Strzeżcie się fałszywego patriotyzmu — tego, który pod pięknymi hasłami rozmywa odpowiedzialność za własnych obywateli.
Bo naród to nie abstrakcja ani dekoracja do moralnych uniesień. To konkret: rodzina, dzieci, starsi, ludzie, którzy mają prawo oczekiwać bezpieczeństwa, stabilności i uczciwych reguł.
Dziś coraz częściej słyszymy, że miarą człowieczeństwa jest gotowość do poświęcenia wszystkiego dla obcych. Że granice to przeżytek, a obowiązki wobec swoich można odłożyć na później. Tyle że państwo, które nie potrafi zadbać o własnych obywateli, nie jest ani moralne, ani silne — jest bezradne.
Nie chodzi o odrzucenie współczucia. Chodzi o hierarchię odpowiedzialności. Najpierw dom, potem świat. Najpierw obowiązek wobec własnych dzieci, potem gesty wobec innych. Inaczej zamiast solidarności mamy chaos, a zamiast dobra — poczucie niesprawiedliwości, które prędzej czy później wybucha.
Prawdziwy patriotyzm nie polega na nienawiści do obcych, ale też nie na bezrefleksyjnym otwieraniu drzwi bez pytania o konsekwencje. Wymaga rozsądku, odwagi i zdolności do stawiania granic. Bo wspólnota, która nie potrafi powiedzieć „dość”, przestaje być wspólnotą — staje się zbiorem przypadkowych interesów.
Fałszywi moraliści lubią stawiać sprawę ostro: albo jesteś „otwarty”, albo „zacofany”. To wygodny szantaż. Rzeczywistość jest bardziej wymagająca. Można być człowiekiem zasad i jednocześnie mieć świadomość, że dobro zaczyna się od odpowiedzialności za najbliższych.
Naród, który zapomina o „swoich”, traci fundament. A bez fundamentu nie ma ani solidarności, ani przyszłości. Dlatego zamiast pustych haseł potrzeba dziś trzeźwego myślenia: pomagajmy, ale mądrze; bądźmy otwarci, ale nie naiwni; brońmy własnych granic i wartości, bo bez tego żadna wspólnota nie przetrwa.
Zostaw komentarz