W 78. rocznicę nieudanego (na szczęście) zamachu na Adolfa Hitlera w Teheranie odbyło się spotkanie trzech kluczowych na Bliskim Wschodzie graczy. Na marginesie dodam jako pewną dygresję fakt, iż wczorajsze spotkanie przywódców Iranu, Turcji i Rosji miała niewątpliwie charakter symboliczny. 78. lat wcześniej doszło do wydarzenia, które ostatecznie kosztowało życie ponad 12 mln osób. Tyle kosztowało wydłużenie nieuchronnej agonii Niemiec (III Rzeszy). Z perspektywy polskiej brak powodzenia spiskowców było pozytuwne, gdyż zapobiegło to zawarciu potencjalnego porozumienia między przyszłymi władzami Niemiec a Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi.

Wrócmy jednak z tego odrębego wątku do clou tematu niniejszej analizy.

Spotkanie trzech ważnych decydentów mających wpływ na sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie jest istotne w kontekście trwającej wojny na Ukrainie, która rozpoczęła de facto okres wojen mających na celu powstanie nowego ładu światowego. Rosja rozpoczynając 24 lutego br. pełnoskalową wojnę z Ukrainą planowała ostatecznie zniszczyć ukraińskie państwo poprzez zniszczenie politycznego przywództwa oraz przeprowadzając politykę inkorporacji teryorium Ukrainy do Rosji. Te plany się nie powiodły. Dodatkowo, Kreml stracił potencjał militarny jakim dysponował przed rozpoczęciem wojny, co z kolei ma istotne znaczenie z punktu widzenia globalnego statusu Rosji jako podmiotu stosunków międzynarodowych. O tym jak postrzegany jest dany kraj i jaką aktualnie pozycję w układzie sił on zajmuje świadczy również dyplomacja symboli gestów. W Teheranie w dniu wczorajszym byliśmy biernymi obserwatorami pewnego upokorzenia Rosji. Najpierw współczesnego niekoronowanego „cara” Rosji Persowie posadzili pod ścianą bez godła i flagi, a potem musiał on czekać przy włączonych kamerach na nieformalnego Sułtana wschodzącego regionalnego mocarstwa jakim jest Turcja.

Spotkanie w Teheranie wyraźnie wskazuje na to jaka jest realna pozycja Rosji po serii doznanych na Ukrainie klęsk. Z największą nieudaną operacją kijowską na czele. Deklarowana „potęga” Rosji w praktyce okazała się pozorami i blefem. Uważam jednak, że taka ocena nie oddaje prawdziwej rzeczywistości. Owszem, Rosja przegrała kluczowy etap całej operacji, która miałabyć hirurgicznym zniszczeniem ośrodków decyzyjnych w Kijowie. Niemniej, główną przyczyną tej porażki było złe przygotowanie całej operacji i anachroniczność państwa rosyjskiego. Niekoronowanym królem tej klęski była przede wszystkim korupcja niszcząca te państwo od środka i gra pozorów uprawiana przez zauszników samego Putina.

Wszyscy możemy obserwować realny stan armii rosyjskiej, która utkwiła w sposobie prowadzenia działań w 1945 r. i XIX wieczną logistyką na zapleczu walczących wojsk. To co obecnie Rosji pozostało to narzędzia nacisku, takie jak m. in. surowce energetyczne od których Zachód uzależnił się na własne życzenie, kryzys żywnościowy w Afryce i niektórych częściach Azji będący bezpośrednim skutkiem wojny i taktyki systematycznego niszczenia potencjału rolnego Ukrainy, zdolność wykorzystania agentury wpływu na Zachodzie oraz dysponowanie bronią jądrową. I te narzędzia stosuje i przez najbliższy czas będzie chciała stosować Rosja.

Rosja być może będzie chciała poświęcić swoją pozycję w Syrii na rzecz np. Turcji wzamian próbując uzyskać od Anakry gwarancję zablokowania akcesji Szwecji i Finlandii do NATO. To niewątpliwie byłoby pyrrusowe, acz jednocześnie kompromisowe zwycięstwo Moskwy. Oczywiście, Ankara będzie grała w grę na rzecz wzmocnienia swojej pozycji. Sposób jaki Turcja to robi można dostrzec na przykładzie Finlandii i Szwecji, ale także kryzysu migracyjnego z 2014 r. Notabene, rozpoczęcie „specjalnej operacji wojskowej w Syrii” Ankara argumentuje potrzebą rozwiązania wewnętrznego kryzysu społecznego, który bezpośrednio związany jest z napływem ponad 5 mln. ludzi z Syrii. Ankara przede wszystkim chce się rozprawić z Kurdami, których postrzega jako wewnętrznego zagrożenie terrorystyczne.

Strategia Turcji polega niewątpliwie na takim quasi balansowaniu między Zachodem wobec którego formułowane są konkretne kwestie do uzgodnień i podjęcia oczywiście zgodnie z interesem formułującego oraz Wschodem. Erdogan chce odtworzyć na nowo osmańską strefę wpływów i w tym miejscu według mnie kończą się długofalowa współpraca z Moskwą i Teheranem. Słaba pozycja Rosji będąca skutkiem wojny na Ukrainie wzmacnia Turcję i Iran w tym regionie. Jest to jednak zagrożenie dla innych graczy w regionie (Izraela i Arabii Saudyjskiej). Tym bardziej, że Rosja z racji swojej pozycji w Syrii dla Izraela była jednak pewnym gwarantem utrzymanka statusu quo w kwestii Wzgórz Golan.

Z drugiej strony, Turcja nie jest przedłużeniem polityki USA w tym regionie. Można więc sądzić, że Izrael postrzega te wczorajsze spotkanie jako zagrożenie. Izrael już w zeszłym tygodniu zagroził przeprowadzeniem ataku na Iran jeśli uzna, że Teheran jest już bliski wyprodukowania bomby atomowej. Izrael zapowiedział przeprowadzenie uderzania w Iran bez konsultacji z Waszyngtonem.

W ostatnim tygodniu na Bliski Wschód przyleciał Prezydent USA z misją po pierwsze, przekazania gwarancji USA wobec Izraela w kwestii zagrożenia ze strony Iranu, który jest o krok od zbudowania broni nuklearnej oraz po drugie, z misją zwiększenia przez Arabię Saudyjską wydobycia ropy naftowej. Saudowie jednak nie przyjęli propozycji USA tak jak sobie to Waszyngton planował. Jednocześnie zapowiedziano kontynuację współpracy z Rosją w ramach grupy OPEC+.

Szachownica na Bliskim Wschodzie zaczyna się przesuwać w kierunku wielkiej wojny, która może wciągnąć inne państwa spoza regionu. Dla Kremla byłby to zły i jednkcześnie dobry scenariusz. Po pierwsze, doprowadziłoby to do gigantycznego podrożenia ceny baryłki ropy naftowej oraz skierowałoby uwagę świata z Ukrainy. Z drugiej jednak strony wojna na Bliskim Wschodzie oznacza utratę pozycji quasi rozjemcy i arbitra w regionie, który kieruje się polityką devide et impera. Widać to w relacjach na linii Moskwa-Damaszku-Jerozolima.

Podumowując, pozycja Rosji słabnie i to było bardzo widoczne pod względem symboli i przyjęcia samego Putina przez decydentów z Turcji i Iranu. Wielkim paradoksem jest to, że „druga potęga” militarna zwróciła się do Iranu o pomoc w przekazaniu dronów.

Teheran w 1943 r. otworzył Stalinowi wrota w kierunku mocarstowej pozycji Rosji, którą potem kolejni dygnitarze sowieccy zmarnowali. Putin ostatecznie te wrota próbuje otworzyć na nowo, ale to się nie udało. Potęga Rosji została podważona i każdy będzie chciał to wykorzystać.

Zarówno Ankara, jak i Teheran do wzmocnienia swojej pozycji.