Każdy poważny mężczyzna musi się kiedyś wybrać na prawdziwą wojnę. Najtrudniejsze są te wojny, które toczy się w pewnym sensie z samym sobą. Z moimi słabościami, z tym wszystkim, co mnie wewnętrznie osłabia i wyniszcza. Z historią swojej rodziny.
Moje pisanie – odkryłem to dzisiaj nad ranem – było (bo chciałbym o tym myśleć w czasie przeszłym) – środkiem uśmierzającym, lekarstwem na ból. Jedną wielką ucieczką przed pójściem na wojnę. Opanowałem do perfekcji sztukę samouszukiwania się. Ironizowania. Udawadniania sobie, że koniak jest koniem lub że kryminalista jest jak kryminolog. Ucieczka w literaturę była taką doskonałą zmyłką, siebie i innych.
Pod koniec zeszłego roku uciekłem w nierzeczywistość, a że – jak mówią niektórzy – potrafię pisać, to ta niekończąca się zajezdnia miała swój literacki posmak. Uciekałem myślami w pisanie niby zabawnych, lecz w rzeczywistości tragicznych opowieści. Zaczęło mnie to w pewnym momencie bawić i podniecać. Po raz pierwszy w życiu jak czytałem swoje teksty, to bawiłem się przy nich, ale moja dusza mimo wszystko pozostawała w smutku i czasami – rozpaczy. Ta literacka zajezdnia była jednak niekończącym procesem obracania się wokół własnej osi. Czegoś takiego, co stwarzało pozory bezpieczeństwa.
Ucieczka nie jest rozwiązaniem, dlatego nie zamierzam iść tą drogą. Idę na wojnę, częściowo z samym sobą. Mam w sobie ducha wojownika. Moje imię – Radosław – jest też zobowiązaniem do bycia radosnym. Miejsce mojego zamieszkania – Cieszyn – do cieszenia się, a okolica – Park Pokoju – do pogodzenia się z innymi i samym sobą.
To w praktyce oznacza wylogowanie się z FB. Niemniej nie chciałbym utracić kontaktu z wieloma osobami, z którymi miałem, mam i mam nadzieję będę mieć kontakt. Ci, co chcą mnie znaleźć, na pewną znajdą. Moje adresy nie są tajne.
To jest moja ostatnia wojna, myślę ja wygrać.
Zostaw komentarz