Byłam świadkiem rozmaitych epidemii. Nie wspomnę o epidemii powojennej gruźlicy czy tyfusu. Ale o różnych odmianach gryp: azjatyckiej, ptasiej i innych, które zbierały śmiertelne żniwo, a u wielu chorych pozostawiły nieodwracalne i groźne zmiany w sercu, płucach, nerkach. Była też epidemia czarnej ospy. Hiv-u.

Te epidemie mijały (lub nie) stopniowo. Nigdy nie było tak, że jednego dnia były, a następnego już ich nie było. Wywędrowały za góry i lasy.  Jednego dnia znajdowały się na każdej ścianie, apele: „pluj do spluwaczki”, a następnego znikały te apele i spluwaczki.

A tu masz – dwa lata pandemii, obostrzeń. Izolacji. Zamykania wszystkiego, co dało się zamknąć. Spowodowania ruiny gospodarczej wielu przedsiębiorców. Okazji do bogacenia się rozmaitych ciemnych charakterów i hochsztaplerów.

I nagle – była pandemia – nie ma pandemii. Były szczepienia, które nas miały chronić przed zachorowaniem i to koniec, nie są już powtarzane co kilka miesięcy.

A teraz?

Jaki covid? Taka sama choroba, jak inne. Wielka sprawa! Wystarczy połknąć Ibuprom (amantadyny chyba nadal nie), położyć się do łóżka, napić herbaty z imbirem czy sokiem malinowym i po sprawie.

Zapalenie płuc?

No cóż, zdarza się w każdej porządnej nawet rodzinie.

Śmierć?

No cóż, kiedyś i na coś trzeba umrzeć.

Szczepionki?

Nie będziemy już kupować, bo po jaką cholerę. Nie ma covidu, wiec przed czym się zabezpieczać. Zwłaszcza Pheizerem.

No i świetnie.

Mamy Matkę Boską wyspecjalizowaną w zwalczaniu epidemii, Jej figurka stoi przy Kościele Św. Anny w Warszawie. Wierze, że mogłaby pomóc.

To nie tak!

Nam pomogło przybycie trzech milionów niezaszczepionych Ukraińców. I ich niezaszczepionych na odrę dzieci. Zaczęli przyjeżdżać, brano ich do własnych domów i nikt nie wymruczał (a gdzie minister zdrowia, a gdzie prof. Gut?) o tym, że może jednak choćby test zrobić… Ależ skąd! Gościnność okazała się silniejsza od wirusa. I teraz już nie ma mowy o coronavirusie.  Jesteśmy od niego wolni.

I rodzi sie pytanie.

Co było nie tak i dlaczego było nie tak? Komu zależało na „położeniu” gospodarki, zniszczeniu więzi społecznych, straszeniu ludzi, izolowaniu ich? Szczepieniu szczepionkami, które okazały się równie potrzebne jak wypicie szklanki zimnej wody.

Ktoś nam wyjaśnił? Ktoś za coś przeprosił? Ani słowa!

Nie ma juz prof. Guta, nie umrzemy, nie zarazimy się. Wolność Tomku w swoim domku i hulaj dusza, piekła nie ma.

Wystarczyło przyjąć uchodźców?

To może jeśli przyjmiemy tych walących w pograniczników kamieniami, czyli z nieprzyjaznej nam Białorusi, to zapobiegniemy innym nieszczęściom?

Przyjmowanie niezaszczepionych uchodźców, to jakiś nowy sposób profilaktyki? Leczenia? Wyleczenia?

Miał racje Korwin-Mikke mówiąc, że władze rżnęła głupa. Ale żeby aż tak… Mnie to strasznie zgorszyło. Ze tak się dałam zrobić w głupa…

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.