Marcin Jop: #Pokój_Analiz. #Raport_z_Ukrainy!
Dziś mamy 13 września 2022 roku, trwa rosyjska inwazja na Ukrainę.
Nadal trudno podsumować w pełni wyniki działań zaczepnych Sił Zbrojnych Ukrainy z uwagi na brak możliwości analizy listy strat obu stron. Jak dotychczas możemy przyjąć, że siły rosyjskie straciły bezpowrotnie od 100 do 130 czołgów — zniszczonych lub poczuconych. To oczywiście zaledwie jedna rubryka, ale daje wyobrażenie o rozmiarach porażki, tym bardziej, że stronie rosyjskiej nastręcza poważne trudności zastępowanie utraconego sprzętu nowym. Nadal gdzieś z tyłu głowy tkwi wprawdzie klasyczny rosyjski propagandowy “przerażacz” pod tytułem — “mamy w rezerwie 13 000 czołgów”, ale przeciez przez lata mało kto zadawał sobie pytanie co dokładnie oznacza ten zwrot — jakie to czołgi, w jakich wariantach, jak wyposażone i rzecz jasna — ile tych wozów to w rzeczywistości “martwe dusze”, figurujące wyłącznie statystycznie w katalogach, zestawieniach, aneksach i dezyderatach. Jeśli zatem już przed uderzeniem ukraińskim spora część jednostek rosyjskich kontrolowanych przez sztab 1 Gwardyjskiej Armii Pancernej posiadała około 50 % wymaganego etatem sprzętu i obsady, lub nawet mniej, to teraz nalezy jasno przyjąć, że gros jednostek tejże armii nie posiada żadnej zdolności prowadzenia działań ofensywnych na dużą skalę bez konkretnej reorganizacji, któa siłą rzeczy polegać musi na dalszym procesie konsolidacji osłabionych pododdziałów w celu uzyskania mniej więcej pełnowartościowych jednostek bojowych. Naturalnie, w konsekwencji dotychczas poniesionych strat liczba sprawnych i gotowych do akcji czołgów rosyjskich spadła do liczby — jak oceniam — nie mniej niż 1300, nie więcej niż 1800. To rzecz jasna wyłącznie szacunek i to oparty na bardzo wątłych podstawach metodologicznych, polegających na zliczeniu straconych bezpowrotnie wozów (na teraz od 1100 do 1400 pojazdów), oraz przyjęciu poziomu 30 % pozostałej liczby jako wozów w różnym stopniu niesprawnych. No i oczywiście poziomu uzupełnień w sprzęcie na poziomie 500 pojazdów, przy czym oczywiście tajemnicą pozostaje ile tych wozów to czołgi pobrane ze składów sprzętu, a ile stanowią wozy naprawione przez warsztaty remontowe i odesłane na front.

Mając świadomość, że podstawą rosyjskiej taktyki w ostatnich miesiącach był ogień artylerii lufowej i rakietowej, po któryum następuje szturm jednostek zmechanizowanych wspieranych piechotą wypada odnotować kolejny drastyczny spadek zdolności operacyjnej armii rosyjskiej, który ogranicza zdolność do planowania operacji o “ambitnych” celach. Jest oczywistym, że w zaistniałych okolicznościach rosyjskie operacje zaczepne wyglądacv będa dokładnie tak samo, tylko ich skala ulegnie dalszej redukcji. Nie da się zastąpić tej topornej, ale często skutecznej taktyki używanej do realizacji bieżących celów operacyjnych z uwagi na powazny ubytek wyszkolonych kadr. Nie ma żadnej możliwości, by materiał ludzki pozostający obecnie podstawą kadr rosyjskich sił zbrojnych operujących na Ukrainie nagle podjął szereg operacji będących “taktycznymi fajerwerkami”, bo nie posiada w znacznej mierze takich umiejętności — i coraz częściej niezbędnego ku temu zasobu sprzętu i ludzi. Jest zatem oczywistym, że w zupełności zgadzam się z opinią ekspertów, ograniczającą obecne plany do utrzymania stanu posiadania w Donbasie, na Zaporożu i w Obwodzie Chersońskim. Chciałbym być dobrze zrozumianym — nadal Rosja posiada dostateczne siły i środki do realizacji swych celów strategicznych, nadal posiada przewagę pod względem ilości posiadanego sprzętu nad Ukrainą i nadal margines błędu jest dużo bardziej bezlitosny w konsekwencji dla sił ukraińskich niż sił rosyjskich. Plusem zaistniałej sytuacji jest niewątpliwie dalszy spadek morale sił rosyjskich (zwłaszcza ich komponentu bojowego), oraz uwypuklenie po raz kolejny bardzo złej organizacji struktury dowodzenia (mimo wielopoziomowości jest ona bardzo “sprasowana” wskutek aksjomatu o roli i znaczeniu przesunięcia w górę decyzyjności).

Wszystko na wojnie niesie konsekwencje — owo zredukowanie roli dowódców związków średniego i wyższego szczebla (pułków, brygad i dywizji) do roli całkowicie biernych wykonawców odgórnych dyrektyw i przesunięcie ich na pierwszą linię walk spowodowało ogromne straty wśród najbardziej doświadczonej kadry oficerskiej. Oczywiście, Armia Rosyjska, jako siła zbrojna mocno rozrośnięta “wszerz” posiadała i posiada dostateczną zdolność do uzupełniania tych strat, jednak w obliczu wyższego niż kiedykowliek stopnia komplikacji dowodzenia większymi zgrupowaniami na polu walki z uwagi na wyższą niż kiedykolwiek ilość czynników implikujących charakter podejmowanych decyzji wykruszenie się przygotowanej przed wojną kadry oficerskiej jest katastrofą, gdyż awansowanie na polu bitwy młodego oficera na wyższe stanowisko może i pięknie wygląda w powieściach Janusza Przymanowskiego, ale w rzeczywistości dzisiejszego pola walki znacząco obniża poziom dowodzenia, jeśli w warunkach pokoju potrzeba lat na wykształcenie w promowanym na wyższe stanowisko oficerze pełnej zdolności praktycznego i skutecznego dowodzenia. Oczywiście, problem ten obejmuje wszystkie szczeble dowodzenia, gdyż skądś zastępców poległych, rannych, lub po prostu zdymisjonowanych oficerów trzeba brać. Równie źle sprawy dla Rosjan mają się na poziomie najniższym. De facto, dotychczasowe straty przetrąciły na długi czas kręgosłup armii rosyjskiej. Możemy bowiem założyć, że członków załogi czołgu T-80 można przeszkolić w ciągu, powiedzmy, 30 godzin praktycznych ćwiczeń. Problem polega na tym, że szkolenie takie ogranicza się wyłącznie do obsługi samego wozu bojowego i zainstalowanego w nim wyposażenia. Ile czasu zajmuje gruntowne wyszkolenie ludzi w prowadzenie zespołowych działań bojowych, opartych o konkretne założenia taktyczne? Odpowiedź na to pytanie pozostawię oczywiście ekspertom, którzy na co dzień zajmują się aspektami szkolenia w strukturach współczesnych sił zbrojnych. Nie bez kozery jednak szkolenie żołnierza liczone jest raczej w misiącach, niż godzinach, czy dniach.
Rosjan ratuje w tym momencie posiadany ogromny wolumen środków artyleryjskich. To czynnik, którego nie wolno lekceważyć, to czynnik, który nadal bęzie kształtował w dużym stopniu sytuacje na polu walki. Czy Rosjanie sa w stanie w najbliższym czasie zmienić w radykalny sposób swoje rozwiązania systemowe — na przykład nauczyć się działania z większa elastycznością, zaskoczyć nową taktyką, lub w krótkim czasie zdecentralizowac system przepływu informacji? Nie, w mojej opinii nie ma takiej możliwości. Z uwagi na mentalność i wielokrotnie już uprzednio opisywane cechy szczególne funkcjonowania rosyjskiego społeczeństwa i jego wojennej emanacji, czyli sił zbrojnych. Wysoki poziom kompetencji prezentowany przez wielu rosyjskich oficerów, czy nawet odwaga i oddanie wielu rosyjskich podoficerów i żołnierzy zawsze będzie niknął w cieniu typowego rosyjskiego “tumiwisizmu”, polegającego na spychaniu odpowiedzialności na każdym szczeblu jak najdalej od siebie. taka jest natura tej armii i nie da się jej zmienić ani w ciagu tygodnia, ani w ciągu miesiąca, ani w ciągu roku. Głównie dlatego, że nie ma takiej woli w społeczeństwie wykształconym przez stulecia autorytaryzmu.

Czy dzień dzisiejszy jest dogodną chwilą do podjęcia rozważań o możliwym rozwoju sytuacji i wskazania kolejnych celów operacyjnych Sił Zbrojnych Ukrainy? To dość trudne, gdyż nie łatwo jest przede wszystkim orzec, czy armia ukraińska będzie realizowała cele wyznaczane przez operacyjne możliwości, czy może raczej przez strategiczną konieczność. To bardzo ważne zagadnienie, gdyż zbyt często zapominamy, że planowanie działan wojennych jest bardzo złożona sprawą — w tym przypadku skomplikowanym równaniem z bardzo wieloma niewiadomymi, takimi jak stan rezerw paliwa, amunicji, żywności, jak również zdolność dostareczenia tychże zasobów na linię frontu. Kolejnymi elementami zbioru niewiadomych jest poziom gotowości bojowej posiadanych jednostek, zdolność do stworzenia z nich wielorzutowego zgrupowania połączonych wojsk, ale także zdobycie możliwie precyzyjnej wiedzy o stanie przeciwnika i jego słabościach. Jak zwykłem mówić w takich okolicznościach:
“Wszystko co nie jest możliwością, jest koniecznością. Wszystko co nie jest koniecznością, jest zaledwie możliwością.”
W związku z powyższym nie chciałbym, by ukraińskie oddziały podjęły kolejne działania zaczepne w Donbasie. To zniszczony działaniami wojennymi obszar, który obsadza najlepsza częśc pozostałych jeszcze Rosjanom związków taktycznych. Co gorsza kontynuowanie działań w celu odzyskania utraconych pozycji musi mieć charakter w znacznej mierze czołowego natarcia, a próba obejścia sił rosayjskich ze skrzydła przez Kreminną powoduje konieczność znacznego wydłużenia frontu, co samo w sobie stanowi duże ryzyko. Jeśli w ciągu ostatnich dni siły ukraińskie nie wznowiły działań zaczepnych w rejonie Chersonia nalezy przyjąć, że pauza nie została spowodowana koniecznością zwykłego luzowania wojsk. Rosjanie zdołali już odtworzyć pas obrony i umocnić go, zatem ewentualna kolejna próba ataku w tym rejonie musi być starannie zaplanowaną operacją, co wymaga czasu. Nie mamy żadnych narzędzi, by analizować zdolność oporu sił rosyjskich obsadzających linię frontu na Zaporożu. Nie znamy również odpowiedzi na pytanie jak długo potrwa organizacja kolejnej operacji zaczepnej sił ukraińskich. Nie da się zatem wskazać potencjalnej jej lokalizacji — musimy sie po prostu uzbroić w cierpliwość i czekać na znaki. takowe pojawią sie prędzej, czy później.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz