności życiowych nie doświadczających po prostu …… nie istnieją !!!

Zaobserwować możemy częstokroć, że o kimś formułowana jest opinia przez pryzmat jego wyglądu, ubrania, posiadanego samochodu, czy modnego telefonu komórkowego. Widząc brudnego, zaniedbanego człowieka, nawet uśmiechającego się do nas, nie mamy z reguły najmniejszej ochoty podchodzić do niego i nawiązywać rozmowy. Gdy zamiast takiego osobnika spotkamy elegancką kobietę, która na pierwszy rzut oka robi tzw. dobre wrażenie to zachowanie będzie odmiennym. Wygląd zewnętrzny, nie zawsze jednak odpowiada temu, co kryje się we wnętrzu człowieka. Powyższy przykład świadczy jednak o tym, że wygląd zewnętrzny ma w wielu wypadkach aprioryczne i dominujące znaczenie odnoszące się do oceny naszych bliźnich.
Każda jako istota społeczna posiada inny różniący system wartości i co innego może być dla niego priorytetem. Po prostu nie istnieje na świecie drugiej takiej osoby jak ja, czy ktoś z moich znajomych.

Tytułowy molierowski bohater występujący w komedii „Skąpiec” Harpagon, zawsze był dobrze ubrany, nosił pierścienie z wielkimi diamentami, epatował swoim bogactwem. Jednak mimo to, nikomu wręcz nie zależałoby na znajomości z nim. Po głębszym poznaniu, wychodziła bowiem na jaw ewidentna prawda o tym, że na niczym i nikim mu nie zależy, poza własnym majątkiem. To kolejny klasyczny przykład omawianego pryzmatu oraz relatywizmu.

Nie szata zdobi człowieka; bowiem prawdziwą ozdobą jest jego człecze wnętrze, niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju.

Od jednego z uważnych i jak mniemać należy systematycznych P.T. Czytelników otrzymaliśmy wielce symptomatyczne zapytanko o treści: mój ojciec był sekretarzem POP. Wylali go bo posłał siostrę do komunii. To był komuch, czy nie?

Domyślać się należy w tak zadanym przez P.T. Czytelnika pytaniu pozytywnej ekspektatywy potwierdzającej ze strony Redakcji, że w tej sytuacji rzecz jasna tenże ojciec takowym komuchem nigdy rzekomo nie był.

Z ubolewaniem musimy jednak skonstatować, że formułowanie prawidłowej odpowiedzi na postawione pytanie jedynie poprzez pryzmat faktu jego pozbawienia praw członka PZPR z powodu „posłania córki do komunii” (należy przypuszczać, że w istocie rzeczy …. do I Komunii) jest absolutnie niemożliwym.

To wyłącznie partyjna sankcja wobec niesubordynowanego członka i aktywisty partyjnego, który jak należy domniemywać dobrowolnie (jako nawet konformista) zapisał się w jej szeregi podzielając zbrodniczą jej ideologię. Zastosowana zatem partyjna sankcja w żadnym wypadku nie może prowadzić do nietrafnej absolucji oraz w konsekwencji do konstatacji, że w/w nie był rzekomo komuchem. Składając deklarację członkowską i otrzymując partyjną legitymację potwierdził fakt wyznawania komunizmu jako swojej tożsamej ideologii.

Tertium non datur.

Domniemywać także należy z przywołanego faktu „posłania córki do komunii”, że tenże partyjny aktywista jednocześnie uznawał sam siebie w kategoriach człowieka wierzącego i tym samym uczestniczącego w życiu Kościoła katolickiego.

Aksjologia fideistyczna i marksistowska to jednak w sposób oczywisty dwa przeciwstawne moralne światy; nawzajem absolutnie nie do pogodzenia. Ognia z wodą nie da się po prostu pogodzić, a zatem nieaprobowalną jest całkowicie postawa siedzenia na płocie udając, że można być jednocześnie katolikiem i komunistą. To WYKLUCZONE !!!

Łk 16,13: Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Na zadane pytanie w kontekście w/w wyjaśnień Szanowny Czytelnik winien zatem sam sobie odpowiedzieć.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

5.03.2022