Facet na zdjęciu nie jest mną, ale urodził się też 30 lipca, tylko, że 1936 roku, czyli jest jakby trochę starszy. Nazywa się Buddy Guy i jest bodaj ostatnim z wielkich bluesmanów, którzy widzieli Moment Przejścia. Moment Przejścia czyli tę transformację, która zmieniła muzykę czarnych ludzi, zepchniętych na margines społeczeństwa i życia – w gatunek światowy. W muzykę, która – by użyć bon motu Bartka Dobroczyńskiego (obecnie profesor zdaje się) – „zwróciła białemu człowiekowi jego ciało”. Bo puls bluesa jest pulsem ludzkiego ciała. Dlatego mimo prostoty, a może dzięki niej – tak chwyta.

Mam nadzieję Panie Buddy Guy, że będziesz żył długo, dłużej niż B.B. King i John Lee Hooker i zagrasz jeszcze tu i tam parę dźwięków.

Buddy Guy świętuje dzisiaj ukończenie 86 roku życia.

Ja kończę jakby sporo mniej, 48.

W bluesowym świecie nie byłbym już juniorem, ale jeszcze nie byłbym w pełni dojrzałym artystą. Dojrzałość w bluesie osiąga się około 60-tki.

Buddy Guy gra bluesa i ma swoje unikatowe brzmienie, a ja piszę na fejsie.

I chyba też powoli, pomału osiągam swoje brzmienie.

Mam swoje zasady.

Na przykład mimo liberalnego podejścia do tzw. znajomości w sieci nie odpowiadam na zaproszenia osób nieznajomych o których nic nie wiem i które się bodaj kilkoma słowami nie przedstawią prywatnie. Takich wiszących zaproszeń mam u siebie ponad 700. No ale zasady to zasady.

Albo inna zasada, którą wyznaję, że piszę to, co myślę. A ściślej pisząc – myślę, bo jestem ekstrawertykiem. Przyjmę krytyczną uwagę co do języka, co do wywodu, jeżeli nietrafiony jest, oparty na błędnych przesłankach czy – zdarza się – gdzieś poślizgnę się na faktach, źle przywołam z pamięci. Ale niestety, nie przyjmę miło sugestii, że fajnie pan pisze o pociskach przeciwlotniczych tylko po co pan wplątuje to Tuska, albo czemu nie popisze pan tylko o czołgach, i łoi pan najlepszy rząd polski od początku świata czyli Matołuszka z Sasinem.

No sorry guys, póki się da, będę śpiewał moja piosenkę, nie waszą. Bo to moje życie i nie wiem ile mi go zostało.

I owszem – będę stąd wypraszał osoby, które w mojej opinii nadużyją mojej gościnności. Tak samo jakbym to zrobił z kimś kto nadużywa przestrzeni i czasu, który uznaję jakoś za swój, nie tylko w domu.

No i pytanie – po co ja o tym piszę, zamiast pozwolić wam wszystkim informować się via algorytmy cukierberga kiedy mam urodziny? Ano lubię mieć panowanie nad tym co i po co robię.

Rok temu przypominałem o moich urodzinach, żeby wesprzeć Iwona Glazer w jej walce o życie i w tym roku robię to w zasadzie z tego samego powodu. Za rok, mam nadzieję kasa na jej operację będzie zebrana i znowu będę sobie mógł zniknąć z moja datą urodzin.

Albo przeciwnie, w związku z tym że stanę się rówieśnikiem Adasia Miauczyńskiego, siedem razy siedem – urządzę jeszcze większy spam i birthday-bombing w jakimś celu.

Jak mi się zechce albo i też nie zechce.

W tym roku pomyślałem, że w tym szczególnym dniu urodzin Buddy Guy’a (i moich) zaproponuję wszystkim, którzy mi dobrze życzą trzy ewentualności okazania pozytywnego feedbacku. Poza lajkami, udostępnieniami, komentarzami taktycznymi za której jak zawsze stokrotnie dziękuję.

Zatem idzie to tak:

Po pierwsze i najważniejsze – możecie wesprzeć kogoś, kogo i ja wspieram – Iwonę Glazer. Link do urodzinowej zbiórki wrzucam do pierwszego komentarza. Zbiórka nazywa się 48 ton i na razie skarbonka jest zapełniona w 19%, aczkolwiek przy tej okazji dopełniła się też zeszłoroczna skarbonka, więc wielkie dzięki, jest to super.

Po drugie – możecie wesprzeć społeczno-literacki projekt jaki współtworzę od bez mała trzydziestu lat czyli KIT Stowarzyszenie Żywych Poetów. To moja bezsenność, zmęczenie, męty w oczach, puszki, konserwy, nerwy bez przerwy – ale i satysfakcja.
Niecały rok temu założyliśmy profil na patronite. Lubicie mnie, cenicie to co robię – pomóżcie mi robić więcej. 48 patronów na moje 48 urodziny? You can do it! Link w drugim komentarzu.

No i dobra, na samym końcu, po trzecie i najmniej istotne, ale też miłe, możecie postawić mi kawę z okazji urodzin. Pewnie wydam ją na dalsze produkcje WarTalk.pl, bo wierzę w ten projekt. Poświęcam mu nieco czasu, ale pieniądze zawsze się przydadzą, plany są wielkie.

No cóż. 48 lat, nie w kij dmuchał. Mógłbym już spoważnieć, najwyższa pora. A jednak jakoś mi się nie chce.

Dlatego w czwartym komentarzu wrzucam link do mojego ulubionego kawałka Buddy Guya, kawałka, który w czasach kiedy z Krzywym mieszkaliśmy w jednym bardaku na studiach – puszczaliśmy sobie na pobudkę.

A Buddy Guy kiedy to nagrywał miał 55 lat. I zaczynał osiągać dojrzałość. Także to jeszcze jest przede mną. Dojrzałość

Tymczasem jeszcze raz – Happy Bithday Buddy Guy (and me myself)!

Bardzo dziękuję też za taktyczne kawy na buycofee.to – to mnie pionizuje i mobilizuje do roboty.

Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74