– Kim są ci wielcy mężczyźni w różowych garniturach, którzy tak chodzą w koło Parku Pokoju i dlaczego tak mocno i ostentacyjnie stawiają stopy, że aż w uszach dudni? – zapytałem studenta, który wcześniej powiedział mi, że chce zajść daleko, a potem się najeść i wyspać.

– Od tygodnia tak chodzą, dzień i w noc, nieustannie – odparł student zawiązując sznurówkę. – To wypłaszczacze. Nie słyszał pan o nich? – dziwne, zastanawiał się w chwili zadumy student.

– Co oni wypłaszczają? – zapytałem.

– Ziemię całą, przecież nie Cieszyn tylko. Tu tylko chwilowo stacjonują, znaczy chodzą i wypłaszczają. Potem przeniosą się do Sosnowca i tam będą… chociaż może nie tam, bo tam jest wszystko płaskie od dawna i bez wyrazu. Wie pan, że ludzie z Sosnowca rodzą się bez tożsamości i nie mają możliwości jej uzyskania?

– Dlaczego? Zapytałem.

– Sosnowiec jest stolicą bezwzględnego spłaszczenia. Epicentrum płaskości. Tam też dokonano pierwszego w historii masowego zniszczenia globusów. Bojówki złożone z podpitych mężczyzn nieumiejących nawiązać normalnych relacji z kobietami biegały po całym mieście – no powiedzmy, że to miasto – ironizował student i młotkami rozwalali globusy. Wariaci po prostu – skwitował student.

– Patrz pan, tu mi się dziura w bucie zrobiła – powiedział wkładając w nią mały palec. Na szczęście mała, oddam w poniedziałek do wulkanizacji.

– Długo oni tak będę w kółko Parku Pokoju chodzić nieznośnie wdeptując obcasy swych butów w granitową kostkę? – zapytałem.

– Tego nie wiem – odpowiedział student – ale jak ostatnio wypłaszczali Ziemię w Pogwizdowie, to ludzie podobno z domów przez dwa tygodnie nie wychodzili, a globusy mieli pochowane tak skrycie, że sami ich potem nie mogli znaleźć. Głupia sprawa, coś schować przed kimś, a potem nie móc samemu znaleźć – zaśmiał się student.

W tym momencie mocno zamachnąłem się by uderzyć go w tył głowy i rozległ się tępy huk.

– Gówniarzu jeden, kim jesteś aby ludzi pouczać, najpierw zdobądź elementarne wykształcenie. Powinno się przywrócić kary cielesne na uniwersytetach. Obecna sytuacja rozbuchanej bezczelności studentów, a zwłaszcza studentek jest nie do zniesienia – podniosłem głos.

– Dobrze, panie profesorze, przepraszam, nie chciałem pana urazić. – powiedział student.

– Mnie pan nie uraził, ale tych biednych ludzi, którzy w obawie o swoje życie pochowali głęboko swoje globusy tak, że potem nie mogli ich znaleźć. Myśli pan, że oni są głupi? Nie – powiadam panu – to właśnie jest dowód na ich wybitną inteligencję. Też chciałbym potrafić schować coś tak, żeby już tego nigdy w życiu nie znaleźć – ale nie pana sprawa co – powiedziałem stanowczo. I zadumałem się nieco.

– Wychodzą z parku – krzyknął student. Poszli wypłaszczać gdzie indziej. Ufff…

– Ale czy to dobrze, uważasz pan? Lepiej żeby tu zostali, bo tak będą wypłaszczać Ziemię gdzie indziej, a nawet nie będziemy wiedzieli gdzie. Tu przynajmniej byli pod jakąś kontrolą. Moją oczywiście bo nie ze strony Straży Miejskiej. Ci to się pozamykali na cztery spusty i nie wychodzili od tygodnia. Pytałem ich nawet, czemu są tacy wycofani. Wiesz student, co mi powiedzieli?

– No co panie profesorze? – zapytał wyraźnie zainteresdowany.

– Że mają zbyt wiele rzeczy okrągłych na placówce, żeby ryzykować wejście w konfrontację z wypłaszczaczami.

– Aha, odparł student. W sumie racja.

– Jaka racja człowieku? – podniosłem głos. Jeśli zaprzestamy walki o krągłość Ziemi i ogólnie koliste kształty, wszyscy zginiemy. Koło ma moc niesamowitą. Ja na przykład urodziłem się o ósmej – to są dwa kółka ze sobą splecione, rozumie pan?

– Fantastyczna sprawa – powiedział student bez przekonania i raz jeszcze sprawdził małym palcem wielkość dziury w bucie.

– Oby zaszedł daleko – pomyślałem i uścisnąłem mu dłoń. Lewą, bo prawą grzebał w bucie.