Państwo powinno stać na straży życia swoich obywateli. Także tych, którzy jeszcze nie mogą mówić we własnym imieniu, którzy nie mogą się sami obronić.
Dlatego to, co działo się w ostatnich latach w Oleśnicy, nie może zostać zepchnięte na margines i zamiecione pod dywan. To nie jest sprawa jednego szpitala. To jest sprawa działania całego systemu.
Z danych przekazywanych przez Fundacje Życie i Rodzina wynika, że w 2024 roku w tej placówce wykonano ponad 150 zabiegów przerwania ciąży, w tym kilkadziesiąt na zaawansowanym etapie rozwoju dziecka. Z kolei w pierwszych miesiącach 2026 roku, mimo zmian personalnych, zabiegi nadal są wykonywane.
To są liczby, które wymagają poważnej odpowiedzi.
Po wyroku Trybunału Konstytucyjnyego z 2020 roku przepisy są jednoznaczne. Aborcja jest dopuszczalna tylko w dwóch przypadkach: zagrożenia życia lub zdrowia kobiety oraz ciąży będącej wynikiem przestępstwa.
W praktyce jednak granica „zagrożenia zdrowia” bywa interpretowana coraz szerzej i maksymalnie rozciągana. I to właśnie w takich miejscach jak Oleśnica przybiera to najbardziej wyraźną formę.
Zastanawiające jest również to, że niewielka przecież Oleśnica stała się miejscem, do którego trafiają pacjentki z całej Polski. Nie wynika to z wyjątkowej roli tego miasta w systemie ochrony zdrowia, lecz z przyjętej praktyki interpretowania przepisów. W efekcie jedna placówka zaczyna pełnić funkcję, która wykracza poza standardowe zadania małego szpitala powiatowego.
W debacie publicznej pojawiało się nazwisko Gizeli Jagielskiej, związanej z tą placówką. Jej odejście miało dla wielu oznaczać zmianę kierunku.
Tyle że problem nie znika wraz z jedną osobą.
Dziś ta sama lekarka pracuje w Lubaniu. I to rodzi pytanie, którego nie da się już unikać.
Czy mamy do czynienia z mechanizmem, który przenosi się z miejsca na miejsce?
Bo jeśli tak, to nie jest to już kwestia jednego szpitala ani jednego nazwiska.
To jest pytanie o to, czy państwo realnie egzekwuje własne prawo.
Czy obowiązujące przepisy mają znaczenie w praktyce, czy tylko na papierze?
Bo jeśli to drugie, to mamy do czynienia nie z państwem prawa, ale z jego iluzją.

Zostaw komentarz